Santo subito Musicie od siebie wymagać
Z ks. Tadeuszem Białym, duszpasterzem młodzieży archidiecezji przemyskiej,
rozmawia Mariusz Kamieniecki
Mimo że od śmierci Jana Pawła II minęło pięć lat, wciąż pozostaje on
autorytetem dla młodzieży?
– Myślę, że tak, skoro bardzo wiele szkół czy uczelni – także z woli uczniów i
studentów – nosi imię Jana Pawła II; On przecież nie umarł, tylko przeszedł z
życia do życia. Pozostawił wciąż aktualne przesłanie, w którym stawia młodym
ludziom wymagania i z mocą podkreśla, aby wymagali od siebie nawet wtedy, gdy
inni od nich nie będą wymagać. Dzisiejsi młodzi słuchacze – uczniowie, studenci
– nawet religijnie i eklezjalnie "surowi", zapoznając się z Jego przesłaniem,
odkrywają, że Jan Paweł II nie kłamie, przyjmują zatem Jego słowa jako pewien
projekt – sposób na życie.
Dlaczego Słudze Bożemu tak bardzo zależało na kontaktach z młodymi?
– Po pierwsze dlatego, że zdawał sobie sprawę, iż współcześni młodzi są coraz
bardziej samotni i potrzebują – jak ewangeliczny młodzieniec – miłującego
spojrzenia Pana Jezusa. Dlatego w różnych miejscach i na różne sposoby Jan Paweł
II apelował do duszpasterzy, nauczycieli i rodziców, aby z jeszcze większą
miłością towarzyszyli młodym na drogach wiary i życia; by w jeszcze większym
stopniu uwzględniali w wychowaniu duchowe potrzeby młodego człowieka. Po drugie,
Ojciec Święty wiedział, że młodzież ma wiele do powiedzenia Kościołowi, a
Kościół ma wiele do powiedzenia młodzieży. Dlatego w młodych, eklezjalnie
zaangażowanych, pokładał nadzieję ewangelizacyjną. Był przekonany, że młodzi
ludzie dotknięci Duchem Świętym i obdarowani bogactwem Jego siedmiu darów mogą
wyjść – jak apostołowie – ze swoich "wieczerników" i być znakiem wiary w
świecie, który dzisiaj już coraz częściej niedowierza.
Skąd się brał ogromny szacunek Papieża do drugiego człowieka?
– Jan Paweł II był człowiekiem głębokiej wiary i modlitwy. Jego szacunek do
bliźniego wynikał z tej prostej zasady, że spotkanie z Panem Bogiem na modlitwie
domaga się dopełnienia przez dobre, szlachetne spotkanie z drugim człowiekiem.
Dlatego cała posługa Papieża to nieustanna wierność Bogu i wierność człowiekowi.
Jakie są osobiste wspomnienia Księdza ze spotkań z Ojcem Świętym?
– Bardzo głęboko noszę w sercu pielgrzymkę Jana Pawła II do Krosna w 1997 roku.
W wigilię Mszy św., podczas której Papież kanonizował bł. Jana z Dukli, na
krośnieńskim lotnisku celebrowaliśmy z młodzieżą modlitewne czuwanie "Jak piękne
są stopy zwiastuna radosnej nowiny". Ojciec Święty docenił wartość nocnej
modlitwy kilkudziesięciu tysięcy młodych i na zakończenie Mszy św.
kanonizacyjnej skierował do nich pamiętne słowa: "Pozdrawiam młodzież, która tej
nocy czuwała na modlitwie. Nie widać po nich, żeby im się chciało spać.
Odpowiadając na harcerskie 'Czuwaj’, mówię wszystkim: 'Czuwajcie!’". Oprawą
liturgiczną tej modlitewnej wigilii zajmowała się prawie trzystuosobowa diakonia
muzyczna, która – jako żywy pomnik pielgrzymki – działa do dzisiaj przy
Archidiecezjalnym Duszpasterstwie Młodzieży i animuje liturgie ważnych wydarzeń
wiary.
Co najbardziej ujmowało Księdza w osobie Papieża?
– Osobiście nigdy nie spotkałem się z Janem Pawłem II w ramach jakiejś
kameralnej audiencji. Zawsze były to spotkania w wielkich wspólnotach podczas
Jego pielgrzymek do Ojczyzny czy podczas Światowych Dni Młodych w Rzymie,
Toronto czy Kolonii. To, co najbardziej mnie ujmowało, to klimat, w jakim
przebiegały te spotkania – chrześcijańska radość i modlitewne skupienie. Dzięki
temu, nawet jeśli ktoś stał w bardzo odległych sektorach, odnosił wrażenie
osobistego spotkania – dialogu z Papieżem.
Ojciec Święty potrafił zaskakiwać. Czy zaskoczył czymś także Księdza?
– Pontyfikat Jana Pawła II to jedno wielkie ewangeliczne zaskoczenie, dzięki
któremu bardzo wielu młodych, i nie tylko młodych, odnajdywało drogę do
Chrystusa. Dzisiaj jeszcze słyszę słowa, które Ojciec Święty – wówczas już
bardzo słaby – takim pięknym, donośnym głosem skierował do nas w Toronto w 2002
r.: "Zaufajcie Chrystusowi, ponieważ Chrystus ufa wam".
Dziękuję za rozmowę.
