Przełamać lewicowy paradygmat

Z prof. Mieczysławem Biskupskim, szefem Katedry Historii Polski i Polonii
w Central Connecticut State University w USA, rozmawia Mariusz Bober

W krajach zachodnich, zwłaszcza w USA, co pewien czas pojawiają się
publikacje przedstawiające Polskę i Polaków w złym świetle. Ich częstotliwość
wskazuje, że nie są przypadkowe. To wyraz nastawienia zachodnich elit do naszego
kraju?

– Nie postrzegam tego jako przejawu jakiegoś spisku, ale raczej jako skutek
zasadniczego braku zainteresowania Polską na Zachodzie. Większość tego, co
Polacy postrzegają jako atak ze strony np. USA, jest po prostu przejawem
obojętności. Polska tak naprawdę nigdy nie miała wielkiego znaczenia w polityce
USA. Nawet Woodrow Wilson, który był najlepiej nastawionym do Polski prezydentem
USA, w rzeczywistości nie rozumiał najbardziej żywotnych polskich interesów.

Dlaczego więc wiele zachodnich mediów używa wielokrotnie frazy o "polskich
obozach koncentracyjnych", ignorując protesty Polonii, jak też zdarzające się
interwencje polskich placówek dyplomatycznych?

– Sformułowanie "polskie obozy koncentracyjne" jest po prostu głupie. Używanie
go przez media jest, moim zdaniem, raczej wyrazem ignorancji dziennikarzy niż
przejawem jakiejś polityki czy złego nastawienia wobec Polski. Dziennikarze
zwykle nie znają polskiej historii, stąd opisując jakieś wydarzenia, popełniają
takie błędy.

Wykłada Pan historię na Uniwersytecie Connecticut. Co Pana studenci wiedzą o
Polsce?

– Niestety, problemem jest ogromna ignorancja na ten temat. Studenci nic nie
wiedzą ani o Polsce, ani ogólnie o naszej historii, a nawet nie mają wiedzy na
temat naszego udziału w II wojnie światowej. Tematem moich wykładów jest głównie
historia tego okresu oraz dzieje Polski. Bardzo się cieszę, że mogę uzupełniać
tę wiedzę, a jednocześnie przyczynić się do poprawy wizerunku Polski wśród
Amerykanów. Z drugiej strony bardzo mnie smuci, że ci młodzi ludzie nic nie
wiedzą o wydarzeniach, które także dla mnie są bardzo ważne.

W swoich publikacjach analizował Pan zjawisko propagowania niekorzystnych
stereotypów o Polakach w amerykańskiej kulturze, i to jeszcze w czasie II wojny
światowej. Z czego wynikało to negatywne nastawienie?

– Na postrzeganie Polski przez Amerykanów w okresie II wojny światowej miały
wpływ dwa istotne czynniki. Pierwszym jest fakt, że ówczesna polityka Stanów
Zjednoczonych była nastawiona na kreowanie pozytywnego wizerunku Związku
Sowieckiego, aby przedstawić ten kraj amerykańskiej opinii publicznej jako
wartościowego sojusznika USA. Waszyngton potrzebował wsparcia Moskwy [jako
sojusznika w walce z Niemcami – red.], Polski – niekoniecznie. W dodatku
mówienie o Polsce generalnie, a cóż dopiero – pozytywnie, narażało USA na
konfrontację z wrogo nastawionymi do Polski przywódcami sowieckimi. Takie było
też nastawienie Hollywood mimo nalegań władz federalnych. Skutek? Ignorowanie
Polski albo prezentowanie jej wizerunku w złym świetle. Drugim powodem jest to,
że wielu prominentnych hollywodzkich scenarzystów miało poglądy radykalnie
lewicowe. Byli źle nastawieni do Polski, która była dla nich bardzo "reakcyjna",
antysowiecka i – co najbardziej drażniło – pokonała Sowietów w wojnie 1919-1921.
Niestety, nie było nikogo, kto mógłby wtedy bronić polskich interesów. Polski
rząd na uchodźstwie był zbyt słaby i biedny, amerykańska Polonia nie odgrywała w
polityce USA większej roli, nie było wpływowych Polaków w Hollywood. Zamiast
tego było tam wielu wpływowych Żydów, którzy uważali Polskę za kraj antysemicki.
Jako polscy emigranci często bowiem nie mieli dobrych wspomnień z II
Rzeczypospolitej.

Ale przecież to Polacy w większości ratowali Żydów podczas II wojny
światowej. Najwięcej naszych rodaków zostało uhonorowanych medalem Sprawiedliwy
wśród Narodów Świata…

– To jest bardzo znamienne. Dlatego sprawa, czy w Polsce istnieje antysemityzm,
jest kwestią raczej kontrowersyjną. Problem istniał w okresie międzywojennym,
częściowo także później. Ale nie można zarzucać całemu Narodowi, że jest
antysemicki. Niektórzy amerykańscy Żydzi, którzy wyemigrowali z Polski, mają złe
opinie o Polakach z powodu negatywnych – czasami – wspomnień z dzieciństwa.
Pozostałym Polska źle się kojarzy, ponieważ to tutaj miał miejsce żydowski
holokaust. Jednak jest to problem właściwie jednego pokolenia, problem, który
stopniowo się zmniejsza, ponieważ to pokolenie odchodzi.

Historia II wojny światowej to również ogromny wkład Polaków w pokonanie
hitlerowskich Niemiec. Dlaczego nasz udział jest mało znany właśnie wśród
sojuszniczych państw zachodnich?

– Rzeczywiście udział Polaków w II wojnie światowej jest niemal nieznany w
Stanach Zjednoczonych. To przede wszystkim sowiecka kampania oszczerstw
blokowała nagłaśnianie znaczenia polskiego heroizmu. Po prostu nie można było
poruszać żadnych tematów, które zmuszałyby Zachód do przedstawienia Moskwy w
złym świetle. Sowieci chcieli zdominować Polskę, więc docenienie polskich
wysiłków jasno pokazałoby, że ta dominacja jest tym bardziej nieuczciwa i
bezczelna. Dlatego bohaterska rola Polski została pominięta w zachodnich
relacjach.

Na Zachodzie pojawiały się także filmy i publikacje pokazujące np. wkład
Polski w walkę z nazizmem, czy później – z komunizmem. To nie zmieniło
nastawienia zachodniej opinii publicznej do Polski?

– Nie, ponieważ tych filmów i publikacji było za mało. Pewien sposób myślenia
ukształtowały już obrazy rodem z Hollywood, które zasadniczo dążyły do
marginalizowania roli Polski. Treści na ten temat zniknęły z ekranów, a jeśli
już się pojawiają, to zwykle po to, by przedstawić Polaków jako gruboskórnych i
komicznych. Ta tendencja zmienia się, ale niestety zbyt wolno.

Jak duże znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej na temat Polski na
Zachodzie miały filmy przedstawiające nas w złym świetle?

– Bardzo duże. Wciąż niewielu Amerykanów czyta książki, za to miliony oglądają
wielkie widowiska. Przeciętny Amerykanin ogląda przynajmniej jeden film
tygodniowo. Filmy były również głównym źródłem informowania amerykańskiej opinii
publicznej o II wojnie światowej.

Krzywdzące Polaków opinie pojawiają się także w publikacjach naukowych.
Dlaczego powielają je naukowcy powołani do odkrywania i upowszechniania prawdy?

– To dosyć skomplikowana sprawa. Powiedziałbym przede wszystkim, że pozycje
naukowe raczej pomijają Polskę. Europa Wschodnia jest ogólnie lekceważona w
sposób skandaliczny. Podczas gdy od pewnego czasu bada się historię Europy, by
lepiej poznać Wielką Brytanię, Francję i w nieco mniejszym stopniu Niemcy,
reszta jest spychana na margines. Ponadto jest znacznie więcej specjalistów od
spraw Rosji i Niemiec niż badaczy historii Polski. W efekcie pojawia się też
niewiele publikacji na temat Polaków i polskich spraw. Trudno tu winić
ekspertów, ponieważ poświęcone książki na ten temat sprzedają się raczej słabo.
To zaś znowu przekłada się na brak zainteresowania Wschodem, włącznie z Polską.

Filmy czy publikacje naukowców miały większy wpływ na kształtowanie
stereotypów o Polakach na Zachodzie?

– Przede wszystkim filmy. Tu jednak chciałbym zastrzec, że w moich badaniach
interesowałem się właściwie tylko filmami, które w jakiejś mierze dotyczyły
Polski, a przedstawiały historię II wojny światowej. Na przykład "In our time"
[prod. Warner Bros, 1944 r. – red.] jest niezwykle antypolskim filmem, którego
scenariusz napisali dwaj komuniści. Polska została przedstawiona w nim jako kraj
faszystowski. Zarzucono w nim polskiej arystokracji, że jest proniemiecka, co
było kuriozalne. To wręcz agresywny nonsens. Nie widziałem żadnego filmu,
wyprodukowanego w USA podczas wojny, pokazującego Polskę w dobrym świetle.
Natomiast po wojnie powstało kilka filmów prezentujących dość dobrze polski
wkład w walkę z Niemcami podczas II wojny światowej. Jednym z nich jest "O jeden
most za daleko". Ogólnie jednak Hollywood nie jest przychylne Polsce.

Nawet historia bohaterskiej walki "Solidarności" z komunizmem nie zmieniła na
korzyść wizerunku naszego kraju?

– Rzeczywiście, w ciągu ostatnich ponad 20 lat poprawił się wizerunek Polski na
Zachodzie dzięki polskiemu Papieżowi, "Solidarności" i jej udziałowi w obaleniu
komunizmu. Widać to zwłaszcza w porównaniu z sytuacją – powiedzmy – sprzed 40
lat. Jednak ta poprawa wizerunku Polski następuje bardzo powoli.

Kilka dobrych filmów, np. na temat polskich bohaterów podczas II wojny
światowej, rozpowszechnionych w wielu krajach świata, mogłoby również pomóc w
poprawie wizerunku naszego kraju?

– Oczywiście. Wpłynęłoby to zwłaszcza na osoby, które są raczej pozytywnie
nastawione do Polski. Myślę, że np. film o Bitwie Warszawskiej należałoby
pokazać mieszkańcom krajów zachodnich, zwłaszcza Amerykanom. Nie wiem jednak, do
jak wielu odbiorców te treści dotrą. I to jest właśnie problem. O to, by ważne
dla Polski treści miały jak największy odbiór, należy zadbać, i ktoś to powinien
robić. Sytuacja pod tym względem mogłaby się zmienić, choć nie mam złudzeń, że
da się to zrobić w krótkim czasie.

Ekranizacja jakich wątków polskiej historii mogłaby najbardziej zainteresować
zachodnich odbiorców?

– Najciekawsze byłoby przede wszystkim pokazanie odzyskania niepodległości przez
Polskę w 1918 r., czemu towarzyszyło wiele dramatycznych sytuacji. Interesujące
byłoby tu również przybliżenie takich postaci, jak Marszałek Józef Piłsudski
oraz Ignacy Jan Paderewski. Interesującym tematem byłaby również Bitwa
Warszawska 1920 r. oraz historia powstań śląskich. Są one tym bardziej ciekawe,
że kończą się zwycięstwami, a właśnie zwycięstwa "dobrze smakują", także widzom.
Dlatego dla Polski bardziej korzystne byłoby pokazywanie tych wydarzeń niż
naszej historii II wojny światowej, której finał nie był korzystny.

Na jakich zasadach powinna być więc prowadzona w Polsce polityka historyczna?
– Polityka historyczna musi przede wszystkim być podporządkowana prawdzie. Nie
może być propagandą. Polska historia mówi sama za siebie: jest pełna
bohaterstwa, ponieważ Polacy są Narodem bohaterskim. Oczywiście, zawsze można
znaleźć jakieś ciemne strony, ale one są w historii każdego kraju.

Jakie jest dziś znaczenie historii? W Polsce niektórzy uważają ją za
niepotrzebną, tymczasem m.in. w USA stanowi ważny element kształtowania postaw
obywatelskich?

– Oczywiście! Naród, który nie zna swojej przeszłości, nie ma przyszłości.
Znajomość historii jest konieczna do budowania nowoczesnego państwa. Bez niej
może przetrwać tylko pewna ludność na danym terytorium, ale nie naród.

Co dziś ma decydujące znaczenie w kształtowaniu wizerunku danego państwa?
– Filmy i przyzwyczajenie do obiegowych opinii. Polska nie zajmuje wiele miejsca
w amerykańskiej świadomości, ponieważ nie utrzymuje z USA znaczących relacji.
Nie jest głównym sojusznikiem Ameryki ani ważnym partnerem handlowym, jest
bardzo odległa i o wiele mniej znaczy dla twórców amerykańskiej polityki niż
Niemcy lub Rosja. Taka sytuacja utrzymuje się, niestety, od dawna. – Polska
chyba niewiele może zrobić, by radykalnie zmienić swój wizerunek. Myślę, że
należy przede wszystkim utrzymywać stabilny rząd, umacniać gospodarkę, prowadzić
politykę zagraniczną w mądry i przemyślany sposób oraz poprawić wzrost
demograficzny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj