Schetyna gra swoją grę
W sztabie marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego panuje spora
nerwowość. Nie tylko dlatego, że spada poparcie dla kandydata PO na prezydenta,
ale i dlatego, iż panuje przekonanie, że nie wszyscy liderzy partii równie mocno
angażują się w kampanię i nie wszystkim tak samo zależy na zwycięstwie
marszałka. Komorowski jest zawiedziony zwłaszcza zachowaniem przewodniczącego
klubu parlamentarnego Grzegorza Schetyny. Bo byłemu wicepremierowi wcale nie
musi zależeć na jego wygranej, co więcej, ewentualna porażka marszałka może
oznaczać spore zyski polityczne dla Schetyny.
Do 10 kwietnia wszystko wydawało się dla PO proste i łatwe: marszałek
Bronisław Komorowski miał zwycięstwo niemal na wyciągnięcie ręki, wydawało się,
że szanse Lecha Kaczyńskiego są mniej niż znikome. Ale tragedia pod Smoleńskiem
wszystko wywróciła do góry nogami. Platforma nagle znalazła się w defensywie, bo
się okazało, że utraciła możliwość kreowania politycznych wydarzeń. Stratedzy PO
robią wszystko, aby przejąć inicjatywę i osłabić efekt, jaki wśród Polaków
wywołały śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego i żałoba narodowa. Nie mają
łatwego zadania, a w dodatku nie ułatwia im go sam Bronisław Komorowski, który
jako osoba pełniąca obowiązki prezydenta porusza się w fotelu głowy państwa jak
słoń w składzie porcelany. – Tragedia – mówi nam anonimowo ekspert od marketingu
pracujący przy kampanii PO. – Dotychczasowe wystąpienia marszałka, jego decyzje,
wizerunek działają przeciwko niemu i nie dziwi mnie spadek notowań
Komorowskiego. W dodatku mam wrażenie, że nikt nie potrafi ogarnąć tej kampanii,
nadać jej jakiegoś wyraźnego rysu. Straciliśmy kilka tygodni i teraz trzeba to
nadrabiać – dodaje.
W dodatku, jak wynika z naszych rozmów z
parlamentarzystami PO, w partii nie widać mobilizacji. Wielu działaczy niezbyt
mocno angażuje się w kampanię Komorowskiego – część nie zaakceptowała wyniku
prawyborów, inni zaś są bardziej zajęci przygotowaniami do wyborów regionalnych
władz partii niż wyborami prezydenckimi. W części regionów te wybory zostały
przełożone na maj i czerwiec z powodu żałoby narodowej. I dla nich ważniejsze
jest utrzymanie lub wywalczenie mocnej pozycji w swoim województwie niż
prezydentura Komorowskiego. Przykład zresztą idzie z góry.
Schetyna do ataku
Polityków PO zaskakuje zwłaszcza postawa szefa Klubu Parlamentarnego
Platformy Obywatelskiej Grzegorza Schetyny. – Przewodniczący należy do osób
najostrzej teraz atakujących Jarosława Kaczyńskiego. To dziwna postawa, bo
raczej spodziewaliśmy się, że kampania będzie prowadzona w łagodniejszym stylu.
To w tej chwili PiS wygląda w mediach na ugrupowanie „spokoju i powagi”,
Schetyna zaś zachowuje się jak harcownik – mówi jeden z senatorów. – Mam
wrażenie, że takimi wypowiedziami bardziej szkodzi niż pomaga marszałkowi, który
przecież w porównaniu z sytuacją sprzed 10 kwietnia, gdy niezwykle ostro
atakował Kaczyńskich, wypowiada się dość powściągliwie – dodaje.
Wśród
parlamentarzystów panuje przekonanie, że Grzegorz Schetyna może rozgrywać
podczas tej kampanii własną partię szachów i wbrew pozorom ewentualna przegrana
Komorowskiego w wyborach wcale nie musi być dla niego porażką, jeśli weźmiemy
pod uwagę walkę o wpływy w partii. – Porażka uderzyłaby nie tylko w pozycję
marszałka, ale i szefa jego sztabu Sławomira Nowaka. A Schetyna ma z nimi stare
zatargi i rachunki do wyrównania – podkreśla poseł PO. Tajemnicą poliszynela
była walka o wpływy między Schetyną i Nowakiem, gdy pierwszy był wicepremierem i
ministrem spraw wewnętrznych i administracji, a drugi szefem gabinetu Donalda
Tuska. Z kolei Bronisław Komorowski to stronnik posła Janusza Palikota. Co
prawda Palikot zamilkł, nie razi już ludzi swoimi grubiańskimi wypowiedziami,
nie wspiera w kampanii swojego przyjaciela, to jednak Schetyna nie zapomniał,
ile krwi napsuł mu „partyjny baron z Lublina”. Bo choć z jednej strony Palikot
robił wszystko, aby Komorowskiemu utorować drogę do prezydentury, to
jednocześnie starał się także umocnić pozycję marszałka w partii, a co za tym
idzie – i swoją w niej rolę. Oczywiście kosztem Schetyny.
Były wicepremier ma
okazję, aby się odegrać na Nowaku i Komorowskim. – Jak marszałek przegra wybory,
to będzie można o nieudolność oskarżyć szefa jego sztabu – tłumaczy nam poseł
Platformy. – A do obu, Nowaka i Komorowskiego, przylgnie łatka nieudaczników,
którzy przegrali wygrane wybory. I nieudaczników łatwo będzie pozbawić wpływów w
partii – zaznacza nasz rozmówca. I dodaje, że działacze skupieni wokół Schetyny
ostro krytykują podczas wewnętrznych spotkań przebieg kampanii wyborczej,
posuwając się nawet do drwin, choć ich lider też do tego obrazu przykłada
rękę.
W dodatku sztab Komorowskiego narzeka podobno także na problemy z
finansowaniem kampanii, bo fundusze partyjne są przekazywane z pewnym
opóźnieniem. Dlatego niektóre działania sztabowców trzeba nieco opóźniać, co
może rzutować na kształt kampanii. Dlatego, jak wynika z nieoficjalnych
informacji, w rozwiązanie sporu zaangażowano nawet Donalda Tuska. Ale premier
sam jest niezadowolony z przebiegu kampanii marszałka Sejmu. Z drugiej jednak
strony zastanawiające jest to, iż szef rządu sam nie angażuje się w nią, tak
jakby unikał tego przykrego obowiązku. W kuluarach parlamentarzyści Platformy
twierdzą, że Komorowski miał nawet otwarcie powiedzieć premierowi o swoim
rozczarowaniu. Ale skutek był znikomy. – A Schetyna widzi rezerwę Tuska, więc
tym bardziej może sobie śmielej poczynać – mówi osoba z bliskiego kręgu
premiera. – Ale to nie znaczy, że szefowi rządu nie zależy na zwycięstwie
Komorowskiego. Premier uważa jednak, iż czas na jego zaangażowanie w kampanię
nadejdzie dopiero w końcowej fazie – tłumaczy.
Liczą się wybory do Sejmu i Senatu
Dla Schetyny zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego, choć pewnie przykre, nie
byłoby tragedią. W końcu, jak przekonuje inny z parlamentarzystów Platformy, to
nie on jako premier i minister będzie musiał toczyć ewentualne boje z
prezydentem. Ponadto były wicepremier patrzy na politykę w dłuższej
perspektywie. Dla niego o wiele istotniejsze są wybory parlamentarne w 2011
roku, które łatwiej będzie wygrać Platformie, jeśli głową państwa będzie znowu
Kaczyński. Będzie można bowiem znowu liczyć na to, że główne media staną murem
za PO, że odżyje „antykaczystowska” propaganda, a upływający od żałoby narodowej
czas będzie sprzyjał takiej polaryzacji społeczeństwa – podobne kalkulacje mogą
przyświecać i premierowi, dla którego porażka Komorowskiego też nie musi
oznaczać tragedii. – Zawsze będzie można wytłumaczyć porażkę tym, że Jarosław
Kaczyński został prezydentem na fali żałoby narodowej, żalu po bracie
prezydencie. Co nie powinno zagrozić poparciu dla samej partii premiera – uważa
pracownik sztabu wyborczego PO. A gdy dojdzie do nowej wojny z Kaczyńskim i PiS,
to głównym fighterem po stronie Platformy będzie właśnie Schetyna. Dzięki temu
mogłaby się ziścić inna koncepcja bliska liderom PO: powstanie dwubiegunowej
mapy politycznej Polski, gdy do Sejmu i Senatu wchodziłyby tylko dwie partie: PO
i PiS, po wycięciu ostatnich przystawek w postaci PSL i SLD. I oczywiście z
dominującą przez wiele lat pozycją Platformy Obywatelskiej. – Mamy też nadzieję,
że odejście z funkcji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego osłabi naszych rywali i
partia ta długo się nie podniesie z chaosu i walk różnych frakcji. I będziemy
mieli ułatwione zadanie – streszcza możliwą strategię Schetyny jeden z
warszawskich działaczy PO. Bronisław Komorowski musi więc bardziej liczyć na
siebie, jeśli chce wygrać wybory. A zadanie z dnia na dzień ma coraz trudniejsze
i jego przewaga w sondażach nad Kaczyńskim topnieje w
oczach.
Krzysztof Losz
