Rusi tu nie będzie!

Kto walczy z wolnym słowem, mimowolnie buduje potęgę przeciwnika. Usiłując
zdławić krytykę własnych poczynań, otacza jej autora niezniszczalną zbroją mitu.
Spółka Agora właśnie stworzyła legendę Jarosława Marka Rymkiewicza, pierwszego w
III RP poety skazanego za poglądy.

Przypomnijmy. Jeden z najwybitniejszych polskich poetów współczesnych został
pozwany przez wydawcę "Gazety Wyborczej" za komentarz z sierpnia 2010 r.,
wskazujący, że redaktorzy "GW" są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii
Polski. W ubiegły czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie uznał za zasadny pozew Agory
i nakazał Rymkiewiczowi opublikowanie przeprosin oraz wpłatę 5 tys. zł
zadośćuczynienia na cel społeczny. Wyrok jest nieprawomocny i przysługuje od
niego apelacja. Ale czy poeta ma za co przepraszać? Kto patrzy na sprawę bez
uprzedzeń, ten zdaje sobie sprawę, że jego rozpoznanie politycznej tradycji
"Gazety Wyborczej" mieści się w granicach publicznej debaty. To subiektywna
opinia, z którą można się nie zgadzać, ale naturalnym miejscem do jej
kwestionowania są łamy gazet, a nie sala sądowa. Tyle że życie publiczne w
Polsce ma coraz mniej wspólnego z demokratycznymi standardami. Główne media od
dawna uprawiają partyjną propagandę, na Krakowskim Przedmieściu i na piłkarskich
stadionach dochodzi do prowokacji z udziałem służb porządkowych, a każda krytyka
autorytetów moralnych III RP może skończyć się dotkliwym wyrokiem, czego
niedawno doświadczył Krzysztof Wyszkowski.
Wyrok na Rymkiewicza jest mniej drastyczny w wymiarze finansowym, ale stanowi
jaskrawe pogwałcenie praw człowieka. Tym bardziej spektakularne, że dotyczy
pisarza, a więc kogoś, kto w kulturze europejskiej jest uznawany za żywy symbol
wolności słowa. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie podobny proces przeciwko
twórcy politycznie poprawnemu, np. za słowa krytyki pod adresem Radia Maryja? W
głównych mediach natychmiast odezwałyby się głosy słusznego oburzenia. Polskę
porównywano by do Białorusi. Rozpętałaby się medialna burza, słyszalna w całej
Europie. Zgodne milczenie tych samych mediów wobec procesu Rymkiewicza świadczy
o głębokim kryzysie polskiego państwa. Gdzie funkcjonuje podział na równych i
równiejszych wobec prawa, można mówić o ograniczeniu demokracji. Spośród
mainstreamowych instytucji minimum przyzwoitości zachowała jedynie Helsińska
Fundacja Praw Człowieka, której ekspert, Ireneusz C. Kamiński, trzeźwo zauważył,
że "w debacie politycznej i wokół ważnych publicznie kwestii (a taki charakter
miał "spór o krzyż") winny być prawnie tolerowane i mocne sformułowania, czego
nie należy utożsamiać z przyzwalającą pozaprawną oceną". Zasugerował też, że
Rymkiewicz prawdopodobnie uzyskałby korzystny dla siebie wyrok przed Trybunałem
w Strasburgu. Nie wydaje się jednak, żeby poeta zechciał skorzystać z tej drogi
odwoławczej, skoro Unię Europejską uważa za materializację marzeń Róży
Luksemburg. Wolność słowa powinno mu gwarantować polskie prawo.
Niestety, sądy w Polsce coraz częściej rozstrzygają o rzeczach, którymi w ogóle
nie powinny się zajmować. Efekty bywają groteskowe, jak przebieg drugiej
rozprawy w procesie Rymkiewicza, podczas której reprezentujący Agorę mecenas
Piotr Rogowski tropił rodzinne korzenie poety. Przypominało to strategię dziecka
nauczycielki, które na zarzut, że jest faworyzowane w szkole, odpowiada: "A twój
ojciec to pijak". Fakt, że Rymkiewicz posiada niemieckie pochodzenie, nie ma
przecież związku z jego dzisiejszą postawą, pełną żarliwego patriotyzmu.
Podobnie absurdalne było obsesyjne wracanie przez mecenasa do zetempowskiej
przeszłości poety, z której ten rozliczył się ćwierć wieku temu w wywiadzie
udzielonym Jackowi Trznadlowi do książki "Hańba domowa".
Kto walczy z wolnym słowem, mimowolnie buduje potęgę przeciwnika. Usiłując
zdławić krytykę własnych poczynań, otacza jej autora niezniszczalną zbroją mitu.
Spółka Agora właśnie stworzyła legendę pierwszego w III RP poety skazanego za
poglądy. Tuż po ogłoszeniu wyroku Rymkiewicz zwrócił się do swoich sympatyków:
"Wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana, ale Wy, moi drodzy, nie
zważajcie na to. Mówcie dalej, co chcecie. Pamiętajcie, że jesteście wolnymi
Polakami. "Gazeta Wyborcza" nie będzie nami rządzić. Zarządowi spółki Agora i
redaktorom "Gazety Wyborczej" chcę przypomnieć stare polskie przysłowie: "Musi
to na Rusi, a w Polsce, jak kto chce". Nie zmusicie nas do milczenia. Rusi tu
nie będzie!".
Ktoś powie, że to patos, ale w dzisiejszej Polsce właśnie takie jasne określenia
narodowej tożsamości są potrzebne. Jan Paweł II stwierdził kiedyś, że
"demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm".
Najgorszy, bo usypiający Polaków, jest totalitaryzm ukryty, "miękki", oliwiony
propagandą nowego wspaniałego świata, który kwitnie w III RP. Stopniowe
ograniczanie pluralizmu mediów i kolejne skandaliczne orzeczenia sądów
niepostrzeżenie zbliżają nas do rzeczywistości putinowskiej Rosji. Wielu
polskich obywateli jest gotowych przyjąć te warunki. Siedzieć cicho za cenę
dostatniego i wygodnego życia prywatnego. Jednak wolność słowa i zaangażowanie w
sprawy kraju to konieczne warunki polskiej podmiotowości. Rymkiewicz doskonale
zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego wyrok na niego dotyczy nas wszystkich. Od
odpowiedzi na jego wezwanie zależy nasza niepodległość.

 

Wojciech Wencel
 


Autor jest poetą, felietonistą, stałym współpracownikiem dwumiesięcznika "Arcana".

drukuj