Przygody nawróconego, czyli ostatni krok rozumu

Vittorio Messori to człowiek, który dużo wie o grzechu i wszelkich odmianach zła. Dobrze sobie zdaje sprawę z tego, jak odrażająca jest maska uśmiechu, który małpuje Boga. Zna pułapki cynicznego świata, którego ambicją jest, by odebrać człowiekowi nadzieję. A zarazem wolny jest od gorszenia się i od pesymizmu. Spokój, jakim emanuje, to spokój dziecka, które jest ufne, ale nie naiwne. Dziecka, które wie, że ma za Ojca Boga, a za Matkę Kościół. Jego książka podsumowująca duchowe i intelektualne doświadczenia („Dlaczego wierzę. Życie jako dowód wiary” – wywiad z pisarzem przeprowadził Andrea Tornielli) jest nie tylko literackim pamiętnikiem przemiany duchowej w realiach burzliwej epoki (Sobór, rewolucja roku 1968, ekspansja liberalizmu), lecz traktatem filozoficznym rozpisanym na epizody reporterskich podróży po archipelagu kultury i historii chrześcijaństwa.

Vittorio Messori porwany blaskiem Miłości i Prawdy – jak wielu konwertytów, poczynając od Alfonsa Ratisbonne’a, kończąc na Andre Frossardzie, nawróconych w ciągu jednej olśniewającej chwili – postanawia skorzystać z aparatu poznawczego, w jaki wyposażyło go laickie liceum oraz wymagające dyscypliny intelektualnej studia, i zgłębiać przy jego pomocy to, co stało się darmo udzielonym darem. Poznawać chrześcijaństwo w sposób wolny, z pokorą, ale i z odwagą. Na kolanach i nie szczędząc wysiłku. Nie zrażając się miotanymi w jego stronę pociskami. Z pasją poszukiwacza drogocennych kruszców i bez wstępnych ograniczających założeń. Bez złudzeń, że osiągnie tu „sukces”, bo sposób ukazywania się Boga człowiekowi jest trudny. Bóg jednocześnie „ukrywa się” (Deus absconditus) i objawia się człowiekowi, pozostaje w światłocieniu. Język, w którym Bóg do nas przemawia, wymaga od nas przyswojenia go, inaczej możemy zafałszować komunikat, jaki pochodzi z Nieba.

Wędrówka ku chrześcijańskiej Atlantydzie

Kim był przed nawróceniem? Synem antyklerykalnych i agnostycznych rodziców. Uczniem prestiżowego liceum dla dzieci turyńskiej klasy średniej. Przemądrzałym studentem nauk politycznych, źle się prowadzącym, cierpiącym na rodzaj erotycznej obsesji, „indywidualistą o anarchistycznych skłonnościach”. Zamierzał związać się po studiach z partią laickiej lewicy i być dziennikarzem. Co robił po nawróceniu? Pragnął zbliżyć się do „postaci Nazarejczyka przy pomocy najbardziej odpowiadających (…) kategorii, czyli historii, archeologii, rozumu”. Postanowił pomagać innym w odkrywaniu piękna chrześcijaństwa. „Byłem świadomy, że nie chodziło o wybór, ale o pojęcie, odszyfrowanie planu, który Ktoś miał odnośnie do mojego życia”. Pierwszą swoją książkę zatytułował „Opinie o Jezusie”. Jakich używał narzędzi? Jednym z pierwszych odkryć nawróconego pisarza było spostrzeżenie, że „chrześcijański Bóg lubi zazwyczaj ukazywać swoją wolę nie za pośrednictwem bezpośrednich objawień, głośnych wizji, ale poprzez splot drobnych wydarzeń, błahych spraw, codziennych spotkań”. Jedną z takich okoliczności był fakt, że ojcem duchowym młodego Messoriego został jego dawny nauczyciel religii z liceum, jedyny znany mu osobiście przedstawiciel Kościoła, skromny zakonnik, którego wcześniej lekceważył i omijał. Natomiast jego „Wergiliuszowie”, intelektualni przewodnicy po świecie wiary, Blaise Pascal, Jean Guitton, Fran?ois Mauriac, „mieli w sobie niezaspokojoną apologetyczną pasję”. Posiadali, tak jak on sam, potrzebę przekonywania, tę samą, „która naciskała na mnie od wewnątrz: musiałem udowodnić wiarę, przekonać, że wiara nie jest naiwną pokusą dla kogoś, kto nie myśli, przeciwnie, właśnie refleksja może doprowadzić do otwarcia się na Tajemnicę Jezusa”. Te doświadczenia pozwoliły mu sformułować tezę o tym, że Pan Bóg nie lubi wykluczać. Lubi łączyć rzeczy pozornie ze sobą sprzeczne. Chcąc zabrać się za coś, co wcześniej było dla niego niewyobrażalne, Messori musiał jednak wcześniej poznać metody i sekrety.

Dotknięcie Tajemnicy

W nawróceniu pisarza odegrało ogromną rolę znalezione cudem w ateistycznym domu trzytomowe wydanie „Myśli” Pascala. Po przeżyciu „nocy Ognia” przy lekturze Pascala towarzyszyły mu, oprócz ogromnych emocji, fizyczne dreszcze. Pisarz zdał sobie sprawę z tego, że został w jakiś niepojęty sposób wcześniej przygotowany na tę chwilę. „Słowa Pascala były jak sonda, która dotarłszy do podziemnych żył, spowodowała, że wytrysnęły z nich nieznane geologom pokłady ropy (…). To, co przeczytałem, było szokujące, ale – co najważniejsze – nie wydawało mi się 'nowe'”. Pisarz nie uważał siebie bynajmniej za geniusza czy kogokolwiek, kto mógłby równać swoje możliwości intelektualne z uzdolnieniami Pascala. Rozwiązanie zagadki leżało w tym, że zarówno młody Messori, jak i Pascal przybywali z tego samego miejsca. Obaj znajdowali się wcześniej po stronie niewiary, posiadając chłonne, otwarte i wyćwiczone w myśleniu umysły.

Jedna z pierwszych myśli Pascala, która uderzyła młodego Messoriego, brzmiała: „Sprawy religijne są jednocześnie prawdziwe i fałszywe, ponieważ wszystko zależy od punktu widzenia, w którym znajdujemy się, ażeby na nie patrzeć”. Słowa te w innych warunkach zapewne pozostałyby bez wrażenia, stały się jednak tamtej nocy „iskrą w składzie amunicji, błyskiem dostarczającym metody potrzebnej do pojęcia prawdziwości chrześcijaństwa, które aż do tamtego momentu wydawało mi się czymś nie do zaakceptowania. I miałem rację: nie mogło mi się ono jawić inaczej z perspektywy, z której go rozpatrywałem. Wystarczyło jednak się obrócić…”.

I tu dochodzimy do kluczowego momentu odkrycia Messoriego podczas „nocy Ognia”. Z owego innego punku widzenia, w jakim się znalazł, dostrzegł, że etyka katolicka – wcześniej postrzegana przez niego jako „odpychająca i nieludzka” – okazała się „pełna głębokiej mądrości i najwyższej doskonałości”. Moralność katolicka jawiła się dotąd „jako ucieczka przed wszystkim tym, co ci ona zabiera”, teraz dostrzegł „jak dużo daje ci w zamian”. Bóg „z jednego punktu widzenia albo nie istnieje, ponieważ milczy, albo też jeśli istnieje – jest sadystą (gorszenie się niezawinionym cierpieniem). Z drugiej jednak strony pozostawia On znaki Swojej obecności w nas i poza nami, a ponadto jest bliski, przewidujący, sprawiedliwy”. Pan Jezus – „Wędrowny żydowski prorok, o którym mało wiemy, mroczne przeznaczenie z zakończeniem godnym niewolników; ale gdy zmienimy perspektywę – świetlisty, wspaniały, o niewyczerpanej głębi i wartości”.

W podobny sposób spojrzeć można na Kościół. I na całą rzeczywistość. „Wszystko jest dwuznaczne, ambiwalentne, wszystko ma podwójne oblicze. Nie do zaakceptowania lub do przyjęcia, godne znienawidzenia i pokochania (co więcej, prawdziwe lub fałszywe) – w zależności od tego, gdzie się stanie, ażeby zastanowić się nad tym wszystkim”.

Messori z tej prawidłowości, którą odkrył poprzez dramatyczne w swoim przebiegu osobiste doświadczenie, wyciąga ważny wniosek. Chodzi „o nasze chrześcijańskie układy z osobami niewierzącymi albo wyznawcami innych religii. Nie są źli, nikczemni, niedoinformowani, nie są ignorantami, nie pomylili się”, pisze ten późniejszy rozmówca Jana Pawła II („Przekroczyć próg nadziei”) i ks. kard. Josepha Ratzingera („Raport o stanie wiary”). „Zazwyczaj działają w dobrej wierze; co więcej, zazwyczaj mają rację, ponieważ z pozycji, w której się znajdują, nie mogą widzieć nic innego”. Stąd zadanie wierzących – bycie narzędziem, „współpraca z Łaską – do której należy inicjatywa i bez której nie możemy przekonać nikogo – ażeby się 'nawrócili’ (…), czyli „’obrócili się dokoła’. I odkryli, jak naprawdę wszystko wygląda”.

Wierzę w Kościół

Ci, którzy oczekiwaliby, że Vittorio Messori przy całej oryginalności i świeżości swoich odkryć związanych z obszarem współistnienia wiary i rozumu okaże się kontestatorem Kościoła, jak wielu intelektualnych nomadów podążających swoimi szlakami ku dziedzinie ducha, srodze się zawiodą. Pisarz wyznaje, że przynależność do Kościoła nie jest dla niego ciężarem, lecz zaszczytem. Wdzięczność i zaufanie wobec Kościoła dane mu były zresztą już w momencie nawrócenia. Poznawanie Kościoła stało się jego kolejną fascynującą przygodą. Jest szczęśliwy, że może należeć do Ludu Bożego, który jest „własnością nie naszą, ale Jego”. Podkreśla, że nigdy nie szukał chrześcijaństwa „samoobsługowego”, lecz „całokształtu prawdziwej katolickiej Tradycji, której najwyższym gwarantem jest papież i kolegium pozostających z nim w jedności biskupów”. Historia Kościoła jest dla niego jednym z dowodów na prawdziwość Objawienia. Odważnie burzy szereg mitów, czarnych legend narosłych wokół historii Kościoła przez mrówczą działalność przeciwników wiary. Jednym z nich jest mit okrutnej inkwizycji. Przypomina, że „Inkwizycja, w czasach, gdy dla ludzi bardziej liczyło się zbawienie duszy niż zdrowie ciała”, była „odpowiednikiem naszego Ministerstwa Zdrowia; czuwała nad tym, aby pożywienie dla duszy nie było skażone. Prowadzone przez nią 'procesy’ miały walor 'leczniczy'”.

Wyrazem zaufania Messoriego wobec Kościoła jest fakt, że sam zawsze prosił o imprimatur dla swoich książek. Co nie znaczy, że jest bezkrytyczny wobec przejawów pogubienia, małoduszności czy koniunkturalizmu niektórych jego przedstawicieli. O współczesnej architekturze sakralnej mówi bez wahania: „paskudztwa”. O mało budujących dokonaniach pewnej części biblistyki, że demonstrują kompleks niższości wobec protestantów, takich jak Rudolf Bultmann, i powielają schematy odrzucenia nauki na rzecz arbitralnych tandetnych teorii. Jest krytykiem upodobnienia się duchownych w stylu życia i ubiorze do świeckich. Ubolewa, że w jego ojczyźnie nastał „czas księży przebranych za robotników, kloszardów, turystów, jeśli nie za playboyów”.

Jeszcze jeden dowód

Siłą jego pisarstwa jest to, że Messori nie posuwa się utartymi szlakami, że wysnuwa właściwe wnioski z faktu, że skoro Pan Bóg wyciągnął go za włosy ze stanu pełnej zadowolenia nieświadomości (bolało mocno), to należy Mu się zaufanie. Podążanie drogami, których nie sposób przewidzieć, nie sposób wytyczyć zawczasu na mapie, które wydają się niemożliwe. Nie sposób nawet przeczuć, że istnieją. Bóg lepiej zna drogę.

Messori nie powiedział tego wprost w wywiadzie z Torniellim, ale czytelnicy dostrzegą, że ta książka także jest dowodem w sprawie prawdziwości chrześcijańskiej wiary. Nie sposób porównać ją z jakąkolwiek inną. Pan Bóg na trudne czasy daje pisarza wielkiej odwagi odrzucającego pęta nowoczesnych doktryn, niepoddającego się żadnej z mód. Widzącego bardzo jasno, jaki jest świat i jego zagrożenia. Zakochanego w Bogu, ale nie zaślepionego sentymentalnym uczuciem. Do bólu uczciwego reportera Boga.


Ewa Polak-Pałkiewicz

Książka „Dlaczego wierzę. Życie jako dowód wiary” Vittorio Messori w rozmowie z Andreą Torniellim dostępna jest w księgarniach „Naszego Dziennika”:

– w Warszawie, al. Solidarności 83/89, 00-144 Warszawa, tel. (22) 850 60 20;

– w Krakowie, ul. Starowiślna 49,

31-038 Kraków, tel./fax (12) 431 02 45,

e-mail: [email protected]
drukuj