Senat mniej dba o Polaków z Iwieńca

Z prof. dr. hab. Zdzisławem Julianem Winnickim, zastępcą dyrektora Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, prezesem Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, rozmawia Marek Zygmunt



Cała Polska żyła w ostatnich dniach informacją, że mimo zmasowanej akcji ze strony KGB i milicji Polacy ze Związku Polaków na Białorusi obronili Dom Polski w Iwieńcu przed bezprawnym przejęciem przez ekipę Łukaszenki. Nie wszyscy jednak znają historię tej miejscowości…

– Miasteczko Iwieniec znajduje się pomiędzy Stołpami i Wołożynem. Było zatem najbardziej na wschód wysuniętą gminą przedwojennego województwa nowogródzkiego. Historycznie należy do dawnej Mińszczyzny, a do Mińska jest stąd około 45 kilometrów. Iwieniec stanowi „stolicę” niezwykłego obszaru przyrodniczego Puszczy Nalibockiej, liczącej około 140 tys. ha, o której pisał w „Panu Tadeuszu” Adam Mickiewicz, bo tam… Wojski niedźwiedzia wytropił: Wojski: „(…) sam ja to widziałem kiedy do nalibockich zaciągnęli lasów, Tadeusz Rejtan poseł i książę Denasów (…)”. Iwieniecko-nalibocka polskość jest fenomenem trwającym nieprzerwanie od XVII wieku, kiedy do przemysłów leśnych gospodarze tych stron sprowadzali fachowców z Mazowsza i Podlasia. Zresztą, wszystkie wsie wokół miasteczka oraz w samej puszczy mają niemal jednorodny – polski i katolicki – charakter.

Polacy tych stron – po zlikwidowaniu przez carat wyznania unickiego, a następnie kasacie i zamknięciu wszystkich tutejszych świątyń katolickich przymusowo „zawracani” na prawosławie – przetrwali i po ukazie tolerancyjnym z 1905 roku masowo ujawnili swą katolickość, a zatem polskość. Już wówczas w obronie krzyża przed sotniami kozackimi padły pierwsze krwawe ofiary. Iwieniec był do wybuchu II wojny światowej miasteczkiem polsko-żydowskim, w którym na ponad trzy tysiące mieszkańców Białorusinów było… czternastu, a wszystkich prawosławnych – dwudziestu siedmiu. W całej gminie zaś w 1936 roku mieszkało ponad trzynaście tysięcy Polaków, Białorusinów mniej niż trzy tysiące, a Żydów nieco ponad półtora tysiąca (praktycznie tylko w miasteczku). Okolica oprócz przemysłów leśnych słynęła ze zduństwa – do dzisiaj jest tutaj fabryka ceramiki artystycznej. Do granicy sowieckiej na rzeczce Wołmiance było stąd 15 kilometrów. Cały północny bieg okalającego puszczę Niemna był polski. Drugi brzeg był ruski, czyli z czasem białoruski. Polskość Iwieńca oraz okolic ujawniła swą siłę i zdeterminowanie w czasie największej próby – podczas okupacji.

Na czym polegała ta determinacja?

– Nadwerężona sowieckimi represjami ludność od lata 1941 roku znajdowała się pod zbrodniczą okupacją niemiecką. Represje, egzekucje (wymordowano prawie wszystkich iwienieckich Żydów), brutalna eksploatacja i tak głodnych wsi, wywózki na roboty oraz pobór do białoruskich kolaboracyjnych sił policyjnych zmuszały do różnych form samoobrony. Z inicjatywy miejscowego ziemianina porucznika rezerwy Kacpra Miłaszewskiego zaczął się organizować oddział akowski, początkowo pod nazwą Polski Oddział Partyzancki im. Tadeusza Kościuszki. Zorganizowanie polskiej siły zbrojnej było koniecznością także w obliczu rabunków panoszącej się w okolicach partyzantki sowieckiej oraz osławionych „grup przetrwania” Tewje Bielskiego mających swe bazy w Puszczy Nalibockiej (brygada sowiecka wraz z grupą od Bielskiego spaliła i wymordowała 127 mężczyzn w śródpuszczańskich Nalibokach za opór przed grabieżą i gwałtami). Oddział polski zawarł porozumienie z Sowietami, których w lasach było blisko 10 tysięcy. Latem 1943 roku wobec zagrożenia powszechną mobilizacją do kolaboracyjnej policji białoruskiej oddział polski samodzielnie wraz z konspiracją w miasteczku zbrojnie zdobył Iwieniec. Dwa dni wisiały polskie flagi. Było to pierwsze zbrojne powstanie na terytorium okupowanej Polski. Polacy dzięki zdobytej niemieckiej broni i wyposażeniu przeszli do bazy w puszczy. Zemsta Niemców była straszna: spalono i w większości wymordowano wszystkie polskie wioski w puszczy i w promieniu 15 km od niej, a mieszkańców wywieziono do niewolniczej pracy w Rzeszy. Zamordowano dwóch zakonników (obecnie błogosławieni o. Achilles Puchała i o. Herman Stępień) z miejscowego klasztoru franciszkańskiego. Do pacyfikacji skierowano specjalną dywizję SS oraz liczne oddziały kolaboracyjne Białorusinów, Litwinów i Łotyszy. Mimo uzgodnień Sowieci uchylili się od walki, a zgrupowanie polskie uległo rozproszeniu. Polska ludność znów została bezbronna.

Oddział został jednak odtworzony…

– Odtworzył go jego późniejszy dowódca, cichociemny por. Adolf Pilch, pseudonim „Góra”. Powstał batalion piechoty i pułk kawalerii wraz ze służbami. Tego nie mogli ścierpieć Sowieci. Pod pozorem narady w grudniu 1943 roku aresztowano polskich oficerów, a oddziały polskie otoczono, rozbrojono, część żołnierzy rozstrzelano, resztę wcielono do brygad sowieckich. Masakry uniknęła kawaleria chor. Zdzisława Nurkiewicza. Z ocalałych piechurów i zbiegów od Sowietów por. „Góra” odtworzył oddział jako Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie Armii Krajowej. Rozgorzała wojna na dwa fronty. Zagrożeni zewsząd Niemcy zaproponowali czasowy rozejm Polakom, a ci w tym czasie toczyli wojnę wyłącznie w obronie własnej i polskich wsi przed partyzantką sowiecką. Do dziś w puszczańskich wioskach trwa wdzięczna pamięć o „legionach”, jak tutejsza ludność nazywała to akowskie zgrupowanie. Latem polskie wojsko iwienieckie pomiędzy liniami frontu odeszło na Zachód. Tysiąc piechurów, czterystu kawalerzystów w pełnych polskich mundurach, z bronią i taborami dotarło do… Kampinosu! W czasie Powstania Warszawskiego iwienieccy chłopcy walczyli na lotnisku bielańskim. Po rozbiciu całego Zgrupowania Kampinoskiego rozformowali się dopiero w Puszczy Świętokrzyskiej w styczniu 1945 roku. Do domów już nie wrócili, nie mogli.

Jak potoczyły się losy tych Polaków, którzy pozostali w Iwieńcu?

– Najlepiej oddają to słowa nieżyjącej już pani Albiny Łappo spod iwienieckich Starzynek (tam były sztab i kwatera „legionów”), której dwaj bracia akowcy zginęli w bojach: „Oni byli jak ściana! Nikomu nie dali nas skrzywdzić! Gdy odeszli, zostaliśmy jak sieroty, które gnębił, kto chciał”. Powstały kołchozy, nastąpiła rusyfikacja i zamiana kościołów na magazyn oraz filię mińskiej fabryki traktorów, prześladowano wszelkie zewnętrzne oznaki polskości. I tak aż do upadku ZSRS, gdy najpierw odzyskano i wyremontowano kościoły, a następnie wzorem Grodzieńszczyzny powstała niewielka grupka inicjatorów Związku Polaków na Białorusi. Gdy tam przyjechałem z kolegami po raz pierwszy w roku 1993, nie mogłem z nikim nawiązać kontaktu. Dopiero rok później, gdy poznałem późniejszą dyrektor Domu Polskiego w Iwieńcu Teresę Sobol i jej przyjaciół, iwieniecki oddział Związku Polaków na Białorusi zaczął rozkwitać. Wtedy też pierwszy raz jako „Wspólnota Polska” z Wrocławia zaprosiliśmy tutejszy zespół „Kresowianka” do nas na Dolny Śląsk na imprezy kulturalne organizowane na zamku w Brzegu. Iwieńczanie byli pierwszy raz w Polsce! Odtąd „Kresowianka” wraz z przyjaciółmi z Głogowa przyjeżdżają do nas praktycznie co roku.

Kiedy Pan trafił do Iwieńca?

– Od 1991 roku wraz z kolegami z uniwersytetu utworzyliśmy „Straż Mogił Polskich na Wschodzie”, a zaraz po tym Oddział „Wspólnoty Polskiej”. Zaczęliśmy peregrynacje po Nowogródczyźnie, Grodzieńszczyźnie i Mińszczyźnie. Upamiętnialiśmy stalowymi krzyżami SMP miejsca martyrologii polskiej (dziś naszych krzyży stoi tam ponad 36, w tym 7 w okolicach Puszczy Nalibockiej). Tak trafiliśmy do Iwieńca, który po prostu pokochaliśmy. Poza upamiętnieniami zorganizowaliśmy między innymi stałą akcję „Wszechnica Polska na Wschodzie”, głosiliśmy prelekcje, organizowaliśmy pokazy wystaw, a nawet po raz pierwszy od 1939 roku pokaz polskich filmów historycznych („Potop”, „Hubal”). Zapraszamy młodzież do Polski na wypoczynek i naukę języka, by zapoznała się z kulturą polską, organizujemy (niestety coraz rzadziej – ze względu na brak środków finansowych) pobyty sanatoryjne. Tu bardzo chciałbym podziękować władzom sanatorium w Lądku Zdroju, które w grudniu bezpłatnie gościło państwa Sobolów.

A najbliższe plany dolnośląskiej „Wspólnoty Polskiej” względem rodaków w Iwieńcu?

– Planujemy zaproszenie „Kresowianki” na Głogowski Festiwal „Kresy 2010”, młodzieży na obóz wypoczynkowy. Trudno natomiast będzie kontynuować działania bezpośrednio na miejscu…

Z obawy przed represjami?

– (uśmiech) Nie. Z powodu wycinania od trzech lat w senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą naszych akcji „Wszechnica Polska na Wschodzie”. Nasza najważniejsza formuła pracy z rodakami tam na miejscu została uznana za zbędną. Nie rozumiemy tego. Między innymi bez takich kontaktów nie zrobilibyśmy tego, co dotąd nam się udało. Nie mógłbym Panu o tym opowiadać. Kto w Polsce wiedziałby cokolwiek o jakimś białoruskim miasteczku na zachód od Mińska?

Dziękuję za rozmowę.


drukuj