Przegrali z wodą, teraz przegrywają z biurokracją
Kiedy kilka miesięcy temu tereny wielu polskich miast i wsi zalała powódź,
media informowały o tym na okrągło, a politycy koalicji rządzącej prześcigali
się w obietnicach pomocy. Z czasem nastała cisza, ludzie zostali sami, a
deklaracje wsparcia w dużej mierze rozpłynęły się w morzu obietnic.
Bogatynia to 22-tysięczne miasto, które chyba najbardziej ucierpiało na
skutek powodzi. W wyniku sierpniowego kataklizmu, kiedy wylała niewielka rzeka
Miedzianka, ucierpiało około czterystu budynków mieszkalnych, a ok. 1,1 tysiąca
rodzin zostało bez dachu nad głową. Mimo upływu czasu w Bogatyni ludziom wciąż
trudno powrócić do normalności. Wiele rodzin na pewno nie zamieszka w swych
domach w tym roku, a część z tych, których domy zostały zburzone, spędzi
nadchodzącą zimę u rodzin bądź w lokalach zastępczych. Kilka miesięcy po powodzi
nikt z mieszkańców nie znalazł się bez dachu nad głową. W samym mieście, gdzie
straty sięgają 230 milionów złotych, jednak niewiele udało się zrobić. Suma ta
nie obejmuje kosztów odbudowy koryta rzeki Miedzianki, co może wynieść ok. 150
milionów złotych. Rozpoczęła się odbudowa zburzonych 11 mostów i – jak
powiedział "Naszemu Dziennikowi" zastępca burmistrza Bogatyni Jerzy Stachyra –
prace powinny zakończyć się do grudnia br. Do tej pory miasto otrzymało łącznie
25 milionów złotych na odbudowę i na wypłatę zasiłków do 6 tysięcy złotych. –
Zrobimy wszystko, by do miasta powróciła normalność, ale ślady zniszczeń są
widoczne na każdym kroku i jeszcze długo będą – podkreślił Stachyra. W Bogatyni
naprawy wymaga szereg dróg, konieczna jest także odbudowa zniszczonych domów, a
to już praca nawet na kilka lat. Po szeregu monitów odszkodowania dotarły
wreszcie do mieszkańców. – Liczba złożonych wniosków była tak duża, że z
przyczyn obiektywnych nie dało się tego zrobić od ręki. Ponadto dwukrotnie
wnioski nasze były odrzucane przez służby wojewody dolnośląskiego – przypomina
Jerzy Stachyra, zastępca burmistrza Bogatyni. Dla Bogatyni ważna jest odbudowa
koryta rzeki Miedzianki. Jednak plan inwestycyjny zakłada realizację tego
przedsięwzięcia dopiero w latach 2013-2014. Miasto czeka też na wypłaty zasiłków
do stu tysięcy złotych, ale wcześniej konieczna jest ocena specjalistów. –
Trzeba będzie przeprowadzić ok. 250 ekspertyz budowlanych. Eksperci zostali już
wyłonieni na drodze przetargu. Problemem jest to, że zanim komisje skończą prace
i kiedy będziemy gotowi do przyjęcia tych środków, będzie już grudzień. Boimy
się trochę rozliczania tych zasiłków – uważa Stachyra.- Podkarpacie to jeden z
największych placów budowy w Polsce – powiedział premier Tusk, przebywając z
agitacją wyborczą w tym regionie. – Szkoda, że nie odwiedził terenów
popowodziowych, gdzie latem tak chętnie fotografował się na wałach – podsumowują
to krótko mieszkańcy Sandomierza i Tarnobrzega. W tarnobrzeskiej gminie Gorzyce,
dwukrotnie dotkniętej przez powódź, w kontenerach nadal mieszka ok. 30 rodzin, a
kilkadziesiąt kolejnych przebywa w ośrodku ewakuacyjnym. Wśród tych, którzy nie
zdążyli się odbudować, są i tacy, którzy wynajmują mieszkania lub pokoje. Wójt
Marian Grzegorzek podkreśla, że liczba mieszkających w kontenerach stale maleje,
a do końca tego roku samorząd będzie dopłacał do wynajmu mieszkań. Pod koniec
listopada 20 rodzin powodzian, którzy nie zdążyli z odbudową lub remontem
zalanych domów, trafi do nowo wybudowanego budynku socjalnego. W gminie Gorzyce
w wyniku powodzi woda zalała ok. 1,2 tys. gospodarstw, w przypadku 100 domów
nadzór budowlany wydał decyzje o rozbiórce. Prawdopodobnie w kontenerach
wynajętych przez samorząd zimę będą musieli spędzić także niektórzy mieszkańcy
Wilkowa na Lubelszczyźnie, którzy nie zdążyli się odbudować.
Rząd pomógł minimalnie
Woda zabrała im wszystko, a to, co mają, zawdzięczają pomocy innych ludzi,
także z miast z drugiego krańca Polski; np. mieszkańcy i władze Białegostoku
pomogły wyremontować zniszczony przez powódź budynek jednej ze szkół. Jak
powiedział nam burmistrz Sandomierza Jerzy Borowski, powodzianie nie mieli
większych kłopotów z uzyskaniem odszkodowań. – Pomoc nadeszła, ale zbyt późno i
cechowała ją biurokracja, co w wielu wypadkach spowolniło czas przystąpienia do
remontów, a w konsekwencji przedłużyło czas trwania robót – tłumaczy burmistrz
Sandomierza. W jego ocenie, skoro rząd daje pieniądze na odbudowę i modernizację
przerwanych wałów, to powinien także zadbać o pomoc w usunięciu z międzywala
wiślanego drzew, które tamują przepływ wody i powodują powódź. Tymczasem na
wycinkę nie zezwalają ekolodzy i specjaliści od ochrony środowiska. Zbigniew
Rusak, jeden z poszkodowanych w wyniku powodzi przedsiębiorców z Sandomierza i
inicjatorów pozwu zbiorowego przeciwko rządowi, uważa, że pomoc państwa
wprawdzie była, ale jej wysokość jest niewspółmierna do poniesionych strat dla
wszystkich powodzian. – Ostatnio uruchomiono w Sandomierzu kredyt dla firm w
wysokości 50 tys. zł, z możliwością umorzenia, w przypadku gdy ktoś był
ubezpieczony. Jest to jednak zbyt późno, pieniądze były potrzebne wcześniej –
uważa przedsiębiorca, któremu woda zalała restaurację.
Wyścig z pogodą
Również w sąsiadującym z Sandomierzem Tarnobrzegu, gdzie woda zalewała miasto
dwukrotnie, sytuacja powoli wraca do normalności. Tylko w infrastrukturze
komunalnej szkody wyrządzone przez powódź to ponad 50 mln złotych. Jak zapewnił
nas prezydent Jan Dziubiński, do końca roku uda się przywrócić do sprawności
obiekty użyteczności publicznej, w tym szkoły, podobnie powinno być z drogami. –
Jeżeli pogoda nie zawiedzie, myślę, że uda się zrealizować program usuwania
skutków powodzi w infrastrukturze miejskiej – deklaruje prezydent Tarnobrzega.
Natomiast w przypadku mieszkańców tereny zalewowe to wciąż jeden wielki teren
budowy. Ponadto są problemy z wypłatą drugiego zasiłku do 6 tys. zł, co wynika z
interpretacji przepisów dotyczących pomocy społecznej. Zdaniem prezydenta
Dziubińskiego, niezrozumiałe jest zróżnicowane podejście do tej sprawy urzędów
wojewódzkich w Kielcach i Rzeszowie. – W Sandomierzu, który podlega pod Urząd
Wojewódzki w Kielcach, zasiłek został wypłacony, a w Tarnobrzegu (woj.
podkarpackie) sprawa utonęła w biurokratycznych przepisach.Na pomoc dla
poszkodowanych rząd przeznaczył już ponad 2,1 mld złotych. To wszystko jednak
mało w porównaniu ze spustoszeniami, jakich dokonała tegoroczna powódź, oraz z
obietnicami, jakie w okresie powodzi deklarowali przedstawiciele polskich władz.
W ocenie hydrologów, wciąż wiele do życzenia pozostawia stan wałów
przeciwpowodziowych.
Mariusz Kamieniecki
