Sąd apelacyjny może zająć odmienne stanowisko

Z dr Joanną Taczkowską, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i
Medialnej w Toruniu, rozmawia Zenon Baranowski

Jarosław Rymkiewicz stwierdził po ogłoszeniu wyroku, że jest to ograniczanie
wolności słowa…

– W mojej ocenie, ten wyrok jest przejawem naruszenia wolności wypowiedzi.
Wypowiedzi, która padła w debacie publicznej, ale na płaszczyźnie prywatnej. Nie
jest to jedyna płaszczyzna, na której dochodzi obecnie do ograniczenia wolności
słowa. Ingerencję w wolność wypowiedzi stanowią także reakcje organów władzy
publicznej na wypowiedzi padające w czasie różnego rodzaju zgromadzeń. Mam na
myśli m.in. działania straży miejskiej, policji w stosunku do Solidarnych 2010.

Zgromadzona w sądzie publiczność zareagowała bardzo krytycznie na wyrok.
– Mamy w tej chwili ogromny problem, sądy i sędziowie nie są w stanie, bo prawo
nie przyznaje im takich kompetencji, różnicować sytuacji procesowej powoda,
którym jest ogromna organizacja medialna dysponująca odpowiednią "siłą rażenia",
tzn. kapitałem umożliwiającym zatrudnianie kosztownych pełnomocników, a sytuacją
pozwanego, którym jest osoba prywatna, niedysponująca stałym dostępem do mediów
ani dochodami porównywalnymi z tymi, jakie posiada koncern medialny. Odmienności
te rzutują na sytuację procesową i aktywność uczestników procesu. Można odnieść
wrażenie, że Agora ma pełnomocników niejako wyćwiczonych w tego typu sprawach,
którzy znając przepisy obowiązujące w sprawach o naruszenie dóbr osobistych,
wyłapują te niekorzystne dla koncernu wypowiedzi, co do których istnieje duża
szansa wygranej w sądzie. Osoby, które wpadają w taką pułapkę, nie mają pojęcia,
jaka jest linia sądowego orzekania, nie mają także ani zamiaru, ani nawet
świadomości, że ich wypowiedzi mogą zostać uznane za bezprawne. Innymi słowy,
Agora zaskarża te wypowiedzi, które – w przekonaniu jej pełnomocników – są
wypowiedziami o faktach. Agora domaga się w procesie, by pozwany dowiódł, że są
one prawdziwe. Taką wypowiedzią był wyrażony przez pana Rymkiewicza pogląd, że
redaktorzy "GW" są "duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski".

Agora już kilka razy kierowała sprawy do sądu w związku z krytycznymi
wypowiedziami wobec niej czy "Gazety Wyborczej".

– Rzeczywiście. To nie jest jedyny przypadek, kiedy osoba prywatna przegrywa
proces z dużym koncernem medialnym. Sprzyjają temu uwarunkowania prawne. Sądy
wymagają, żeby autor wypowiedzi wykazał prawdziwość treści wypowiadanych słów.
Sądy mają trudność z rozróżnieniem wypowiedzi odnoszących się do faktów od
wypowiedzi ocennych. Problem sądów polega właśnie na tym, że nie dostrzegają
różnicy między tym, co jest poglądem, a tym, co należy kwalifikować jako
twierdzenie o faktach. Gdyby sąd uznał, że Rymkiewicz wypowiedział swój pogląd,
nie mógłby uwzględnić powództwa Agory. Musiałby oddalić to powództwo i to
Rymkiewicz wygrałby ten proces. Jest to rodzaj pułapki zastawianej na osoby
uczestniczące w debacie publicznej. Stanowisko sądów, które dokonują
interpretacji prawa w taki sposób, że zawężają granice dopuszczalnej debaty
publicznej, wywołuje efekt mrożący. Polega on na zniechęcaniu osób aktywnych, a
także tzw. liderów opinii do aktywności w życiu publicznym. Trudno bowiem
wyobrazić sobie, że każdy z nas, wypowiadając się publicznie, będzie precyzyjnie
rozważał, jaki charakter ma jego wypowiedź. Dochodzimy tym samym do
paradoksalnego spostrzeżenia – daleko idące, nawet nieprzyzwoite epitety są
dopuszczalne, ale jeśli w wypowiedzi pojawiają się rzeczowniki i czasowniki –
użyte nawet w formie metaforycznej – wypowiedź zostaje uznana za bezprawną.
Takie stanowisko sądów nie służy merytorycznej dyskusji. Być może dlatego
właśnie politycy i osoby publiczne tak często używają w swoich wypowiedziach
określeń wartościujących, a rzadko mówią o faktach. O faktach boją się mówić.
Każda pomyłka może kończyć się obecnie przegranym procesem. Z drugiej strony
dokonanie rozróżnienia pomiędzy wypowiedziami ocennymi a odnoszącymi się do
faktów jest niezwykle trudne.

Sąd musi to właściwie ocenić.
– Taka ocena zależy od tego, jaki sędzia w danej sprawie orzeka. Granicę tej
oceny wyznacza tzw. swobodne uznanie sędziowskie. W tym przypadku sąd uznał, że
Rymkiewicz powinien udowodnić stwierdzenie, iż redaktorzy "GW" są "duchowymi
spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski". Ale trudność dowiedzenia takich
wypowiedzi jest bardzo duża. Nie da się dowieść prawdziwości wypowiedzi ocennej.
Ten problem pojawia się notorycznie w sprawach o naruszenie dóbr osobistych. Sąd
miał prawo uznać, że wypowiedź pisarza jest twierdzeniem dotyczącym faktów, ale
w równym stopniu mógł zająć stanowisko przeciwne. W moim przekonaniu, nie
powinno budzić żadnych wątpliwości, że jest to pogląd. "Duchowy spadkobierca" –
któż to taki? Jak można dowodzić prawdziwości tego sformułowania.

Pisarz zapowiada apelację. Ma ona szansę powodzenia?
– Sąd apelacyjny może zająć diametralnie odmienne stanowisko. Sądy mają w tym
względzie niezmiernie daleko idącą swobodę. Ale właśnie ta daleko idąca
sędziowska swoboda świadczy o istniejącym zagrożeniu dla wolności słowa w
Polsce. Kompetencje sądów nie powinny być w tych sprawach aż tak rozległe,
ponieważ skutkuje to ingerencją w wolność wypowiedzi i w wolność debaty
publicznej. Jest to forma zamykania ust.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj