Przygotujcie drogę Panu

Ewangelia

Druga niedziela Adwentu

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: „Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”.


Mk 1, 1-8

Przygotujcie drogę Panu

„Jakiś czas temu rozmawiałem z księdzem, który został poproszony o kilkutygodniowe zastępstwo w polskiej parafii na Wileńszczyźnie. Mieszkający tu Polacy, przez lata rusyfikowani i prześladowani za polskość, często mieli już kłopoty ze zrozumieniem języka ojczystego. Żyjący na skraju różnych kultur, języków – 'tutejsi’, jak mówili o sobie, definiując w ten szczególny sposób swoją przynależność narodową – zebrali się na nabożeństwo.- Jak do was mówić? W jakim języku: po polsku, rosyjsku, litewsku? – zapytał mój znajomy. – Niech ksiądz mówi do nas 'po prostemu’ – odpowiedzieli…”.

Utkwiła mi mocno w pamięci ta szczególna kategoria językowa. Człowiek, kiedy znajdzie się na duchowych „kresach”, uwikłany w mozaikę pragnień i pożądań, gdy mu już zabraknie pomysłów na odczytanie pierwotnego obrazu rzeczywistości, musi powrócić do rzeczy najprostszych i najbardziej podstawowych – do postrzegania świata, mówienia, oceniania zasad jego funkcjonowania „po prostemu”. Do takiego życia, gdzie słowo znaczy to, co znaczy, prawda jest jedna, dobro – udzielające się wszystkim, miłość – czysta i piękna. Gdzie Miriam, Józef, Dziecię i aniołowie są prawdziwi, aniołowie niepartyjni, pasterze zwyczajnie po ludzku wystraszeni i zarazem zachwyceni tym, co zobaczyli. Gdzie wiara to nie nadęta tradycja, zbiór coraz mniej zrozumiałych obyczajów, ale dotknięcie i ukochanie Tajemnicy… Myślę, że prorok Izajasz, a za nim Jan Chrzciciel, wzywający nas dziś do prostowania dróg na przyjście Pana, to mieli właśnie na myśli. Tak naprawdę Boga nie jest trudno znaleźć – wystarczy rozejrzeć się wokół. Nasz problem polega na tym, że tak bardzo pogmatwaliśmy sobie rzeczywistość, poplątaliśmy ścieżki prawdy, iż nie potrafimy już prawidłowo nazwać nawet rzeczy, zjawisk, prawa, które widzimy. Wielosłowie staje się ciemnością, nadmiar – pustką, wiedza – złudzeniem. Samotność i zagubienie stają się jeszcze głębsze.

Każdy z nas tęskni za światem prostym, jednoznacznym, uporządkowanym. Takim, w którym wyjaśnienie rzeczy najtrudniejszych nie wymaga dreptania w miejscu. Ale na tęsknocie się kończy. Dzisiejsza Liturgia Słowa podpowiada sposób, w jaki się to może dokonać: poprzez wyjście na pustynię. Oczywiście nie chodzi o miejsce w sensie dosłownym, raczej o wewnętrzną, duchową przestrzeń, w której następuje uporządkowanie chaosu idei, sprzecznych dążeń. W ciszy, jaka się wtedy pojawia, zaczyna być słyszalny delikatny głos Jezusa. To jest możliwe, chociaż bardzo trudne. Pamiętam czas, gdy odszedł od nas Jan Paweł II. Zatrzymaliśmy się. Zamarliśmy z żalu, smutku i niepokoju. Spadła opończa maskująca ludzkie serca – w obliczu takiego odejścia, poprzedzającej je wielkiej katechezy o cierpieniu, nie dało się już udawać. Takie zachowanie byłoby sztuczne. Dziennikarze stali się prawdziwi – zostali zresztą za to później nagrodzeni. Szkoda tylko, że przemiana była tak krótkotrwała. Prawdę i wielkość pontyfikatu zarzucono banałem wadowickich kremówek i powtarzanym do znudzenia sentymentalnym portretem Papieża wymachującego laską w rytm piosenki – jakby chcąc celowo zagłuszyć twardy głos wielkiego Polaka, domagający się poszanowania życia i ludzkiej godności, stającego w obronie najbiedniejszych. Kiczowate pojednanie kibiców i deklaracje polityków szybko przykrył popiół rzeczywistości. Czego zabrakło? Odwagi. Ludzie zawstydzili się tego, że byli przez jakiś czas lepsi, że świat stał się prostszy! Powtórzył się błąd sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy to nie rozpoznano czasu nawiedzenia. Zasypano proroctwa o Bogu, który stał się Człowiekiem, teologicznymi wywodami i ludzkimi wizjami zbawienia, a gdy proste słowa Cieśli z Nazaretu zaczęły kruszyć ludzkie serca, ukrzyżowano Go. Zapomnieli tylko o jednym: Prawdy nie da się zabić.


Marcin Jasiński
drukuj