Są szanse na rozszerzenie grupy świadków
Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego w
śledztwie smoleńskim, rozmawia Zenon Baranowski
Przesłuchanie w Moskwie pierwszego świadka, Pawła Plusnina, z udziałem
polskich prokuratorów trwało cały dzień, a prokuratorzy nie wyczerpali katalogu
pytań…
– Pocieszająca jest informacja, którą słyszeliśmy ze strony płk. Karola
Kopczyka, że Rosjanie dali im możliwość zadawania pytań. Rozumiem, że jeśli
zadawali pytania, to uzyskiwali też na nie odpowiedzi, ponieważ to jest jeszcze
ważniejsze niż zadawanie pytań. Ale rzeczywiście, czas przesłuchania i publiczne
potwierdzenie przez prokuratora referenta, że udział polskich śledczych nie
sprowadzał się tylko do przysłuchiwania się czynnościom prowadzonym przez
rosyjskiego prokuratora, daje powody, żeby niecierpliwie oczekiwać na te
protokoły. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej trafią do Polski.
Są szanse na rozszerzenie grupy świadków, w których przesłuchaniu
uczestniczyliby polscy prokuratorzy. Domyśla się Pan, kto konkretnie to może
być?
– Sam jestem autorem kilku wniosków, które prokuratura dopuściła, o
przesłuchanie poszczególnych osób w ramach pomocy prawnej. Ale tutaj muszę
zasłonić się tajemnicą śledztwa i nazwisk nie podam.
Jaka to może być kategoria osób?
– Wszyscy związani z lotniskiem w Smoleńsku w dniu 10 kwietnia, związani z
"Logiką". Wszyscy ci, którzy uczestniczyli w tym zdarzeniu po stronie
rosyjskiej.
Prokurator generalny Andrzej Seremet powiedział, że Rosjanie nie dopuszczą
polskich prokuratorów do planowanych badań wraku tupolewa…
– Temat wraku jest bardzo drażliwy. W moim przekonaniu, udokumentowany przez
polskie media sposób postępowania Rosjan z tym wrakiem musi budzić sprzeciw.
Oczywiście był on niewłaściwy. Nie ma też, w moim przekonaniu, żadnych powodów
do dalszego przetrzymywania tego wraku przez Rosjan. Tak jak nie było żadnych
przeciwwskazań, żeby na tym wraku wykonywali wcześniej badania niezależnie od
komisji MAK. Im dłużej ten wrak pozostaje poza zasięgiem polskich biegłych,
polskich śledczych, tym dla tej sprawy jest wiele gorzej. Być może już teraz
jest wiele okoliczności, których ustalenie po zdarzeniu było możliwe, ale
obecnie będzie albo utrudnione, albo wręcz niemożliwe. Z każdym tygodniem, z
każdym miesiącem liczba takich okoliczności po prostu rośnie.
Dlatego niewątpliwie udział polskich śledczych na tym etapie byłby zasadny,
zwłaszcza że transport wraku do Polski narazi go na dalsze uszkodzenia…
– Z drugiej strony musimy sobie zadać pytanie – jaki jest merytoryczny pożytek z
tego wyjazdu polskich archeologów. Pojechali pełni przekonania, że coś do tej
sprawy wniosą. Ale działając na obcym terenie, pod obce dyktando, praktycznie
przyjechali prawie z niczym. Jeżeli były jakieś rzeczy, które nadawały się do
dalszej pogłębionej analizy, to po stronie rosyjskiej było wyraźne – nie.
Obecnie panuje cisza w zakresie dalszej tej współpracy. Także należy zakładać,
że nie będzie ona w sposób satysfakcjonujący dla interesów Polski kontynuowana.
Na pierwszy rzut oka pańska uwaga jest słuszna, że lepiej byłoby wysłać polskich
biegłych, żeby dokonali oględzin tupolewa na miejscu. Ale patrząc przez pryzmat
doświadczeń polskich archeologów, należy powiedzieć, że dopóki ten dowód
rzeczowy nie będzie w pełnym naszym władaniu, to chyba niewielki będzie pożytek
z tych naszych badań.
Dziękuję za rozmowę.
