Repatriacja utknie w podkomisji?

repatriacyjnej w specjalnie powołanej w tym celu podkomisji. Jej skład
ustalono na środowym posiedzeniu połączonych komisji sejmowych. Ustawa ma
umożliwić skuteczny powrót do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia
polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku Sowieckiego.

Marek Biernacki (PO), przewodniczący sejmowej Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych, podkreślił na spotkaniu w środę, że projekt ustawy o powrocie do
Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych
przez władze Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich jest najważniejszym
tematem posiedzenia. – Proponuję powołać podkomisję, która zajęłaby się już
merytoryczną pracą. Gdy przygotuje ona projekt, wtedy dopiero komisja zajmie się
jego rozpatrywaniem – powiedział Biernacki. Zaproponował 11-osobowy skład
podkomisji: czterech posłów z PO, trzech z PiS, dwóch z PSL, dwóch z SLD. Nie
wykluczył jednak, że zostanie on poszerzony, ponieważ – jak się wyraził – "jest
to bardzo istotna podkomisja". Ustalono, że w jej pracach wezmą udział posłowie:
Adam Lipiński (PiS), Jan Dziedziczak (PiS), Artur Górski (PiS), Robert
Tyszkiewicz (PO), Magdalena Kochan (PO), Paweł Orłowski (PO), Ryszard Zawadzki
(PO), Franciszek Jerzy Stefaniuk (PSL), Andrzej Sztorc (PSL), Zbigniew
Kruszewski (SLD) i Stanisława Prządka (SLD). We wspólnym posiedzeniu sejmowych
Komisji: Administracji i Spraw Wewnętrznych, Łączności z Polakami za Granicą
oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, uczestniczyli
przedstawiciele strony społecznej, którzy wcześniej brali udział m.in. w akcji
zorganizowania zbiórki ponad 100 tys. podpisów, by projekt mógł być wniesiony do
Sejmu. Wskazują oni na nieskuteczność dotychczasowej ustawy o repatriacji z 2001
roku. – Kwestia dotyczy tego, że dotychczasowe projekty rządowe – a właściwie
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – ustaw repatriacyjnych były
zupełnie nieskuteczne. Jeżeli ściągnięto ze Wschodu rocznie 8 lub 11 rodzin,
wydając na to 9-10 mln zł, to mamy sytuację karygodną. Jakikolwiek projekt,
który by usprawniał ten stan rzeczy, może budzić więc niechęć ze strony ludzi
tego resortu, którzy przez dziesięć lat albo i więcej pobierali pensję m.in. za
obsługę repatriacji – zaznacza dr Robert Wyszyński ze Związku Repatriantów
Rzeczypospolitej Polskiej. Inicjatywę przygotowania obywatelskiego projektu
ustawy repatriacyjnej rozpoczął Maciej Płażyński, prezes Stowarzyszenia
"Wspólnota Polska". Po jego śmierci w katastrofie rządowego samolotu pod
Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. akcję zbiórki wymaganej liczby podpisów pod tym
dokumentem podjął jego syn Jakub Płażyński. Celem projektu jest zastąpienie
obecnie obowiązującej ustawy o repatriacji z 2001 r. nowymi skutecznymi
rozwiązaniami. Zakłada się w nim, że organem odpowiedzialnym za powrót
deportowanych będzie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, które
miałoby dbać także o lokale mieszkalne na okres nie krótszy niż 24 miesiące od
momentu otrzymania przyrzeczenia wizy repatriacyjnej. W projekcie przewidziano
również m.in. regulacje dotyczące zasad aktywizacji zawodowej repatriantów i
udzielania im pomocy przez starostów m.in. przez utworzenie stanowiska pracy,
przeszkolenie repatrianta oraz zwrot części kosztów na podnoszenie kwalifikacji.
Według szacunków, na powrót do Polski czeka na Wschodzie około kilkunastu
tysięcy naszych rodaków. Ale to tylko wstępne, ostrożne szacunki.

Jacek Dytkowski

 

 

*****************

Czekamy na konsultacje z resortem Millera

Z Aleksandrą Ślusarek, prezesem Związku Repatriantów Rzeczypospolitej
Polskiej, jednym z przedstawicieli strony społecznej w pracach nad obywatelskim
projektem ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia
polskiego deportowanych i zesłanych przez władze sowieckie, rozmawia Jacek
Dytkowski

Zanim projekt ustawy repatriacyjnej zostanie uchwalony, musi być
rozpatrzony przez obie izby parlamentu. Jak ocenia Pani postawę posłów w tej
sprawie?

– Przede wszystkim najważniejsze jest to, że Sejm entuzjastycznie zaaprobował
projekt. Natomiast jeśli chodzi o stanowisko rządu – czyli Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych i Administracji – znamy je od dawna. Myślę zresztą, że jest to
kolejny powód do dyskusji, którą prowadziliśmy z tym urzędem od wielu lat. Mam
nadzieję, że sprawy potoczą się dobrze. Krótko mówiąc – damy radę. Natomiast
trzeba przypomnieć, że to w MSWiA trzy razy nowelizowano ustawę o repatriacji
bez widocznych efektów. Jeżeli więc teraz ten sam resort zmierzałby ponownie do
nowelizacji, wtedy do niczego dobrego to nie doprowadzi. Ustawa z 2001 r. o
repatriacji praktycznie przestanie działać, zresztą już mamy do czynienia z taką
sytuacją.

Z MSWiA płyną jakieś pozytywne sygnały w odniesieniu do obywatelskiego
projektu ustawy?

– Z kuluarowych rozmów można wywnioskować, że jest dobra wola – z czego
bardzo się cieszymy. Chcemy ponownie usiąść do stołu i prowadzić rozmowy, jak to
się kiedyś odbywało za rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego. Pracowaliśmy
wówczas w ramach Międzyresortowego Zespołu ds. Polonii i Polaków za Granicą. Mam
więc nadzieję, że teraz również będzie ku temu okazja, ale na skuteczną i owocną
pracę.

Ważne decyzje mogą zapaść w powołanej podkomisji, w której strona
społeczna nie jest reprezentowana…

– Tak, ale w ten sposób przebiega procedowanie nad projektem. Natomiast
myślę, że nasz głos, by wreszcie skutecznie doprowadzić do powrotu deportowanych
Polaków, jest bardzo donośny. Mamy za sobą całą Polskę, m.in. tych, którym udało
się powrócić do Ojczyzny – czyli około 4-tysięczną rzeszę repatriantów. Poza tym
Polaków na całym świecie, którzy nam sekundują, telefonują do nas i kontaktują
się z nami – a to jest najważniejsze. Mamy ich pełną aprobatę. Oczekiwania
wszystkich Polaków są duże, więc rząd powinien wziąć to pod uwagę.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj