Przywłaszczona firma realizmu
W zwykłym bałaganie myślowym tkwi przyczyna zdumiewającej łatwości, z jaką
– pod przywłaszczoną firmą realizmu politycznego – spłycone slogany
racjonalistyczne, idealistyczne i empirystyczne autoryzują polityczną
niekompetencję. To manipulacja wrażliwością etyczną Polaków, odstręczając od
polityki, rekrutuje klientelę pseudopolitycznych imprezek. Tym przecież, co
rekrutację taką umożliwia, jest – mówiąc najogólniej – dezintegracja
zmysłowo-rozumowego agregatu poznawczego. Jej następstwem są kłopoty z
rozróżnieniem faktu i fikcji oraz łatwość, z jaką ludzka wola kieruje się ku
fikcjom, jakby były one faktami, a odwraca od faktów, jakby to one stanowiły
fikcję.
Mało jest dziś takich poglądów politycznych, z jakimi zgodzić się byliby gotowi
wszyscy. Nie dziwi to ani nie oburza; zaś sankcję daje temu zasada pluralizmu
opinii. Wielość poglądów i zasada, która ją dopuszcza najzupełniej słusznie, bez
wątpienia podnosić mogą poziom dialogu politycznego i politycznej narracji. O
ich ograniczeniu mowy być nie może, zwłaszcza gdy poglądów samych w istocie nie
jest za wiele, a ich poziom nie jest wygórowany. Warunkiem jednak, bez
spełnienia którego o podniesieniu ich poziomu mowy nie ma, jest obecność pewnego
poglądu wspólnego wszystkim. Poglądu definiującego miarę, jaką poziom ten
mierzymy.
Stąd zaufanie dla miary realizmu, którą przykładamy odruchowo i dość zgodnie do
dialogu politycznego i politycznej narracji, jak też – jeszcze częściej – do
polityki samej.
Realizm a etyka
Uznanie, jakim realizm cieszy się jako miara wartości polityki, wynika z natury
postawy przybieranej przez człowieka Zachodu tradycyjnie, gdy chce on poznać
rzeczywistość. Jest to postawa właśnie realistyczna. Postawa więc oparta na
przekonaniu, że jest celem poznania wyłącznie prawda realiów poznawanych,
zawarta wyłącznie w nich samych i niezależna od procedur poznawczych. Stąd także
siła, jaką posiada zarzut braku realizmu, ilekroć stawiany jest polityce i
politykowi, oraz poglądom przedstawiającym polityczne diagnozy, prognozy i cele.
Nietrudno więc spostrzec, że realizm polityczny ujawnia się jako w swej istocie
wręcz cnota. I że, jako taki, zasługuje on na miano cnoty politycznej.
Tymczasem paradoksalnie realizm polityczny, okazując się polityczną cnotą, może
być zarazem terminem określającym postawę, co do której brak wątpliwości, że
przeczy ona właśnie temu, w czym cnotę upatrują antyk i chrześcijaństwo. Od
związku z cnotą tak widzianą odżegnuje się bowiem realizm polityczny pojęty
potocznie. Zdaniem wielu, to jego wpływ kształtować miałby dzieje Zachodu – od
nowożytności po nowoczesność. Jak wiadomo, optymiści w dziejach tych dostrzegają
proces postępu polityki, natomiast pesymiści – proces jej degradacji. Według
pierwszych, to właśnie dzięki emancypacji spod rygoru etyki adresowanej do
sumień indywidualnych polityka "coraz bardziej realistyczna" i dyktowana wolą
"coraz większej części społeczeństwa" mogła coraz efektywniej czynić zadość
"interesom realnym człowieka", nie zaś "oderwanym od życia abstrakcjom". Tak
pojęty realizm polityczny, negując etyczną podstawę stosunków międzynarodowych,
miał też państwom ułatwić skuteczną protekcję ich bezpieczeństwa. Zdaniem
drugich, to ta polityka odpowiadać ma za moralne i materialne kłopoty, jakie
trapią nowożytny i nowoczesny Zachód o wiele boleśniej – w porównaniu z epokami
wcześniejszymi. Na realizm tak właśnie pojęty miałaby też spadać
odpowiedzialność za wszystkie ujemne skutki podporządkowania stosunków
międzynarodowych równowadze sił wyłącznie materialnych.
Rzecz jednak w tym, że jest to realizm pojęty wyłącznie potocznie. Nadto – w
świetle jego pojęcia właściwego – realizm najzupełniej nierealistyczny. I – jako
taki – od rzeczywistości na tyle oderwany, by wypadało poświęcić chwilkę
przypomnieniu, na czym w istocie polega owa dobroczynna zasada poznania i
praktyki, którą jest realizm.
Harmonia realizmu
Zgodnie więc z zasadą realizmu – wszystkiego, co jest konkretne i jednostkowe
doznają zmysły, zaś rozum pojmuje to wszystko, co ogólne i powszechne. Zmysłom
tedy dostępny jest wygląd, w którym rozpoznajemy konkretnego i unikalnego Jana.
To natomiast, co w Janie pozwala nam dostrzec człowieka podobnego innym ludziom,
pochodzi wprawdzie od Jana i jemu podobnych, jednak pojmowalne jest wyłącznie
dla rozumu i – jako pojęcie człowieka – trwa jedynie w nim, w postaci myśli.
Zmysłom też w pierwszym rzędzie udostępniają się wszystkie Jana działania
zewnętrzne – jego zachowania, czyny i wypowiedzi. Jednak ich sens wewnętrzny –
zarówno założony lub deklarowany przez ich wykonawcę, jak też domniemywany przez
ich widzów – podobnie trwa jedynie w pojęciach, w których rozum uogólnia to, co
z sumy aktów podobnych pochodzi, a co myśl pojmuje jako doświadczenie. Z
wielości doświadczeń, jakie niesie życie, pochodzi wielość pojęć ujmujących
istotę każdego z doświadczanych w nich działań. To dzięki tym właśnie pojęciom –
trwającym znów w rozumie – odróżniamy jedne działania od drugich.
Jest tak, gdy odróżniamy działania, które Jan wykonuje jako imprezowicz, od
tych, które wykonuje jako pracownik czy obywatel, jak także gdy w doświadczanych
działaniach zbiorowych rozróżniamy te, które znamionują imprezkę, czy te, które
charakteryzują gospodarstwo narodowe, i też te, które właściwe są państwu.
Realizm postuluje równowagę szacunku dla tego, co doznawane indywidualnie, i
tego, co pojmowane ogólnie.
Realizm szanuje więc i człowieka w Janie, i Jana samego. Idealizm – uznawszy
zmysły za źródło jedynie błędu – szanuje człowieka wyłącznie w jego idei, samego
konkretnego Jana w pełni ignorując. Z kolei racjonalizm – szanując człowieka
wyłącznie w jego teorii – tyle toleruje Jana samego, ile ów Jan teorii tej
odpowiada. Empiryzm zaś, im większy szacunek okazać chce Janowi, tym bardziej go
– rzec by można – odczłowiecza. Inaczej mówiąc, gdy realizm ogólnie pozostawia
Janowi – na przykład – swobodę śmiechu, to racjonalizm mu podpowiada, z czego i
kiedy śmiać się on powinien, idealizm śmiać się mu każe, lub broni, bez względu
na zmysłowo doznawane okoliczności, sam śmiech natomiast jako rację bytu
przedstawi Janowi empiryzm.
Czytelnikowi, który zdołał i raczył wytrwać aż dotąd, autor okazuje swój podziw
i prosi o zrozumienie. Bez tego wywodu rosłaby bowiem nadmiernie groźba
protestów wspomnianych trzech stron – idealistycznej, racjonalistycznej i
empirystycznej – wobec podglądu, że za zwyczajnie nierealistyczną wypada uznać
politykę, jaką inspirują same zasady i cele "czysto idealne", "czysto
racjonalne" lub "czysto empiryczne". Pogląd zaś ten jest tutaj węzłowy.
W jego bowiem świetle o realizmie polityki nie decyduje to, że osiągany przez
nią cel zgadza się z jego ideą, czy że przytakuje mu rozum, lub że przemawia za
nim doświadczenie. Ani też nie decyduje o tym natura środków, jakimi ona
realizuje swój cel. To więc, czy środki te budzą uznanie swą stroną etyczną i
estetyczną, czy też swą racjonalnością lub pragmatyzmem. Doświadczenie nie
dowodzi, by jakikolwiek ideał i jakakolwiek racja teoretyczna kiedykolwiek
przesądziły o skuteczności polityki nimi normowanej, w zakresie czy to jej
celów, czy środków. Ideały, racje i same doświadczenie, nie stanowiąc czynników
decydujących, nie mierzą realizmu polityki. Bardziej istotne pod tym względem są
choćby następujące jej trzy czynniki wewnętrzne.
Jeden to integralność rozpoznania istoty jej kompetencji. Drugi stanowi
integralność rozpoznania przestrzeni, w jakiej jest ona kompetentna. Trzecim
jest integralność, z jaką ona zagospodarowuje swą przestrzeń i z jaką się swych
granic trzyma. Co jasne, integralność każdego z trzech czynników – a tym samym
realizm polityki, której one nadają rozpęd – zależy od tego, czy definiujący je
agregat zmysłów i rozumu pracuje integralnie. Doświadczeń zarówno zmiennej
historii, jak chyba ponadczasowych emocji ludzkich starcza, by cel państwa
uogólnić pojęciem sprzęgającym zwrotnie oba dobra podstawowe – to jest
sprawiedliwość i pokój. Stąd zaś zdają się wynikać wszystkie trzy mierniki
politycznej integralności, a zatem i kompetencji.
Stąd więc w samej istocie kompetencji politycznej leży rozstrzyganie sporów i
usuwanie krzywd, zgodnie z zasadą żądającą, by każdemu to zwracano, co jego (suum
cuique). W polityce zewnętrznej więc – by państwu oddawano to wszystko, co mu
przysługuje z zewnątrz. W wewnętrznej – by to, co każdemu z obojga należne,
oddawał obywatel państwu, a państwo obywatelowi. Jest więc istotą kompetencji
politycznej jej rola pokojowa i rozjemcza.
Stąd też kompetencji polityki poddana jest cała przestrzeń tych relacji, które
zachodzą w obrębie ogółu obywateli i instytucji znajdujących się pod
suwerennością państwa i które dotyczą bezpieczeństwa bytu ich samychy jako
podmiotów tychże relacji. Inaczej mówiąc, ma być polityka obecna tam, gdzie stan
którejś relacji godzi w podmiotowość choćby jednego z wielu podmiotów relacją tą
połączonych. Tam więc, gdzie krzywdę odnosi Jan, w relacji łączącej go z
instytucją taką, jak choćby samorząd lokalny, jak i tam, gdzie samorząd lokalny
zaznaje krzywdy od Jana.
Stąd wreszcie w granicach swej kompetencji utrzymuje się polityka, gdy
poprzestaje na inspirowaniu władzy ustawodawczej co do norm relacji konkretnych,
dyscyplinowaniu dozoru norm tychże przez władzę wykonawczą oraz gwarantowaniu
niezawisłości władzy sądowniczej – rozsądzającej spory, jakie w związku z
relacją każdą mogą zachodzić między jej podmiotami. Jest to polityka, która –
adresowana wyłącznie do jakości relacji samej – nie narusza autonomii jej
podmiotów. Która – na przykład – nie narzuca żadnych norm myśli Janowi czy
Konstantemu, a tylko inspiruje zasady normujące sposób, w jaki oni wymieniają
swe myśli publicznie.
Polityka pozorowana
Doświadczenie działań doznawanych w przestrzeni spraw państwa nie jest dziś w
naszej Rzeczypospolitej doświadczeniem działań zgodnych z pojęciem działania
politycznego. Wyraźnie przecież nie jest ono doświadczeniem działań
determinowanych przez dostatecznie integralne trzy wspomniane czynniki
kompetencyjne. Nie będąc więc doświadczeniem działań, które by w polskie życie
wprowadzały sprawiedliwość i pokój, stanowi – siłą rzeczy – doświadczenie
działań co najwyżej pozornie politycznych.
Nie doświadczamy bowiem działań zwracających państwu mir należny mu z zewnątrz,
jak i od obywateli. Ani działań, które zwracałyby obywatelowi należny mu od
państwa, realny udział we władzy publicznej. Nie doświadczamy też działań, jakie
by przed korupcją – tak duchową, jak i materialną – chroniły ogół norm
regulujących społeczne relacje. Doświadczamy natomiast wielu działań godzących w
autonomię i osobowość podmiotów tych samych degradowanych relacji. Niezależnie
od tego, czy podmiotami są tu konkretni Janowie, czy konkretne instytucje.
Myślimy o tych więc działaniach, których smutny ogół odbiera Janowi jego naturę
polityczną, usypiając w nim obywatela, a budząc klienta. Także o tych, które
naturę polityczną odbierają również państwu – z gwaranta pokoju i
sprawiedliwości czyniąc je dysponentem dóbr – duchowych czy materialnych. O tych
przeto działaniach, które formalnie przedstawiają się jako polityka, gdy realnie
– z powodu takiej to degradacji ich wszystkich podmiotów – w swej istocie
zbliżają się raczej do konsumpcji.
To, że się zbliżają, nie oznacza przecież, że dochodzą. W istocie bowiem – mimo
wszelkiego zaklinania rzeczywistości przez różnie redagowane, rozmaite "narracje
polityczne" dzisiejszych racjonalizmów, empiryzmów i idealizmów – komponowany
przez nie obraz polityki polskiej nie demonstruje bynajmniej realizacji
definiowanych przez nie celów. Mimo ostrości kontrastów, jakie nurty te dzielą,
ów brak realizacji – jaka by mogła wykarmić więcej niż tylko garstkę – skłania,
by ogół działań tych interpretować raczej jak zwykłą imprezkę. Tyle że imprezkę,
w jakiej imprezowicze obywają się bez konsumpcji i w jakiej jej organizatorzy
otrzymują mocno zawyżony zwrot kosztów, jaka zaś niszczy Rzeczpospolitą.
Prymat moralności
Realizm polityczny żąda uznania faktu, że – tak jak każde działanie – polityka
stanowi w pierwszym rzędzie skutek ludzkiej woli. Tym samym też skutek
świadomości moralnej oraz moralnego charakteru, jakie wolę tę determinują
zawsze. Toteż w pierwszym rzędzie realizm każdej polityki zależy od dwóch
czynników. Od siły, z jaką ją inaugurują i wiodą nakazy etyczne – determinujące
konkret jej celów i środków powagą tych najogólniejszych i najszerzej znanych
nakazów, które bez większego trudu rozpoznaje naturalna i uniwersalna władza
ludzkiego sumienia. Im więc słabsza to siła, tym łatwiej zamienia się polityka w
taką lub inną imprezkę. Czynnik drugi to stopień, w jakim polityka zdolna jest
utrzymywać się w swym standardzie etycznym – niezależnie od swoich zmiennych
celów i środków, jak i od wpływu specyfiki etycznej działań swych partnerów.
Doświadczenie dowodzi, że to od niego zależy, czy indywidualne i zbiorowe
podmioty polityki panują nad nią, czy ona nad nimi: imprezkę czyniąc tyranią,
zaś imprezowiczów – jej przedmiotami.
Doświadczane a znaczne zróżnicowanie specyfiki etycznej poszczególnych podmiotów
aktualnej polityki polskiej neutralizuje niewielką przewagę tych niewielu z
nich, jaką im dają ich świadectwa przywiązania do zasad wciąż wprawdzie
uznawanych przez ogół obywateli, jednak z oportunizmem rosnącym. Brak zaś tej
psychologicznej niejako przewagi pcha w próżnię całą siłę, jaką wyzwala
posłuszeństwo nakazom etyki. Takim jak nakaz honoru, by ujmować się za Ojczyzną,
jak nakaz zdrowego rozsądku, by aktami sprawiedliwości rzeczywistej czynić w
niej rzeczywisty pokój, czy jak w istocie nie mniej etyczny nakaz, by reformować
degradowane instytucje jej państwa. W powodowanym tym właśnie poszerzaniu się
owej etycznej próżni tkwi przyczyna zdumiewającej łatwości, z jaką – pod
przywłaszczoną firmą realizmu – spłycone slogany racjonalistyczne, idealistyczne
i empirystyczne autoryzują polityczną niekompetencję.
Toteż realizm rzetelnie polityczny wiedzie do wniosku dość paradoksalnego, w
swym znacznym pesymizmie. Oto bowiem odnieść można wrażenie, że przejawem
sporego niedostatku realizmu politycznego byłaby myśl o możliwości prowadzenia
polityki realistycznej w dzisiejszej Polsce.
Mimo jednak szkód, jakie okres komunizmu uczynił w charakterze swych ofiar, nie
można mówić, że Polakom w istocie brakuje dziś tej etycznej wrażliwości, bez
której polityczny realizm przestaje być możliwy. To manipulacja właśnie ich
wrażliwością etyczną, odstręczając od polityki, rekrutuje klientelę
pseudopolitycznych imprezek. Tym przecież, co rekrutację taką umożliwia, jest –
mówiąc najogólniej – dezintegracja zmysłowo-rozumowego agregatu poznawczego. To
ona odpowiada za kłopoty dobrze znane, jakie dziś ma ten agregat z rozróżnianiem
faktu i fikcji, a stąd i za łatwość, z jaką ludzka wola kieruje się ku fikcjom,
jakby były one faktami, a odwraca od faktów, jakby to one stanowiły fikcje.
Nietrudno związać te kłopoty ze zjawiskami uogólnionymi w pojęciach epoka obrazu
i ponowoczesność. Zjawiskami więc w istocie kulturowymi.
A jeżeli tak, to polityczny realizm zdaje się wskazywać, że – jak ujmuje to
Rafał Matyja – zagadnienie polityczne przedstawia się, dziś bardziej niż zawsze,
jako integralny wprawdzie, ale tylko fragment szerszego zagadnienia kulturowego.
I jeśli stan obecny polityki polskiej to stan nie post-polityki, ale w istocie
przed-polityki (o czym już była na tych łamach mowa), to analiza kulturowych
aspektów narracji politycznej i politycznego dialogu – prowadzona na bieżąco –
byłaby w jakimś stopniu analizą perspektywy odzyskania polityki i reanimacji
politycznego realizmu w Polsce.
Prof. Janusz Ekes
Autor jest profesorem Wydziału Studiów Politycznych WSB-NLU w Nowym Sączu,
kieruje Katedrą Historii i Teorii Państwa. Jest autorem książek, m.in.: "Polska
– przyczyny słabości i podstawy nadziei" (1994), "Natura – Wolność – Władza.
Studium z dziejów myśli politycznej Renesansu" (2001), "Trójpodział władzy i
zgoda wszystkich. Naczelne zasady "ustroju mieszanego" w staropolskiej refleksji
politycznej" (2001). Jego "Złota demokracja", wydana po raz pierwszy w roku
1987, miała drugie wydanie w roku ubiegłym.
