Rodzina opuszczona
Rozmowa z dr. Lukiem Perrelem, wiceprzewodniczącym francuskiego stowarzyszenia obrońców życia SOS Petite
Jest Pan lekarzem, wiceprzewodniczącym stowarzyszenia SOS Petite, członkiem katolickiego stowarzyszenia pielęgniarek i lekarzy. Od dziesiątków lat walczy Pan o obronę życia i rodziny, podstawowej komórki społecznej. Jaka jest jej obecnie kondycja we Francji?
– Sytuacja nie jest zachwycająca ze względów zarówno ideologicznych, politycznych, jak i finansowych.
Czy mógłby Pan coś więcej powiedzieć na ten temat, bo tego typu deklaracji nie słychać we francuskich mediach?
– We Francji ideologia i polityka idą od dawna w parze. Rodzina nie jest kochana przez polityków. Od 40 lat ustawy uchwalane przez francuski parlament pomijają bezpośrednio lub pośrednio interesy rodziny. To wszystko odbywa się w imię libertyńskiej ideologii, która od epoki Giscarda d’Estaing staje się coraz bardziej dominująca, preferując seks i jego perwersje (rozwody, aborcje, homoseksualizm), poszukiwanie osobistej przyjemności (antykoncepcja, narkotyki), wolność indywidualną kosztem dobra wspólnego.
Czy Pana zdaniem ideologia ta jest świadomie antychrześcijańska?
– Nie ulega to najmniejszej wątpliwości. Przecież to były prezydent Jacques Chirac, członek masonerii, podobnie jak Giscard d’Esting, publicznie powiedział, że „prawo moralne nie może stać ponad prawem cywilnym”. Weźmy za przykład kwestię respektowania życia, której nie można odseparować od problematyki rodzinnej. Od 1968 roku mamy ustawę zezwalającą na propagowanie antykoncepcji, od 1975 r. legalizację aborcji, od 1980 r. zwrot jej kosztów. Od 2001 roku zabijanie poczętych dzieci nazywa się oficjalnie podstawowym „prawem kobiety”. Konsekwencją tej ideologii jest PACS (Cywilny Pakt Solidarności), uchwalony w 1999 roku, który umieszcza niemal na jednym poziomie małżeństwo i związek homoseksualny. Dodać do tego trzeba przepisy umożliwiające łatwe i szybkie rozwody. Wzrastająca też od lat liczba sztucznych zapłodnień przyczynia się do degradacji instytucji małżeństwa i rodziny oraz oddzielenia prokreacji od seksu. Obecnie 3 proc. narodzin pochodzi z in vitro. W 2004 roku było 113 tys. tego typu prób, dających 17 800 urodzeń – na 700 tys. urodzeń. W naszej opinii, wszelkie tego typu poczynania są łamaniem zasad prawa naturalnego, szkodząc instytucji rodziny.
Obecnie francuskie rodziny stają też przed zjawiskiem systematycznego ich zubożania i problemem edukacji potomstwa…
– Niestety, wzrastające koszty utrzymania nie są od lat brane pod uwagę przez władze francuskie. Tendencja ta jest szczególnie widoczna w ostatnim dziesięcioleciu. Zubożanie francuskich rodzin można przedstawić na przykładzie płac. Aktualnie nie ma dużej różnicy między płacą inżyniera i salową czy pielęgniarką. Ponadto wprowadzenie euro spowodowało gwałtowny wzrost kosztów utrzymania, rzędu 20 procent. Brak zwiększenia dodatków rodzinnych, wraz z trudnościami wynajmu tańszych mieszkań socjalnych powodują znaczące zwiększenie wydatków rodzin wielodzietnych i ewidentny hamulec posiadania dużej liczby dzieci. Od 10 lat gwałtownie wzrastają koszty wynajmu mieszkań i ich ceny. Dochodzi do tego, że coraz więcej rodzin nie jest w stanie zamieszkać w dużych miastach i kupuje lub wynajmuje lokale położone poza wielkimi, drogimi aglomeracjami. Jednocześnie np. Paryż otwiera szeroko ramiona przed homoseksualistami, wyrzucając poza obręb miasta liczne rodziny wielodzietne. Podobna sytuacja jest we wszystkich wielkich miastach Francji.
Katolickie rodziny z coraz większym niepokojem patrzą na sytuację we francuskim szkolnictwie, starając się za wszelką cenę zapisać swoje dzieci do szkół prywatnych, które niestety nie są w stanie przyjąć wszystkich chętnych. Skąd się bierze tak zła ocena szkolnictwa państwowego?
– Wykształcenie dzieci jest podstawową troską katolickich rodziców, zwłaszcza w sytuacji obniżania poziomu państwowej edukacji, wynikającego z opanowania jej przez marksistowski totalitaryzm. Dobrze obrazuje to obecna tendencja powrotu do sylabowej nauki czytania, która przez wiele lat była uważana za przestarzałą metodę. Konsekwencją tych błędnych eksperymentów jest ogromna liczba młodych ludzi opuszczających francuskie szkoły podstawowe, którzy nie umieją czytać i pisać. Codziennością szkół państwowych jest agresja i brak poczucia bezpieczeństwa ich uczniów. Jest to szczególnie widoczne w dużych aglomeracjach. Dochodzi o tego, że przy pomocy noża reguluje się konflikty etniczne czy sprzedaż narkotyków. Ponadto programy szkolne przesiąknięte są ideą „politycznej poprawności”, ignorujące – zwłaszcza w nauczaniu historii i literatury – istotne informacje, niezbędne w kształceniu przyszłej inteligencji kraju, lekceważące ortografię, ograniczające się do bardzo ubogiego słownictwa.
Jak na tę sytuację reagują rodziny chrześcijańskie?
– Rodzice robią to, co mogą. Najczęściej starają się zapisać swoje dzieci do katolickich szkół prywatnych. Jeżeli okazuje się to niemożliwe, wiele z nich decyduje się na korespondencyjne kształcenie swoich dzieci. Nie jest to jednak sytuacja komfortowa, tym bardziej że, niestety, wiele prywatnych szkół katolickich pracujących w ramach podpisanego z państwem kontraktu „sprzedało swoją duszę” i w niczym nie różni się od szkół państwowych. Mówił o tym ostatnio ks. bp Jean Pierre Cattenoz, ordynariusz Avignon, oskarżając wiele szkół katolickich o sprzedaż państwu ich duszy za „miskę soczewicy”. Co prawda, jest tam zapewnione fizyczne bezpieczeństwo uczniów, ale ideologia libertyńska panuje w nich w ten sam sposób jak w placówkach publicznych. W rzeczywistości, większość oficjalnych szkół katolickich we Francji nie jest placówkami katolickimi.
Wasze stowarzyszenie było jednym z głównych organizatorów ostatniego Marszu dla Życia w Paryżu. Czy, Pana zdaniem, była to skuteczna forma demonstracji przeciw kulturze śmierci i zagrożeń, przed jakimi stoi francuska rodzina?
– Myślę, że sukcesem marszu jest już sam fakt jego przeprowadzenia, co wcale nie jest łatwe we Francji, gdzie panuje obezwładniający totalitaryzm, podporządkowany ośrodkom politycznym i masońskim, zarówno państwowych, jak i prywatnych mediów. Nasze marsze stają się też coraz szerszym forum europejskiego protestu obrońców życia, domagających się powrotu do chrześcijańskich korzeni Europy i uchwalenia na szczeblu unijnym ustaw gwarantujących obronę życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. W tym roku gościliśmy 8 delegacji zagranicznych. Naszym zdaniem, chrześcijanie, którzy stanowią zdecydowaną większość mieszkańców Unii, muszą się zorganizować i wówczas będą w stanie wymusić na rządzących Unią prawodawstwo respektujące zasady prawa naturalnego. Jest to całkowicie realne, chodzi tylko o mobilizację. Jest bowiem czymś zupełnie nienormalnym, by polityczna mniejszość narzucała chrześcijańskiej Europie masońskie, libertyńskie, sprzeczne z naturą zasady. Nasz niedzielny Marsz dla Życia powiedział publicznie „stop” tej degradującej osobę ludzką, rodzinę i społeczeństwo ideologii.
Dziękuję za rozmowę.
