Santo subito Aż chciało się przy Nim pracować
Z ks. kanonikiem Janem Zającem, kapelanem Ośrodka Rekolekcyjnego na
Śnieżnicy, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Należy Ksiądz do pokolenia kapłanów, którzy podczas studiów seminaryjnych
odbywali służbę wojskową. Czy ks. kard. Karol Wojtyła odwiedzał kleryków podczas
służby?
– Owszem, podczas służby w jednostce wojskowej w Bartoszycach, latem 1968 r.,
odwiedził nas ks. kard. Wojtyła. Ten fakt odżywa w mojej pamięci szczególnie
teraz, po beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki, z którym miałem szczęście służyć
w tym samym czasie, w tej samej jednostce. Księdza kardynała, który przyjechał
do nas ze swoim kapelanem Stanisławem Dziwiszem, nie wpuszczono na teren
jednostki, ale czekał na nas w klubie oficerskim poza koszarami. Były to tereny
odległe, tuż przy wschodniej granicy, i z każdego listu, nie mówiąc już o
odwiedzinach – zwłaszcza tak zacnego gościa – człowiek się bardzo cieszył. Warto
przy tym wspomnieć, że izolacja kleryków była specjalną metodą tej jednostki
stosowaną wobec przyszłych kapłanów. Były jeszcze dwie inne okoliczności
sprzyjające odwiedzeniu nas przez biskupów: pierwsza to koronacja Matki Bożej w
Gietrzwałdzie, a druga to 400-lecie Wyższego Seminarium Duchownego w Olsztynie,
ale obie zostały storpedowane przez dowództwo jednostki. Chcąc uniknąć
niewygodnych dla władzy wizyt, wyprowadzono nas w tym czasie na kilka dni z
jednostki. Tym bardziej odwiedziny ks. kard. Wojtyły były dla nas szczególnie
cenne.
Jest Ksiądz jednym z organizatorów Szlaku Papieskiego przez Beskid Wyspowy.
Jaki był cel tej inicjatywy?
– Jest to żywa pamiątka po Ojcu Świętym, niejako rozsnuta po górach, które tak
kochał i które odwiedzał. Zbliżało się 50-lecie pierwszej wyprawy 33-letniego
wówczas ks. Wojtyły, który późną wiosną 1953 roku wędrował z grupą młodzieży z
Rabki w kierunku Limanowej. Postanowiliśmy podjąć taką inicjatywę i przy
zaangażowaniu lokalnych władz, począwszy od Rabki, a skończywszy na Limanowej,
doprowadzić ją do finału. Udało się i powstał bardzo ciekawy szlak. Można zatem
powiedzieć, że dzięki takim inicjatywom Jan Paweł II żyje także w górach.
Ponadto na tym szlaku odbywa się wiele uroczystości zarówno religijnych, jak i
świeckich. Wszystkie osadzone są nie tylko w nauczaniu papieskim, ale także w
tradycji turystycznej, którą On tak pięknie kultywował, ukazał i nam ją
zostawił.
Jakie są Księdza osobiste wspomnienia ze spotkań z Ojcem Świętym?
– Tych spotkań, dzięki Bogu, było trochę, bo zaczęło się od seminarium, gdzie
jako biskup krakowski odwiedzał nas i rozmawiał z nami. Jednym z zasadniczych i
bardzo mocnych akcentów było wspomniane już spotkanie w jednostce w
Bartoszycach, gdzie rozmowa była bardzo miła, ksiądz kardynał zostawił nam
wówczas większe kieszonkowe. Uśmiechając się, powiedział, że to na cukierki.
Później były święcenia kapłańskie, a dalej już współpraca duszpasterska. Dość
mocno zaangażowałem się w duszpasterstwo młodzieży, zwłaszcza liturgiczne, które
wyrosło w Krościenku na Kopiej Górce dzięki Słudze Bożemu ks. Franciszkowi
Blachnickiemu. Na spotkania oazowe, dni wspólnoty przyjeżdżał do nas ks. kard.
Karol Wojtyła. Myślę, że wówczas nastąpiło – i chyba nie nadużyję tego
określenia – zbratanie się z księdzem kardynałem, który pomagał nam w
organizacji rekolekcji mimo trudności ze strony władz. Mieliśmy w Nim zawsze
wsparcie, aż chciało się przy Nim pracować. Kiedy już został Papieżem, w 1979 r.
z kilkoma ministrantami, jako jedni z pierwszych, wybraliśmy się do Rzymu na
rowerach. Mogłem być blisko Ojca Świętego także podczas Jego pielgrzymek do
Ojczyzny. Odbyły się też niezapomniane spotkania w Watykanie, kiedy miałem
szczęście koncelebrować z Papieżem Polakiem Msze Święte w Jego prywatnej
kaplicy, a także być z Nim przy stole. Na szlaku papieskim wybudowaliśmy stary
kościółek, który postanowiliśmy zadedykować Janowi Pawłowi II. Kiedy wymodlimy
wyniesienie Go na ołtarze, będzie patronem tego kościółka.
Co ujmowało Księdza w tym niezwykłym człowieku?
– Przede wszystkim ujmowała mnie Jego bezpośredniość, a z drugiej strony głębia
duchowa, którą można było dostrzec zwłaszcza podczas celebracji Mszy Świętej i
na modlitwie. Był niezwykle otwarty na drugiego człowieka i umiał słuchać.
Co niezależnie od upływu czasu pozostanie światu po Janie Pawle II?
– Sądzę, że właśnie pełen miłości stosunek do Pana Boga i do drugiego człowieka,
który powinien być dla nas drogowskazem. On potrafił kontemplować Boga w różnych
miejscach, w przyrodzie, w drugim człowieku, w prozie życia, gdzie również można
spotykać Boga. Jest dla nas wzorem, jak w dzisiejszym zabieganym świecie znaleźć
czas, by być sam na sam z Panem Bogiem.
Dziękuję za rozmowę.
