Przygotujmy serca na przyjście Pana

Święta już blisko. Trwają ostatnie przygotowania. Zmęczeni, z niepokojem
patrzymy, czy wszystko, co potrzebne, aby świętować, mamy przyszykowane.
Choinka, prezenty, świąteczne potrawy, wysłane życzenia… Czy jednak –
bombardowani dekoracjami świątecznymi w sklepach i na ulicach, zdenerwowani w
długich kolejkach do kas sklepowych – zastanawiamy się, po co to wszystko?

Życzymy sobie "wesołych świąt". I one takie będą – radosne i prawdziwe, ale pod
warunkiem, że Chrystus narodzi się w naszym sercu. Ich treść dotrze do nas
wtedy, gdy otworzymy się na działanie Boga i zaprosimy Go do siebie. Prorocy
adwentowi upominali nas, że aby przeżywać święta, nie wystarczy posprzątać w
domu i zrobić świąteczne zakupy. Trzeba też posprzątać w sercu. I to już ostatni
moment, by przystąpić do sakramentu pojednania i przygotować serce na przyjęcie
nowo narodzonego Pana. Bez tego pełne przeżycie świąt będzie niemożliwe.Boże
Narodzenie to czas weryfikacji autentyczności naszych wzajemnych relacji. Dla
niektórych święta te mogą być koszmarem, gdyż uświadamiają im, jak bardzo są
samotni. To dotyczy nie tylko osób starszych, zapomnianych przez najbliższych
bądź singli, którzy niczym meteoryt wędrują przez świat, w poszukiwaniu swego
miejsca i bratniej duszy. To dotyczy także osób żyjących w rodzinie, ale
nieczujących się dobrze wśród bliskich, wyizolowanych, emocjonalnie dalekich,
obcych. Święta Bożego Narodzenia stanowią dla nich ciężar, gdyż wtedy – bardziej
niż w pozostałe dni w roku – uświadamiają sobie brak miłości.
Niedawno słyszałem, jak pewien młody człowiek mówił: "Nienawidzę tych świąt. Są
pełne obłudy, kłamstwa, udawanych uśmiechów, pozornej dobroci. W naszej rodzinie
to najokropniejsze dni w roku".
Święta stanowią również okazję do weryfikacji naszego stosunku do Boga, do
wiary, do Kościoła. Stawiają poważne pytanie: czy naprawdę wierzysz? Niektórzy
próbują dać wymijającą odpowiedź, sprowadzając tajemnicę Bożego Narodzenia do
tradycji religijnej, swoistego folkloru. Dla nich te święta mają charakter
rodzinny, wypoczynkowy, relaksujący. Są swoistym rytuałem rodzinnym, który
sprawia przyjemność i daje okazję do obdarowywania się prezentami. Nie trzeba
być bardzo wierzącym, aby śpiewać kolędy i podziwiać szopki bożonarodzeniowe…
Świąt Bożego Narodzenia szczerze nienawidzą antyteiści bądź agnostycy i wiecznie
szukający potwierdzeń tezy, że religia katolicka jest zła. Dla nich mówienie o
Bogu, który stał się człowiekiem, aby podzielić nasz los i otworzyć nam Niebo,
jest absurdem. Od pewnego czasu jesteśmy świadkami ataków na Boże Narodzenie.
Gdzieś zabroniono dzieciom przygotowywania jasełek i śpiewania kolęd w szkole.
Gdzie indziej wydrukowano 3 mln kalendarzy poprawnych politycznie, w których
"zapomniano" zaznaczyć daty świąt chrześcijańskich. Komuś innemu przeszkadza
choinka i Święty Mikołaj jako symbole zbyt fundamentalistyczne. Jeszcze inni
zabraniają pisania "Merry Christmas", preferując "Happy Holidays". Dlaczego
święta Bożego Narodzenia rodzą złość? Dlaczego komuś zależy na zdławieniu
radości, którą wnoszą w nasze życie?
Na szczęście dla większości z nas święta Bożego Narodzenia są nadal ważne i
pomagają odszyfrować orędzie, jakie niosą. Usłyszałem też kogoś innego, kto
twierdził: "Boże Narodzenie jest cudowne. Wtedy czujemy się naprawdę sobie
bliscy…". I bynajmniej nie chodziło mu o prezenty, świąteczny stół, słodkie
"nicnierobienie". Klęcząc przy żłóbku, wiele osób doświadcza radości, którą daje
bliskość Chrystusa. Żłóbek uświadamia im, że są kochani przez Kogoś, kto umie
kochać bezinteresownie i bezgranicznie, szczerze i czysto. Betlejem uczy ich, że
na świecie nie są sami, a w mrokach i blaskach codzienności jest z nimi Ktoś,
komu na nich bardzo zależy. Każdy przeżywa te święta tak, jak umie.
By niczego ważnego z tych świąt nie stracić, trzeba się przygotować duchowo na
ich przeżywanie. Temu służy rachunek sumienia. Jeśli zaniedbaliśmy spowiedź
adwentową, przystąpmy do niej jak najszybciej. Byłoby nieporozumieniem
przeżywanie świąt Narodzin Chrystusa bez zrobienia Mu miejsca, przyjęcia Go i
obdarowania miłością. Dołączylibyśmy do mieszkańców Betlejem, którzy zamykali
drzwi przed brzemienną Maryją. Nie można ograniczyć tych świąt do "dni wolnych
od pracy"; trzeba wejść w ich religijny klimat poprzez uczestnictwo we Mszy
Świętej i sięgnięcie po Słowo Boże. By owocnie przeżyć te święta, musimy wejść w
siebie. Wtedy zewnętrzne dekoracje i piękno kolęd będą współbrzmiały prawdziwie.
 

ks. Zbigniew Sobolewski

drukuj