Rosja planuje atak w cyberprzestrzeni?
Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w dziedzinie polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Anna Wiejak
Rosja „odpowie w sposób adekwatny” na amerykański system rakiet przechwytujących. W jakich kategoriach należy odczytywać te deklaracje? Czy rzeczywiście Rosja zaryzykuje konflikt zbrojny, czy też ograniczy się do jakichś innych metod? Ewentualnie jakich?
– Przede wszystkim należy podkreślić, że Rosjanie nie dotrzymują słowa. Zapowiedzi interwencji zbrojnej w wypadku zrealizowania amerykańskiej inwestycji pojawiały się już dawniej. Powiedział to prezydent Putin, obecnie zaś kontynuuje to prezydent Dymitrij Miedwiediew.
A co z obwodem kaliningradzkim?
– Od roku 1945 obwód kaliningradzki był strefą militarną i nic mi nie wiadomo, aby ten rejon zmienił swoje znaczenie, tym bardziej w sytuacji, kiedy Polska i kraje bałtyckie weszły do NATO. Pamiętajmy, że właśnie do obwodu kaliningradzkiego były wypychane wszystkie wojska z byłego terenu NRD i Polski, a także broń atomowa. Wszyscy uważamy, iż problem głowic jest tutaj istotny. Nie jest tu najważniejsza głowica atomowa, ale nośniki, niezależnie od tego, czy będzie to samolot, czy rakieta, czy to będzie z okrętu, czy też nie. Najważniejsza jest kwestia posiadania możliwości przenoszenia głowic. W obwodzie kaliningradzkim stacjonuje flota bałtycka, ale pod tym hasłem rozumiemy nie tylko okręty i bazę w pobliżu okrętów, ale cały zestaw rakiet, samolotów, które są w stanie, po pewnym dostosowaniu głowic, przenosić broń atomową. Kolejna kwestia to rakiety kompleksu Toczka, które już dawno były na terenie obwodu kaliningradzkiego. Są to rakiety taktyczne, które też są zdalne przenosić głowice nuklearne. Nieliczni zdają sobie sprawę, że ich zasięgiem objęte jest Trójmiasto, prawie do granic Warszawy. Także ta kwestia militarna nie jest niczym nowym – to było. Myślę, iż społeczeństwo polskie nie miało takiej świadomości. Rosja zawsze przypisywała sobie duże znaczenie w kwestiach militarnych i po upadku Związku Sowieckiego naprawdę nic się w tej materii nie zmieniło. Rosjanie mają duży wpływ na kwestie militarne, tym bardziej że mają nadwyżki finansowe w związku z dobrą koniunkturą…
Czy można tu mówić o przedłużeniu działań zimnowojennych?
– Nie, po prostu mamy nową sytuację. Myślę, że zimna wojna się skończyła razem z upadkiem Związku Sowieckiego i rozwiązaniem Układu Warszawskiego. To, z czym mamy dzisiaj do czynienia, to przede wszystkim próba odbudowy imperium rosyjskiego. Rosjanie przestawiają się w tej chwili z armii ilościowej na armię jakościową, tzn. technologia przed człowiekiem. Stąd dzisiaj te ogromne wydatki na nowe rakiety i ich próby, które były już wielokrotnie przeprowadzane przez Rosjan w sposób demonstracyjny, a także próby systemu przechwytywania rakiet. Również dzisiaj technika odgrywa rolę, nie zaś ludzie, i Rosjanie mają tego świadomość, stąd te słynne już redukcje wojsk nawet w obwodzie kaliningradzkim. Nie zmienia to faktu, że obwód kaliningradzki nadal jest istotną bazą wojskową.
Proszę mi powiedzieć, czy w tym momencie możemy się spodziewać wybuchu jakiegoś otwartego konfliktu, czy skończy się tylko na pogróżkach i obie strony dojdą do porozumienia?
– Na początku lat 90. pojawiły się analizy, które wskazywały, że sam obwód kaliningradzki jest potencjalnym zarzewiem konfliktu zbrojnego, nawet porównywalnego do byłej Jugosławii. Na szczęście te analizy się nie sprawdziły. Wynikało to z jednej kwestii. W tamtym czasie długo trwała dyskusja o tym, czy obwód kaliningradzki jest bardziej rosyjski, czy do obwodu mają więcej prawa Niemcy czy też nawet Polacy. Taka ciekawostka – zgodnie z wydanymi w 1945 roku pierwszymi decyzjami zostało nam przyznane województwo królewieckie. Dopiero decyzje Stalina przesunęły granice i spowodowały takie, a nie inne konsekwencje. Także tutaj mamy wiele różnych niuansów i bardzo długo trwała dyskusja wewnątrz Rosji o tym, jak ma być postrzegany ten obszar. Czy ma być to teren militarny, czy ekonomiczny. Próbowano robić strefę ekonomiczną, która dzisiaj stała się tak naprawdę strefą dla światowych potentatów, ale nie ma to przełożenia na jakieś większe efekty ekonomiczne. Są dzisiaj próby pokazania tego ludzkiego oblicza, gdzie mówi się o otwarciu nawet części portu wojennego. Jest to przy tym obliczone przede wszystkim na propagandę. Wczoraj przygotowany był taki dokument o budowie portu jachtowego w Pioniersku. To ma być właśnie taki tekst propagandowy, że „my jesteśmy obszarem, który stawia na turystykę i to turystykę ekskluzywną”, chodzi o jachty itd. W każdym razie niezależnie od tych działań obszar militarny jest istotną kwestią, a teren militarny był i jest w obwodzie kaliningradzkim. Także Polacy mieszkający na terenie województwa warmińsko-mazurskiego już się do tego przyzwyczaili i to nie robi na nich wielkiego wrażenia.
Proszę powiedzieć, jakich wydarzeń należy się w najbliższym czasie spodziewać?
– Myślę, że przede wszystkim konsekwentnej realizacji tego, co zapowiedzieli Rosjanie. Bardziej martwiłbym się o nasze sieci internetowe i agenturę. Rosjanie dobrze wiedzą, iż te rzeczy są dzisiaj podstawą. Internet jest tą strefą, gdzie dzisiaj wszystko się rozgrywa, cała gospodarka na dobrą sprawę oparta jest o internet. Po co wywoływać wojnę, kiedy można zablokować stronę internetową? Jest to tańsze, prostsze, szybsze i znacznie skuteczniejsze.
No i Rosjanie mają w tym doświadczenie.
– Mają w tym doświadczenie. Słynne zaatakowanie sieci estońskiej pokazało, że to jest możliwe. Dla przeciętnego obywatela tego typu zagrożenie wydaje się może bardzo odległe, ale proszę uwierzyć, są na dzisiaj zaplecza w każdym państwie, które zajmują się pilnowaniem własnej sieci, ale też atakowaniem z wyprzedzeniem sieci innych państw. Nie jest tajemnicą, że i Chiny, i Amerykanie, i Rosja bardzo poważnie do tego podchodzą. Myślę, iż strona polska też jest na takie elementy przygotowana.
Dziękuję za rozmowę.
