Rok encykliki o miłości
Mija rok od ogłoszenia przez Benedykta XVI encykliki „Deus caritas est. O miłości chrześcijańskiej”. Dokumentu niezwykle prostego i głębokiego, dotykającego samych fundamentów wiary chrześcijańskiej, próbującego je jeszcze raz nazwać. Jak dziś ją czytamy? W jaki sposób, rok po wydaniu, da się określić jej aktualność?
Kontekst i cel napisania encykliki są bardzo klarowne. Stanowią też kontynuację rozważań Jana Pawła II, które na przełomie tysiącleci miały być dla nas swoistymi rekolekcjami. To dotykanie fundamentalnych prawd wiary, bez rozumienia i przyjęcia których nie sposób w ogóle mówić o wierze. Punktem wyjścia jest konkretna sytuacja w świecie: bardzo wyraźnie dający się odczuć na różnych polach synkretyzm wartości, powstanie pseudoreligii, systemów filozoficznych, które zepchnęły chrześcijaństwo do jednej z wielu równorzędnych ideologii. W poszukiwanie wadliwie rozumianego kompromisu w tej swoistej „konkurencji” dają się wciągnąć nawet chrześcijanie, co owocuje, niestety, relatywizmem i zamazaniem prawdy objawionej. Wyraz głębokiej troski z tego powodu dał już za pontyfikatu Jana Pawła II ks. kard. Joseph Ratzinger, wydając m.in. (przez wiele środowisk mocno krytykowaną) deklarację „Dominus Jesus”, gdzie mówi się wprost o zachowaniu pełni tożsamości chrześcijańskiej, o konieczności rozumienia tego, w Kogo, po co i dlaczego się wierzy, o granicach, których przekraczać nie wolno, o roli Kościoła w świecie. Bo inaczej relatywizm zniszczy wszystko. Podobnie ma się rzecz z miłością, która „niejedno ma oblicze”: eros, agape, caritas, musi być uporządkowana i nazwana. O tym pisał Jan Paweł II, pisze też obecny Papież.
W wydanej przed rokiem encyklice „Deus caritas est” („Bóg jest miłością”) Benedykt XVI określa istotę relacji, jaka leży u podstaw spotkania, które zwie się wiarą. „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei – pisze – jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie. Święty Jan przedstawił w swojej Ewangelii to wydarzenie w następujących słowach: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy… miał życie wieczne” (J 3, 16).(…)Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował (por. 1 J 4, 10), miłość nie jest już przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi”. Wiara to nie ideologia, a odpowiedź na Boże zaproszenie do dialogu miłości; Kościół to nie partia polityczna, a wspólnota identyfikująca się poprzez caritas; działalność charytatywna to nie sprawność, lecz przejaw odzwierciedlania w świecie miłości trynitarnej itd.
Dokument Benedykta XVI w swojej istocie jest jedynie zebraniem tego, co jest nam dane od początku. Jest powrotem do źródeł. Jego wielka wartość leży w tym, że ukazuje on relację: Bóg – człowiek – świat w miłości i poprzez miłość. Wszelkie naprawianie świata wtedy ma sens, kiedy jest naprawianiem tej relacji. Podobnie jest z nawróceniem człowieka. Tylko wtedy mają też sens wszystkie inne wartości: prawda, miłosierdzie, pokój, sprawiedliwość. W świetle tej miłości dają się w pełni zinterpretować, nazwać, określić.
Tutaj leży sedno aktualności treści encykliki – także dla nas, Polaków, chrześcijan. Dużo się u nas dzieje. Wiele próbuje się zmieniać. I dobrze. Często jednak różny jest kierunek tych zmian, stąd niezrozumienie i chaos. Dlatego że zmieniamy świat na obraz naszych małych miłości, naszych kruchych możliwości. Stąd nic z tego nie wychodzi.
Encyklika nie jest napisana tylko dla wybranych, osób przygotowanych teologicznie – jest napisana dla wszystkich. Bardzo prostym i sugestywnym językiem. Zrozumiałym dla wszystkich. Mamy ją u siebie już od roku. Łatwo ją dostać, jej tekst bez problemu można odnaleźć w internecie. Sięgajmy po nią. Bóg jest miłością – niby jest to oczywiste dla wszystkich, ale tak trudno wprowadzać tę prawdę w życie. Warto przynajmniej próbować. Już tylko dzięki temu świat będzie lepszy.
