Rosja sięga do imperialnej polityki
Z Januszem Rulką, profesorem dydaktyki historii, rozmawia Mariusz Bober
Rosyjska gazeta „Wriemia Nowostiej” napisała, że władze Rosji nakazały nauczycielom, by terror Związku Sowieckiego z okresu rządów Stalina przedstawiali uczniom jako narzędzie rozwoju ZSRS, a agresję Armii Czerwonej na Polskę 17 września 1939 r. jako oswobodzenie terytorium Białorusi. Jak Pan ocenia te doniesienia?
– Dla mnie nie są one zaskoczeniem. Stykałem się z podręcznikami radzieckimi w okresie przed 1990 rokiem. Chwalono w nich okres sowiecki. Jednak pod koniec ZSRS, za czasów Michaiła Gorbaczowa, pisano, że np. w latach 20., 30. był wielki rozwój przemysłu, rolnictwa, kultury itd., ale przy opisywaniu roku 1956, kiedy to odbył się XX Zjazd KPZR, podkreślano jednocześnie, że potępiono na nim nadużycia dokonane za czasów Stalina. W instrumentalny sposób traktowano dokumenty i fakty. Gdy w czasach ZSRS byłem ze studentami w Muzeum Rewolucji w ówczesnym Leningradzie, pokazywano retuszowane zdjęcia ludzi, którzy zostali rozstrzelani z rozkazu Stalina lub popadli w niełaskę. Gdy zwróciłem na to uwagę pracownikowi muzeum, najpierw przekonywał, że nie mam racji, a gdy pokazałem mu miejsca, na których zamazano postaci np. Bucharina czy Zinowiewa, odpowiedział: „My wrogów rewolucji nie popieramy”. Te słowa oddają sposób traktowania historii w Rosji. To jest kreowanie historii, a nie mówienie o niej jako o prawdzie obiektywnej. Co prawda takie podejście widać także na Zachodzie, ale zwykle na poziomie interpretacji, a nie przedstawiania faktów. Odwrót od tego nurtu był tylko w okresie rządów Borysa Jelcyna. Dziś natomiast obserwujemy jeszcze „twardsze” podejście do przedstawiania historii ZSRS niż w jego ostatnim okresie.
Według doniesień „WN” władze rosyjskie opracowały także inne zalecenia dla nauczycieli: by wmawiali uczniom, że mord na polskich oficerach w Katyniu był „zemstą historyczną” za rzekome zabijanie w Polsce żołnierzy bolszewickich wziętych do niewoli w czasie wojny 1920 roku. Czy to oznacza, że współczesna Rosja reanimuje propagandę stalinowską?
– To już jest absolutny nonsens oraz zbrodnia popełniana na obiektywnej historii. To strona bolszewicka dopuszczała się niesamowitych zbrodni w czasach wojny 1920 roku. Przecież polskich żołnierzy wziętych do niewoli bolszewicy zabijali szablami, m.in. w miejscowości Zadwórze i w wielu innych. Do tej pory w ogóle nie wyjaśniono, jakie były losy polskich jeńców, którzy nie chcieli przystąpić do bolszewików na terenach opanowanych przez Rosję Sowiecką. Bolszewicy mordowali księży, gwałcili kobiety, i to często wywodzące się z „ludu pracującego”. Co do śmierci jeńców sowieckich, to powszechnie wiadomo, że kilkanaście tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej zmarło wtedy z powodu szalejącej w całej Europie grypy, tzw. hiszpanki, która pochłonęła także kilkaset tysięcy ofiar wśród Polaków. Mimo tragicznej sytuacji materialnej ówczesnej Polski, wyniszczonej zaborami, wojnami, w tym świeżo zakończoną wojną z bolszewikami, jeńcom zwiększono racje żywnościowe, oczywiście w ramach ówczesnych możliwości. Ponadto gdyby rzeczywiście jeńcom było tak źle w polskich obozach jenieckich, to dlaczego kilkanaście tysięcy z nich nie chciało wracać do „raju” sowieckiego i zostało w Polsce? Wreszcie ciekawego argumentu dostarczają także badania prof. Pawła Wieczorkiewicza, z których wynika, że większość rosyjskich dowódców, którzy brali udział w wojnie 1920 r., została w 1937 r. rozstrzelana na rozkaz Stalina, np. Sołogub, Putna czy Smolin i Gaj. Wygląda więc na to, że reżim komunistyczny ujął się za żołnierzami, których sam rozstrzeliwał.
Co oznacza dla nas fakt, że obecne władze Rosji reanimują sowiecką propagandę w jej najgorszym wydaniu?
– To nie jest powielanie tylko propagandy sowieckiej. To jest sięganie do wielkomocarstwowej polityki rosyjskiej rodem z XIX w., i to w wersji imperialno-agresywnej wobec sąsiadów. Polityka ta zakłada, że Rosjanom wolno wszystko, że to, co oni myślą czy robią, jest dla dobra wszystkich, a Rosja jest otoczona przez wrogów. Ta mentalność, która korzystała także z ideologii parareligijnej traktowania Rosji jako trzeciego Rzymu, zaczyna odżywać. Wielu Rosjan, z którymi spotykałem się np. na sympozjach, powtarza, że ich wojska „niosą pokój”… Tego typu podręczniki umacniają taką mentalność. Oczywiście, są w Rosji ludzie, którzy myślą inaczej, np. z organizacji Memoriał, ale oni są spychani na margines. Większość obywateli niestety poddaje się tej propagandzie.
Czyli jest to świadoma polityka obliczona na odnowienie imperalizmu, bo łatwiej go wprowadzać ludźmi „urobionymi” propagandowo?
– W jakimś sensie tak. Tu pojawia się problem kształtowania świadomości historycznej ludzi, którzy czują się trochę niewygodnie we własnym państwie. Mają oni świadomość, że są traktowani jak poddani, a jednocześnie czują satysfakcję z tego, że „nas się boją”, według rosyjskiego przysłowia: „mądry przegada, głupi pobije”. Łączy się z tym przekonanie o wyjątkowej roli Rosji. Ci, którzy przeciwstawiali się jej w XIX w., czy to na Kaukazie, czy w Polsce, bo losy Polski i Kaukazu są dziwnie ze sobą splecione, byli nazywani w Rosji „buntownikami”. Przecież Powstanie Listopadowe tłumił Iwan Paskiewicz, który podbijał ludy kaukaskie.
Polskie władze powinny reagować na taką politykę rosyjską? Jeśli tak, to w jaki sposób?
– Istnieje pilna potrzeba przede wszystkim monitorowania treści podręczników Rosji, ale także innych krajów, np. Niemiec oraz Izraela, pod kątem tego, jak w nich pisze się o Polakach. Uważam też, że powinna powstać instytucja sprawdzająca, jaki obraz naszego kraju jest kreowany za granicą.
Dziękuję za rozmowę.
