SANTO SUBITO Żył Bogiem i dla Boga
Z ks. bp. Gerardem Bernackim, wikariuszem generalnym diecezji katowickiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak daleko sięgają wspomnienia Księdza Biskupa związane z Karolem Wojtyłą?
– W zasadzie do roku 1961, kiedy wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Wówczas przyszły Papież był biskupem pomocniczym, wkrótce po śmierci ks. abp. Eugeniusza Baziaka został wikariuszem kapitulnym, a w grudniu 1963 roku arcybiskupem metropolitą krakowskim.
Co najbardziej fascynowało w osobie przyszłego Papieża?
– Uderzała mnie u Niego wielka prostota, z której zarazem wypływała wielka godność. To był człowiek, który umiał uszanować innych, z każdym porozmawiał, dla każdego znalazł choćby chwilę, ale taką, by ta osoba czuła, że w tym momencie jest On tylko dla niej. Często spotykaliśmy Go na Plantach, kiedy wracał np. z katedry wawelskiej. Zawsze się zatrzymał, zapytał, jak nam się powodzi, interesował się np. naszą sesją egzaminacyjną, dodawał otuchy, by się nie zniechęcać, nie zamartwiać, iść do przodu, lubił też opowiedzieć jakąś anegdotę. Kiedy przygotowywałem się do święceń kapłańskich w czerwcu 1967 roku, ks. abp Wojtyła został mianowany kardynałem. Później pracowałem w diecezji katowickiej, a ks. kard. Wojtyła jako metropolita często odwiedzał naszą diecezję. Tradycyjnie, niemal każdego roku, w ostatnią niedzielę maja bywał na dorocznej pielgrzymce mężczyzn i młodzieńców do sanktuarium Matki Bożej w Piekarach Śląskich, gdzie ja również pielgrzymowałem. Pamiętam, jak przemawiał, spokojnie, dostojnie, ale z Bożą mocą i siłą. W tym słowie był ogień, ale także zatroskanie o człowieka – ciężko pracującego, nie zawsze uczciwie traktowanego, wykorzystywanego. Już wówczas umiał z godnością upomnieć się o prawa robotnika, o prawa człowieka. Miał odwagę stanąć w obronie ciemiężonych, był zawsze po ich stronie. Później już jako Papież mianował mnie biskupem.
Jakim człowiekiem był Jan Paweł II?
– W Rzymie, podczas studiów na Uniwersytecie Gregoriańskim spotykałem się z Ojcem Świętym wielokrotnie, zarówno w czasie audiencji ogólnych, jak i prywatnych. Były okazje do rozmów, ale też np. do wspólnego kolędowania w okresie Bożego Narodzenia. Przyznam, że wszystkich nas obecnych Papież bardzo zawstydził znajomością nie tylko kolęd, ale również przepięknych pastorałek. Śpiewał je radośnie, i to nie jedną czy dwie, ale wszystkie zwrotki. Było widać, że te kolędy czy pastorałki są mu bardzo drogie i cieszy się, że może je wykonywać razem z nami.
A jak wyglądały spotkania z Ojcem Świętym już po święceniach biskupich?
– Pamiętam np. wizyty ad limina Apostolorum, kiedy widać było ogromną ojcowską troskę ze strony Papieża o lokalne Kościoły, o poziom religijności, o wiernych, ale także o nas, biskupów. Nie będzie w tym cienia przesady, jeśli powiem, że interesował się każdym z nas i dla każdego miał zawsze jakieś dobre, serdeczne słowo.
Zbliża się kolejna rocznica wyboru Papieża na Stolicę Piotrową. Na pewno zapamiętał Ksiądz Biskup atmosferę sprzed 31 laty?
– W tym czasie, jak już wspomniałem, byłem na studiach w Rzymie. Pamiętam, że jeszcze w piątek przed wyborem ks. kard. Wojtyła był wraz z Prymasem Stefanem Wyszyńskim na kolacji w Instytucie Polskim przy Pietro Cavallini. Rozmawiał, żartował, ale zasadniczo był bardzo poważny. Później rozpoczęło się konklawe, które bacznie obserwowaliśmy. W kolejnych dniach dym był czarny, a to oznaczało, że Papież nie został jeszcze wybrany. Nadszedł 16 października. Wieczorem wśród zebranych na placu Świętego Piotra było wyczuwalne pewne poruszenie. W głównej loży, nad wejściem do bazyliki, rozwieszono czerwony dywan, po jakimś czasie pojawił się ks. kard. Felici i oznajmił, że nowym Papieżem został ks. kard. Karol Wojtyła. Radość ludzi, a zwłaszcza Polaków, była niebywała. Jednak kulminacyjny moment nastąpił wówczas, kiedy na balkonie bazyliki watykańskiej pojawił się nowy Papież Polak, nasz Papież. Już w pierwszych Jego słowach, zresztą przyjętych przez tłum z wielkim entuzjazmem, dało się wyczuć przejęcie, ale zarazem wielkie zaufanie Bożej Opatrzności. Czas pokazał, że to zaufanie, zawierzenie Bogu było znamienne dla całej posługi Jana Pawła II.
Patrząc z perspektywy czasu, czym był ten pontyfikat?
– Przede wszystkim był to wielki Boży dar i wielka Boża łaska dla całego Kościoła i świata. W moim przekonaniu, w Janie Pawle II, dziś Słudze Bożym, ukazywała się permanentnie miłość do Pana Boga, naszego Ojca. Ten Papież wskazywał nam, jak żyć i jaką drogą iść przez życie, by nie zbłądzić i dotrzeć do celu, jakim dla każdego człowieka jest Pan Bóg.
Dziękuję za rozmowę.
