Sensu jak na receptę

Sejmowa Komisja Zdrowia zajmie się dziś kontrowersyjnymi przepisami
tzw. ustawy refundacyjnej, szeroko krytykowanej przez samorząd lekarski i
aptekarski. Ustawa wprowadza kary finansowe dla lekarzy w przypadku wypisania
leku osobie nieuprawnionej oraz sztywne ceny leków.

W obradach mają wziąć udział minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i szef
Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz. – Na pewno zapytamy pana
ministra, jakie są jego zamiary w związku z wątpliwościami, które zgłaszają
różne środowiska medyczne. Mam nadzieję, że tym razem się ujawni, bo dotąd tego
nie zrobił – mówi poseł Bolesław Piecha (PiS), przewodniczący Komisji Zdrowia.
Dzisiejsze posiedzenie zostało zwołane z inicjatywy posłów.
Minister Arłukowicz oprócz kwestii związanych z refundacją leków przedstawi też
priorytety resortu na lata 2012-2015. Ustawa o refundacji leków, środków
spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych
została uchwalona w maju br. Sprzeciw środowisk lekarskich wzbudzają przede
wszystkim zapisy ustawy mówiące o tym, że wypisanie recepty na lek refundowany
osobie nieubezpieczonej ma skutkować nałożeniem na lekarzy kar umownych i
obowiązkiem zwrotu kwoty refundacji. Lekarze tłumaczą, że nie są w stanie
potwierdzić ubezpieczenia pacjenta. Obecnie w zdecydowanej większości przychodni
pacjenci przedstawiają dowód ubezpieczenia (np. druk RMUA, książeczka
ubezpieczeniowa) osobom zatrudnionym w rejestracji, jeszcze przed wejściem do
gabinetu lekarskiego. Tylko w sporadycznych przypadkach zdarza się, że
ubezpieczenie kontrolują lekarze. Pacjent może otrzymać bezpłatne świadczenie
zdrowotne także bez dowodu ubezpieczenia, po podpisaniu oświadczenia
zobowiązującego do dostarczenia dowodu w ciągu siedmiu dni.
Lekarze liczą na to, że posłowie przygotują konkretny projekt nowelizacji ustawy
refundacyjnej. Prezes NRL Maciej Hamankiewicz uważa, że szybka nowelizacja
ustawy jest możliwa. – Komisja Zdrowia musi podjąć ważną decyzję: czy wnosić
projekt poselski o nowelizację tej ustawy, czy też nie. Oczekuję, że posłowie,
którzy są lekarzami, wiedzą, że rozwiązania tej ustawy są bardzo niedobre.
Jestem dobrej myśli co do sprawności polskiego parlamentu. Wierzę, że szybka
zmiana ustawy jest możliwa. Na dopalacze Sejmowi i Senatowi potrzebne było tylko
kilka godzin, tu też wystarczy parę godzin – oświadczył w rozmowie z „Naszym
Dziennikiem” prezes NRL.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że w resorcie zdrowia trwają już prace nad
nowym rozporządzeniem w sprawie recept. Jednak zdaniem Hamankiewicza, takie
rozporządzenie nie rozwiązałoby problemu. – To byłaby tylko proteza. Czy
zadowoli ona lekarzy? Będziemy wiedzieli w piątek – stwierdza szef NRL. Tego
właśnie dnia podczas obrad Naczelnej Rady Lekarskiej Bartosz Arłukowicz
przedstawi samorządowi lekarskiemu propozycję zmiany przepisów w kwestii
wypisywania recept na leki refundowane. Jak zapewniał niedawno wiceminister
Andrzej Włodarczyk, szef resortu zamierza zaproponować, by pacjenci nie musieli
przedstawiać dowodu ubezpieczenia, a jedynie podpisać oświadczenie, że je
posiadają. – To jest deklaracja ustna, a od deklaracji ustnych polityków do
czynów bywa daleko – ucina Hamankiewicz. Poselskiego projektu zmian w ustawie
nie zgłoszą dziś ani politycy PO, ani PiS. – Ta ustawa wymaga pewnych korekt,
ale nie można ich zrobić na kolanie. Dziś ważniejsze jest wydanie odpowiednich
rozporządzeń, które rozwiązywałyby wszelkie kontrowersje – mówi Jarosław
Katulski (PO), wiceprzewodniczący komisji. – Nie jest to proste [przygotowanie
projektu nowelizacji – przyp. red.]. Dlaczego my to mamy rozważyć? Możemy zrobić
jedno: zgłosić wniosek o wydłużenie vacatio legis, by ustawa weszła w życie
później. Natomiast dzisiaj wobec niemrawego rządu wszelkie zmiany trudno będzie
wdrożyć. Nawet gdyby dziś zgłosił ktoś taki projekt nowelizacji, to niemożliwe,
by została uchwalona i weszła w życie przed 1 stycznia. Cała sprawa jest w
rękach Ministerstwa Zdrowia, które gra na zwłokę, stojąc na stanowisku, że jakoś
to będzie – tłumaczy Bolesław Piecha, podkreślając, że Prawo i Sprawiedliwość ma
już gotowy wniosek skarżący ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.
Naczelna Rada Lekarska chce, by po wejściu w życie ustawy refundacyjnej, której
przepisy zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2012 r., wszyscy lekarze i dentyści
wypisywali tylko recepty pełnopłatne, także na leki refundowane przez NFZ.
Lekarze mają też zaprzestać określania uprawnień pacjentów do leków
refundowanych oraz nie wpisywać odpłatności. Na recepcie mieliby natomiast
umieszczać adnotację: „Refundacja leku do decyzji NFZ”. Przepisy dotyczące
recept nie są jedynymi kontrowersyjnymi zapisami ustawy refundacyjnej. Inne to
te dotyczące stałych cen i marży leków refundowanych. Obecnie apteki stosują
często promocje na leki finansowane przez NFZ, niektóre można kupić za złotówkę.
W myśl ustawy cena leku będzie stała – będzie ją negocjowało Ministerstwo
Zdrowia z producentem. Obawy środowiska farmaceutycznego budzą też m.in. zmiany
dotyczące zamrożenia środków na refundację na stałym poziomie 17 proc. rocznego
budżetu NFZ, obowiązek zawierania przez apteki umów z NFZ, w których zobowiążą
się one do przestrzegania cen ujętych w obwieszczeniach zawierających wykazy
produktów refundowanych, zakaz stosowania wszelkich zachęt przy sprzedaży leków
refundowanych, zakaz reklamy aptek. Ustawa wprowadza też tzw. podatek payback
(firmy farmaceutyczne mają zwracać część swojego przychodu ze sprzedaży leków
refundowanych w przypadku przekroczenia ustalonego limitu na refundację leku). –
Są sieci, które na dzień dzisiejszy generują 70 proc. marż dla swoich aptek.
Mała apteka stosuje 12-13 proc., to wszystko. Małe apteki w małych
miejscowościach przepadną. Już dziś 50 proc. aptek jest zagrożonych – mówi
Krzysztof Przystupa, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
 

Anna Ambroziak

drukuj