Ręka w kieszeni przedsiębiorcy

Rząd w trybie pilnym przeprowadza przez parlament nowelizację ustawy
o systemie ubezpieczeń społecznych przewidującą podwyżkę kosztów pracy. Projekt
zakłada zapowiedziane przez premiera Donalda Tuska w exposé podniesienie o 2
punkty procentowe składki rentowej płaconej przez przedsiębiorców. Sięgnięciem
do kieszeni przedsiębiorców rząd chce ratować finanse państwa przed rosnącym
zadłużeniem.

Zaledwie po wczorajszym pierwszym czytaniu projektu nowelizacji ustawy o
systemie ubezpieczeń społecznych na posiedzeniu sejmowych komisji: Finansów
Publicznych oraz Polityki Społecznej i Rodziny, i po debacie nad nim w Sejmie
dziś ustawa ma się już znaleźć w Senacie. Dla mającej nóż na gardle ekipy
Donalda Tuska (podczas jej 4-letnich rządów "dorobiliśmy" się kolejnych
dziesiątek miliardów zadłużenia) to kluczowy projekt. Tylko w przyszłym roku na
fundowanej nam podwyżce kosztów zatrudniania pracowników rząd chciałby zyskać w
skali sektora finansów publicznych około 4 mld złotych. W kolejnych latach
"oszczędności" na podwyższeniu składki mają wynieść: 5,1 mld zł w 2013 roku, 5,5
mld zł w 2012 i 5,9 mld zł w roku 2015. Biorąc pod uwagę, że Komisja Europejska
naciska, aby już w przyszłym roku ograniczyć deficyt sektora finansów
publicznych do najwyżej 3 proc. produktu krajowego brutto, nie jest niczym
dziwnym, że projekt przeprowadzany jest przez parlament w trybie ekspresowym, by
podwyżka składki rentowej mogła wejść w życie jak najszybciej. A działania rządu
wskazują, że liczy się każdy miesiąc.
Gdy premier Donald Tusk ogłosił w exposé zamiar podwyższenia obciążeń
przedsiębiorców, w kontekście podwyższenia składki rentowej ministerstwo pracy
jako termin jej wprowadzenia podawało połowę przyszłego roku. Następnie mówiono
o marcu, a wreszcie stanęło na tym, że przedsiębiorcy zapłacą wyższe składki już
od lutego. Od lutego wyższą składkę zapłacą zarówno firmy zatrudniające
pracowników, jak i drobni przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność
gospodarczą. W przypadku składek płaconych za pracowników obciążenie
przedsiębiorców z tytułu składki rentowej zwiększy się o prawie 45 procent. Do
tej pory uiszczali oni składkę rentową w wysokości 4,5 proc. podstawy wymiaru,
po podwyżce będzie to 6,5 procent. Prowadzący działalność jednoosobową zapłacą
natomiast z tytułu składki rentowej o jedną trzecią więcej niż obecnie: zamiast
6 proc. podstawy wymiaru – 8 procent. Bez zmian – na poziomie 1,5 proc. podstawy
wymiaru – pozostaje składka rentowa, która potrącana jest z wynagrodzenia
pracowników.

Nowi bezrobotni
Podczas wczorajszej debaty sejmowej nad ustawą posłowie byli niepocieszeni, że
rządowej podwyżki przed Sejmem nie uzasadniał minister finansów Jacek Rostowski
i że w zamian rząd wysłał do Sejmu "ministra z PSL". Uzasadniając podwyżkę
składki rentowej, minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz
przekonywał, że "decyzja rządu w tej sprawie jest trudna, ale konieczna", gdyż
"stabilizacja finansów publicznych i obniżanie deficytu jest w poczuciu rządu
jedną z najważniejszych odpowiedzialności". – To jest wybór mniejszego zła. To
jest ten moment, że musimy podjąć działania prewencyjne, żeby za jakiś czas nie
podejmować dużo bardziej rygorystycznych i drastycznych działań zmierzających do
ratowania finansów publicznych, do ratowania budżetu, ale też do ratowania
budżetów polskich rodzin – powiedział Kosiniak-Kamysz.
Oceniał on, że na rynek pracy podwyższenie kosztów pracy nie będzie miało
wielkiego wpływu, a sama podwyżka składki przedsiębiorców nie zrujnuje.
Przekonywał, powołując się na konsultacje społeczne ze środowiskiem
przedsiębiorców, że podwyżka nie będzie skutkowała masowymi zwolnieniami, ale co
najwyżej "ograniczeniem wzrostu płac". Jak z kolei przekonywał wiceminister
pracy Marek Bucior, obniżenie składki rentowej za czasów rządu Prawa i
Sprawiedliwości – w 2007 i 2008 r. przeprowadzono stopniową obniżkę składki
rentowej z 13 proc. podstawy wymiaru – nie stanowiło faktycznie zachęty do
zatrudniania pracowników, to i teraz – w ocenie wiceministra – kiedy składka
jest podwyższana, nie powinno dojść do żadnych perturbacji.
Inaczej sytuację oceniała opozycja, zwłaszcza ta, która kilka lat temu tak
rządziła, że koszty pracy obniżała. Według posłów, dzięki temu, iż przed kilkoma
laty obniżono składkę rentową, zostawiając tym samym w kieszeniach obywateli
miliardy złotych, Polska do tej pory łagodnie przechodziła okres światowego
kryzysu gospodarczego. Zwracano przy tym uwagę, że w znacznym stopniu podwyżka
składki rentowej dotknie też samorządy, które są dużym pracodawcą. Przemysław
Wipler (PiS) w radykalnej obniżce składki rentowej dokonanej przez rząd PiS
widzi przyczynę utworzenia w ciągu ostatnich 4 lat 930 tys. nowych miejsc pracy
– ponad połowy tych, które powstały w tym czasie w Europie. A roczne zyski – na
obniżeniu przez PiS składki rentowej – rodziny "o średnich dochodach z dwójką
dzieci" wyliczył na 6 tys. złotych. Poseł ocenił, że dokonywana przez rząd
podwyżka kosztów pracy będzie skutkowała utratą 150-200 tys. miejsc pracy. –
Rząd, który doprowadził do zwiększenia długu publicznego o 300 mld zł w trakcie
ostatnich czterech lat, w chwili obecnej mówi, że jest ciężko, że trzeba się
zrzucić na te długi, bo one kosztują, bo budżet nie jest z gumy tylko z naszych
podatków. I że musimy tych trudnych oszczędności szukać nie w administracji
publicznej i wydatkach rządowych, ale w kieszeniach polskich obywateli,
przedsiębiorców – wytknął poseł PiS. Cytował również ministra Rostowskiego,
kiedy minister finansów krytycznie wyrażał się o podwyżce składki rentowej, "bo
to zabija miejsca pracy". Wipler ocenił, że podwyżka kosztów pracy będzie
skutkowała wypchnięciem ludzi na umowy śmieciowe, do pracy na czarno i do pracy
za granicę.

 

Artur Kowalski

drukuj