Rosja igra z ogniem

Z dr. Arielem Cohenem, ekspertem ds. relacji NATO – Rosja z Heritage
Foundation w Waszyngtonie, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew ogłosił nową doktrynę wojenną.
Zawiera ona bardzo wiele niepokojących punktów. Obawy wzbudza szczególnie plan
Moskwy w sprawie prewencyjnego uderzenia atomowego.
– Rosja igra z
ogniem, ogłaszając, że zamierza stosować wyprzedzające ataki nuklearne. Można
tak śmiało powiedzieć, ponieważ zarówno dowodzenie armią, jak i przywództwo
polityczne w tym kraju są dalekie od ideału. Ponadto Moskwa powiększyła liczbę
przypadków, w których może zdecydować się na użycie tego rodzaju broni.
Pamiętamy bowiem, że w czasach Związku Sowieckiego Kreml zaznaczał, iż skorzysta
z broni nuklearnej jedynie w odpowiedzi na atak taką właśnie bronią. Dziś Rosja
mówi o użyciu broni atomowej w konfliktach regionalnych i lokalnych,
zaznaczając, że może jej użyć z wyprzedzeniem, nawet jeśli jedynie przypuszcza
się zagrożenie. A przecież takie przewidywanie może być mylne, opiera się bowiem
na danych dostarczanych przez wywiad. Jak przypominamy sobie z przeszłości,
Rosja już nieraz „myliła się” w ocenie zagrożenia. Jak choćby w przypadku planu
Barbarossa (autorstwa Hitlera) opisującego strategię ataku na ZSRS w 1941
roku.

Można powiedzieć, że Moskwa wraca do retoryki znanej z czasów zimnej
wojny?
– Moim zdaniem, jest zdecydowanie gorzej niż w trakcie zimnej
wojny. Niebezpieczeństwo jest dużo większe.

Miedwiediew podkreślił, że rozszerzenie Paktu Północnoatlantyckiego
na wschód jest zagrożeniem dla Rosji.

– Uważam za paradoksalne, że
podczas gdy Miedwiediew ogłasza doktrynę, w której stwierdza, iż rozszerzenie
NATO jest dla jego kraju zagrożeniem, jego własny think-tank INSOR publikuje
raport, w którym postuluje, aby Rosja przyłączyła się do Unii Europejskiej i
NATO. Wygląda więc na to, że ludzie, którzy piszą doktryny militarne, nie
skoordynowali swoich działań i nie skonsultowali się z ludźmi prezydenta. To
wprawdzie zdarza się w biurokracjach wielu krajów, nie tylko w Rosji.

W tych samych kategoriach Kreml rozpatruje sprawę rozmieszczenia
tarczy antyrakietowej w Europie Centralnej. Co mogą i co powinny w tej sytuacji
zrobić Stany Zjednoczone?

– To wydaje się nieco śmieszne.
Wielokrotnie wyjaśniano bowiem, że systemy antyrakietowe są typowo obronne.
Ponadto słyszymy dziś, że Iran jest już coraz bliżej wejścia w posiadanie broni
nuklearnej; media na całym świecie o tym informują. Wiemy, że sami stworzyli
głowicę nuklearną i stale ulepszają pociski średniego zasięgu. Stwarza to
bezpośrednie zagrożenie dla sojuszników Ameryki na Bliskim Wschodzie i dla
Europy. Rozmieszczenie pocisków antybalistycznych w Europie byłoby krokiem
typowo obronnym. Rosja niezwykle silnie sprzeciwiająca się tym projektom bierze
zwyczajnie stronę Teheranu.

Ta doktryna jest oficjalnym dokumentem rządowym, więc nie możemy jej
traktować jako czysto politycznej deklaracji, jak sugerują niektórzy
komentatorzy.
– Ależ tak. Jestem ponadto zaskoczony, że sekretarz
generalny NATO, jak powiedział, nie uważa postawy Rosji za jakiekolwiek
zagrożenie czy choćby powód do niepokoju. Być może nie jest ona rzeczywiście
zagrożeniem dla Europy Zachodniej w sensie militarnym. Dla tej części świata
może być ona zagrożeniem w kontekście bezpieczeństwa energetycznego, ale jeśli
zapytamy sąsiadów Rosji, np. Bałtów, Ukraińców czy Gruzinów, to oni mają powody
do obaw. Przecież jedna czwarta część terytorium Gruzji jest pod okupacją. Tak
więc jeśli Kreml mówi, że rozszerzenie NATO jest zagrożeniem, to jego dowódcy
powinni sobie przynajmniej uświadamiać, jaki sposób myślenia i jaką mentalność
te deklaracje odzwierciedlają.

Czy wobec tego myśli Pan, że scenariusz z Gruzji może się
powtórzyć?
– Przypadek Gruzji wyraźnie pokazuje nam, że Rosja jest
gotowa walczyć o tereny, które uważa za swoją strefę wpływów. Po obecnej zmianie
władz na Ukrainie taki scenariusz chyba w tym kraju się nie powtórzy.
Administracja Janukowycza z całą pewnością będzie bardziej otwarta na
dogadywanie się z Rosją. Jednak myślę, że powtórka z Gruzji jest możliwa. Moskwa
będzie chciała za wszelką cenę „wykończyć” Saakaszwilego i obsadzić w Tbilisi
władze, które byłyby jej oddane. Widzimy przecież, że Kreml wciąż modernizuje
swoją armię, kupił okręt Mistral od Francuzów, ogłosił nową doktrynę wojenną –
to wszystko pokazuje, że należy brać Rosję serio. Należy ją traktować poważnie
zawsze – kiedy jest słaba, a w szczególności, gdy jest silna.

Jakie są zatem największe zagrożenia płynące z tej
doktryny?
– Jest to antyamerykański i antyzachodni sposób myślenia
panujący obecnie w Rosji. Widzimy aktualnie słabość NATO, które nie może wygrać
wojny z grupą terrorystów w Afganistanie. To jasno pokazuje, że NATO nie może
walczyć z Moskwą. Tak więc, pomimo jawnych dowodów, że Sojusz nie jest dla niej
zagrożeniem, Rosja nadal upowszechnia tę antynatowską, antyamerykańską pozycję.
Wobec tego wszyscy nasi sojusznicy w Europie muszą być wspierani, a do tych
wszystkich, którzy są zorientowani na kierunek euroatlantycki, musimy wyciągać
pomocną dłoń, jednocześnie współpracując z Rosją, aby pokonać talibów w
Afganistanie i wspólnie wypracować sankcje wobec Iranu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj