Przy stoliku brydżowym

Pan prof. Marek Safjan, ustępujący po 9-letniej kadencji przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, powiedział właśnie w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że operowanie schematem, iż polskiej gospodarce szkodzą głównie patologie na styku polityki, biznesu i służb specjalnych, jest „niebezpieczne i upraszczające ocenę rzeczywistości”.
Czyżby więc stolik brydżowy – szczególny rodzaj „układu” utrzymujący się pomiędzy częścią polityków, wielkim biznesem, tajnymi służbami i przestępcami pan premier Jarosław Kaczyński wymyślił dla niegrzecznych dzieci? Wszystko być może. „Łatwo jest wskazać, gdzie jest wróg, znacznie trudniej naprawiać państwo. Szafa Lesiaka okazuje się znacznie ważniejsza od służby zdrowia” – powiedział z dezaprobatą odchodzący prezes Trybunału o „oszołomach” z Prawa i Sprawiedliwości, co specjalnie nie dziwi, jako że trzyma się jak najbardziej linii Trybunału Konstytucyjnego – bastionu obrony III RP. To przecież Trybunał Konstytucyjny w 1993 r. uchylił się od oceny zgodności z Konstytucją RP głośnej instrukcji UOP zezwalającej na inwigilację prawicowych ugrupowań, co po latach dało asumpt panu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu do „bezprzykładnego ataku” na Trybunał: „Pamiętam tamto tchórzostwo, tamten obrzydliwy oportunizm”.
Szafa Lesiaka w demokratycznym państwie prawa nie stanowi zatem ponad wszelką wątpliwość problemu, w odróżnieniu, dajmy na to, od znowelizowanej ordynacji wyborczej do samorządów. Czyżby zatem wygrana bloku PiS – Samoobrona – LPR mogła zagrozić demokracji? Widocznie tak, inaczej po tym, jak we wrześniu posłowie opozycji z PO, SLD i PSL złożyli wniosek do TK o rozpatrzenie, czy nowa ordynacja wyborcza do samorządów jest niekonstytucyjna, Trybunał nie wyznaczyłby rozprawy już na 3 listopada, tak by sędziowie mogli podjąć decyzję jeszcze w starym składzie.
Według klubów opozycyjnych, nowe przepisy łamią zasadę równego traktowania wszystkich głosów i są niezgodne z konstytucyjną zasadą decentralizacji, gdyż sprzyjają większym komitetom. W myśl przyjętych rozwiązań, wynik komitetu, który w wyborach samorządowych nie przekroczył 5-procentowego progu wyborczego, zostanie wliczony do wyniku grupy, w skład której ten komitet wchodził. Opozycja nie zwróciła uwagi, że dzięki temu nie będzie zmarnowanych głosów, ale mniejsza już z tym, ponieważ i tak – jak wiadomo – gdy nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, o co chodzi. – Władza lokalna to łakomy kąsek – powiedział na okoliczność tych wyborów pan prezydent Lech Wałęsa, i miał tym razem po stokroć rację. Kadencja nowych władz samorządowych przypada akurat w czasie, gdy z budżetu UE popłyną do Polski na lata 2007-2013 ładne pieniądze, a samorządy wojewódzkie będą je rozdzielać. Na tym tle zupełnie zrozumiałe wydaje się oburzenie opozycji z powodu „niekonstytucyjnego” blokowania list jako wzmacniającego pozycję Prawa i Sprawiedliwości w samorządach. Punkt widzenia określa miejsce siedzenia i gdyby PO była na miejscu PiS, blokowanie list mogłoby okazać się zgodne z Konstytucją RP i wcale nie musiałoby oznaczać nierównego traktowania wszystkich głosów. Po wyborach przeliczanie głosów oddanych na daną listę na mandaty odbywa się metodą d”Hondta, premiującą duże ugrupowania, co oznacza, że to jednak PiS znajdzie się najbliżej miliardów euro do podziału.
Toteż nic dziwnego, że Trybunał zajął się zgodnością ordynacji samorządowej z Konstytucją RP. „Jesteśmy ludźmi, którzy bardzo trzeźwo patrzą na rzeczywistość” – powiedział pan Marek Safjan o Trybunale. „Nie zgadzam się natomiast na to, by wmawiano nam przynależność do owego mitycznego „układu” i podejmowanie decyzji zgodnych z prywatnym czy grupowym interesem” – oświadczył, wyprzedzając kolejny „bezprzykładny atak” na Trybunał Konstytucyjny, odkąd wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość, a pan prof. Lech Kaczyński prezydenturę.
W ramach „trzeźwego patrzenia na rzeczywistość” Trybunał zapisał się już nie raz jako hamulcowy IV RP, jak np. wtedy, gdy sędziowie TK uznali za niekonstytucyjny przepis, na mocy którego prezydent Lech Kaczyński powołał przewodniczącą KRRiT, czy swoją decyzją uniemożliwili przedłużanie koncesji na przystępnych warunkach nadawcom społecznym, takim jak np. Radio Maryja i Telewizja Trwam. Także wtedy, gdy bronili dochodów adwokatów, albo wówczas, gdy zaraz po wygranych przez Lecha Kaczyńskiego wyborach orzekli niezgodność z Konstytucją przepisów, na podstawie których IPN przyznaje status osoby pokrzywdzonej, dający możliwość dostępu do materiałów zgromadzonych na jej temat. W efekcie dostęp do archiwów IPN uzyskali wszyscy, w tym dawni funkcjonariusze i agenci peerelowskiej bezpieki, i z lustracji zrobiła się farsa jeszcze bardziej ponura niż wcześniej.
Pan profesor Marek Safjan nie zgadza się z przypisywaniem Trybunałowi Konstytucyjnemu przynależności do „mitycznego układu”. Oczywiście, włączenie się w bój o samorządy po stronie PO, SLD i PSL, gdy idzie o wysoką stawkę władzy realnej, nie malowanej, w terenie, i o miliardy euro wcale nie świadczy o staniu na straży interesów czegoś „mitycznego”.
Pan Marek Safjan – mimo że nawet Trybunał Konstytucyjny ostatecznie, bo chyba mądrość etapu tak podpowiadała, nie stwierdził wczoraj niezgodności nowej ordynacji do samorządów z ustawą zasadniczą – zgłosił i tak zdanie odrębne.

Julia M. Jaskólska
drukuj