Przyczółek niezależnej gospodarki

Firmy uczestniczące w budowie gazoportu zapewniają, że obecny termin jego realizacji zostanie dotrzymany

Szum wokół budowy tzw. gazoportu w Świnoujściu, który ma zapewnić Polsce niezależne dostawy gazu ziemnego, powstały po ostatnim kryzysie gazowym z początku roku mógł u wielu osób wywołać wrażenie, że ta inwestycja jest wręcz zagrożona. Wrażenie to potęgowały wcześniejsze zastrzeżenia wysuwane wobec tego projektu przez obecny rząd. Najwidoczniej jednak lekcja dana przez naszego wschodniego sąsiada była wystarczająco mocna, by przekonać Donalda Tuska i wicepremiera Waldemara Pawlaka, że inwestycja jest ważna dla kraju, tym bardziej że nie możemy w tej sprawie polegać na Unii Europejskiej. Wygląda więc na to, że najgorsze, co nas spotka, to przesunięcie w oddaniu terminalu do użytku.

Terminal LNG to nasza największa nadzieja na uniezależnienie od dostaw rosyjskiego gazu. W pierwszym etapie moglibyśmy dzięki niemu odbierać 2,5 mld m sześc. gazu rocznie, a ostatecznie – nawet 7,5 mld, czyli ponad połowę naszego obecnego zużycia. Po kolejnej kłótni gazowej, w tym roku między Rosją i Ukrainą, nawet początkowo sceptyczny wobec projektu terminalu obecny rząd pogania w ostatnich tygodniach firmy uczestniczące w projekcie do jak najszybszej budowy terminalu. Problem w tym, że – jak na złość – jego powstanie znów przesuwa się w czasie. Gdy rząd PiS w 2006 r. podejmował decyzję o jego budowie, zakładał, że inwestycja zostanie zakończona w 2011 roku. Dziś wiadomo już, że jest to nierealne. Do tego czasu przerwy w dostawach błękitnego paliwa łagodzić mają rozbudowywane podziemne magazyny gazu oraz interkonektory, czyli połączenia międzysystemowe.

Jednak magazyny nawet po rozbudowie (w pierwszym etapie, w ciągu 2-3 lat, do ok. 2 mld m sześc.) wystarczą nam na pokrycie zużycia gazu na mniej więcej 2 miesiące. Dlatego eksperci podkreślają, że to przede wszystkim terminal LNG daje szansę na rzeczywiste uniezależnienie od Rosjan. – Terminal od 34 lat jest absolutną koniecznością, to jest zawór bezpieczeństwa. Bez niego Rosjanie mogą nam urządzić taki cyrk, że nie chciałbym być w skórze mieszkańców Polski za 10 lat – podkreśla Witold Michałowski, ekspert w dziedzinie energetyki i rurociągów przesyłowych.

Dodatkowego argumentu dostarcza niemrawa i niekonsekwentna polityka energetyczna Unii Europejskiej. Coraz bardziej ulega ona wpływom rosyjskim, stawiając na zwiększanie zakupów gazu właśnie od tego eksportera. Dzięki lobbingowi Niemiec Komisja Europejska popiera nie tylko omijający Polskę gazociąg Nord Stream (ang. Północny Strumień), ale także projekt South Stream (Południowy Strumień), który ma dostarczać surowiec przez Morze Czarne, Bułgarię i Węgry do Austrii. W ten sposób Rosja będzie mogła wziąć Unię „w dwie rury”. Obydwie omijają Polskę i kraje Europy Wschodniej… Alternatywą dla rurociągu South Stream jest europejski projekt Nabucco, który popierają Węgry, kraje bałkańskie, a zainteresowane jest nim także Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Jednak na zakończonym właśnie szczycie Unii Europejskiej w Brukseli nie uzgodniono wpisania na listę priorytetowych projektów UE, konkretnie gazociągu Nabucco mającego kosztować 8 mld euro. Zamiast tego mowa jest o budowie południowego korytarza transportowego. Polscy politycy uważają, że chodzi właśnie o Nabucco, ale czy ktoś może dać gwarancję, że po pewnym czasie Niemcy, a za nimi KE nie powiedzą, że chodzi o Południowy Strumień?

Dlatego terminal LNG w Świnoujściu to jeden z najlepszych sposobów na niezależne od Rosji dostawy gazu, tym bardziej że niezależny także od nastrojów panujących w Unii. Jeśli nawet w końcu zdecyduje się ona na zainwestowanie w rurociąg Nabucco i jeśli on powstanie, to zapewne i tak później niż terminal w Świnoujściu.


Poślizg, czyli kiedy?


Z czego wynika dotychczasowe opóźnienie w realizacji projektu? Okazuje się, że nie tylko z powodu opóźnienia przez projektanta terminalu LNG, kanadyjską firmę SNC Lavalin terminu oddania pełnej dokumentacji projektowej. Termin ten minął w październiku ubiegłego roku. „Opóźnienia w przygotowaniu projektu wynikały z prac optymalizujących projekt – wprowadzono nowoczesne rozwiązania projektowe dotyczące systemu regazyfikacyjnego ORV (regazyfikatory ogrzewane wodą morską)” – wyjaśnia biuro prasowe Polskie LNG Sp z o.o., odpowiedzialne za budowę terminalu. Zapewnia też, że „wykonanie zasadniczej części projektu technicznego (części lądowej) planowane jest na kwiecień br.”, a opóźnienia nie wpłyną na planowany termin ukończenia budowy terminalu, co ma nastąpić w 2013 lub 2014 roku. Termin ten podtrzymuje także spółka Gaz-System, koordynująca całą inwestycję i odpowiedzialna za połączenia terminalu z systemem dystrybucji gazu.

Opóźnienie w realizacji inwestycji mogły też spowodować wyśrubowane wymogi ochrony środowiska wynikające z tego, że terminal powstanie na obszarze objętym programem Natura 2000. Dlatego powstały obawy, czy ten program nie pokrzyżuje drugiego już dużego i ważnego dla Polski projektu, po wstrzymaniu budowy obwodnicy Augustowa. Na szczęście urzędy odpowiedzialne za wydanie decyzji zaaprobowały raporty o oddziaływaniu na środowisko i wydały już tzw. decyzje środowiskowe, dla części morskiej i lądowej terminalu LNG, uznając, że inwestycja nie będzie miała negatywnego wpływu na funkcjonowanie obszarów Natura 2000.

Kolejny element całej inwestycji – stanowiska statkowe – realizuje Zarząd Portów Morskich Świnoujście-Szczecin. Jak informuje biuro prasowe zarządu, obecnie regionalny dyrektor ochrony środowiska w Szczecinie „przystąpił do przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko przedsięwzięcia pod nazwą: „Budowa nabrzeża w porcie zewnętrznym w Świnoujściu realizowanego na obszarach morskich”.

Na decyzję środowiskową czeka także Urząd Morski w Szczecinie, realizujący kolejny ważny element całej inwestycji, czyli falochron osłonowy. – Wniosek o wydanie decyzji środowiskowej złożyliśmy pod koniec stycznia. Czekamy teraz na decyzję – mówi dyrektor UM Andrzej Borowiec. Urząd Morski czeka też na oddanie dokumentacji projektowej opracowywanej przez firmę Projmors. – Projekt jest mocno zaawansowany, wymaga jednak pewnych korekt. Myślę, że gotowy projekt wraz z pozwoleniem na budowę będzie w lipcu – dodaje dyrektor. – Chcemy w tym roku przeprowadzić przetarg i podpisać umowę z wykonawcą – zapewnia. Podkreśla jednocześnie, że prace nad falochronem powinny być bez problemu ukończone do 2012 roku.


Skąd dostawy?


Kolejna kwestia, przynajmniej według niektórych ekspertów, blokująca inwestycję to zapewnienie dostaw do terminalu. PGNiG odpowiadające za tę sprawę tłumaczy jednak, że rozmowy objęte są klauzurą tajności i nie może ujawniać ich szczegółów.

– Rozmowy trwają i są zaawansowane – odpowiada dyplomatycznie dyrektor ds. wydobycia Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Stanisław Radecki, nie chcąc ujawniać więcej szczegółów. Dodaje, że na rynku gazu jest pod dostatkiem. Zaś rzecznik firmy Joanna Zakrzewska mówi wprost, że dopóki nie zostanie rozpoczęta budowa terminalu, żaden kontrahent nie podpisze umowy w sprawie dostaw. W ten sposób wracamy do punktu wyjścia, czyli przygotowań do budowy. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że praktycznie pewnym dostawcą LNG jest Katar, pierwszy co do wielkości na świecie eksporter gazu skroplonego i trzeci pod względem sprzedaży gazu w ogóle.

Możliwe są też dostawy z Algierii, gdzie PGNiG prowadzi poszukiwania złóż gazu. Firma już rozmawiała o dostawach z przedstawicielami sektora energetycznego tego kraju. Wiadomo także, że ogromne możliwości produkcji LNG ma Iran, który posiada wiele udokumentowanych, ale nieeksploatowanych złóż. Sam nie ma możliwości zagospodarowania niezwykle bogatych zasobów, a z powodu sankcji międzynarodowych współpracy na dużą skalę nie mogą prowadzić z nim ani firmy polskie, ani zachodnie. Niektórzy eksperci mówią wprost: jeśli my tam nie wejdziemy, wkrótce pojawią się tam firmy z Rosji i Chin. Dyrektor Radecki wyraża nadzieję, że do 2013, 2014 r. być może będzie bardziej stabilna sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej. Ale nawet jeśli sytuacja nie ustabilizuje się, także inne kraje regionu oraz basenu Morza Śródziemnego dysponują możliwościami sprzedaży skroplonego gazu. – Ponadto pojawiają się nowe możliwości dostaw z Ameryki Południowej czy nawet z Indonezji – dodaje.

W tej sytuacji najbardziej przewidywalne powody opóźnień mogą wynikać jedynie z biurokratycznych procedur, zwłaszcza przy organizowaniu przetargów, lub w trakcie budowy, czego często w Polsce doświadczamy.

Opóźnieniu z powodów biurokratycznych zapobiec ma specustawa rządowa, której projekt zatwierdził 16 marca rząd Donalda Tuska. Ma ona wejść w życie 12 maja br. Upraszcza wiele procedur wymaganych obecnym prawem, w tym procedury przetargowe oraz dotyczące wywłaszczenia gruntów pod budowę terminalu. Natomiast o samą fazę budowy infrastruktury składającej się na port zewnętrzny i terminal LNG zainteresowane podmioty martwią się najmniej, tym bardziej że w porównaniu z fazą przygotowań trwa najkrócej – w większości elementów inwestycji około roku.

Problemu jak na razie nie stanowią też fundusze. Budowę falochronu osłonowego jeszcze rząd PiS wpisał na listę projektów wieloletnich, na których realizację zarezerwowano fundusze w budżecie. Na budowę terminalu Gaz-System miał zarezerwowane środki, przede wszystkim własne. Po szczycie w Brukseli pojawiła się ponadto możliwość wsparcia budowy terminalu kwotą 80 mln euro z funduszy unijnych. Firma oświadczyła, że rozważy tę propozycję.


Efekt rozliczą wyborcy


Z planowanego na początku terminu – 2011 rok – miałby szansę wywiązać się właściwie tylko Urząd Morski w Szczecinie. Jednak, jak mówi jego dyrektor, przyspieszanie ich nie ma sensu, w sytuacji gdy terminal LNG powstanie nie wcześniej niż 2 lata później. – Ponadto byłoby to bardzo trudne, po drugie kosztowne, po trzecie ograniczyłoby wybór wykonawców do kilku największych firm na świecie – wylicza Borowiec.

W tej sytuacji pozostaje nam pilnie obserwować postępy w realizacji inwestycji, która niewątpliwie jest dużym wyzwaniem finansowym, organizacyjnym i logistycznym dla państwa i polskich firm, tym bardziej że w jej wykonanie zaangażowanych jest aż 5 podmiotów, które współpracują z kilkudziesięcioma firmami i urzędami, na czele z centralnymi.

Na szczęście te ostatnie, zwłaszcza rząd, traktują sprawę gazoportu jako punkt honoru wobec wyborców. Dopóki więc będziemy trzymać władze za słowo, możemy liczyć na to, że następnym terminem będzie już realizacja inwestycji. Taki „doping” może tym bardziej okazać się skuteczny, że po drodze będą jeszcze wybory parlamentarne, a większość partii chciałaby się pochwalić takim sukcesem, jak otwarcie strategicznej dla bezpieczeństwa kraju inwestycji…


Mariusz Bober
drukuj