Przed wyborami Tusk wraca do szkoły

Z Wojciechem Jaranowskim, rzecznikiem Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania
NSZZ "Solidarność", rozmawia Anna Ambroziak

Rząd podtrzymuje stanowisko, że w 2011 r., tak jak w obecnym, nauczyciele
dostaną tylko jedną podwyżkę płac…

– Dlatego postanowiliśmy zorganizować pikietę przed siedzibą premiera. Musimy
zasygnalizować, że Donald Tusk ciągle nie odpowiada na pisma dotyczące naszych
postulatów. Pikieta ma przypomnieć, że chcemy rozmawiać na ten temat z rządem. W
pikiecie pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów na pewno będą uczestniczyć
działacze związkowi oddelegowani do pracy w Związku, plus te osoby, które tego
dnia będą mogły do Warszawy przyjechać. Liczymy na uczestnictwo około 300 osób.
Naszym głównym postulatem jest wprowadzanie podwyżek od stycznia każdego roku
według schematu 5+5, ponieważ to wywalczyliśmy jeszcze za rządu premiera Jerzego
Buzka. Rok temu, kiedy rozmawialiśmy ze stroną rządową na temat podwyżek płac,
minister Michał Boni deklarował, że 7-procentowa podwyżka będzie tylko
jednorazowa. I że od września tego roku zostanie wprowadzona incydentalnie ze
względu na kryzys. A w roku 2011 będzie powrót do formuły 5+5. Tymczasem rząd
wycofuje się z obietnic i zapowiada także jedną podwyżkę o 7 procent od września
2011 roku. Na to się nie zgadzamy, żądamy realizacji wcześniejszych porozumień z
rządem. Owe 7 procent wygląda może ładnie propagandowo, tymczasem kiedy
rozbijemy to na cały rok, to w nauczycielskim portfelu znajdzie się tylko o 2,3
procent więcej pieniędzy (gdy podwyżka wchodzi od września, do końca roku
zostają cztery miesiące, więc 7 x 4 = 28, a podzielone na dwanaście miesięcy
daje tylko 2,3 proc.). Czyli od września wysokość minimalnego wynagrodzenia
zasadniczego nauczycieli, w zależności od stopnia awansu zawodowego – wzrośnie
od 133 zł do 182 zł brutto.

Inny z postulatów to likwidacja tzw. godzin karcianych…

– Pierwsza taka godzina została wprowadzona w ubiegłym roku w szkołach
podstawowych i gimnazjach. Druga – wchodzi w tym miesiącu. Nie udała się próba
zwiększenia pensum, zatem wymyślono nową formułę wprowadzenia nadliczbowych
godzin nieodpłatnych. Powodują one tylko bałagan organizacyjny w szkołach – to
godziny darmowe, które nauczyciel musi przeprowadzić, a co nie zawsze się udaje,
bo dzieci np. chcą po zajęciach wracać do domu. Naszym alternatywnym postulatem
jest, by ewentualnie w tym lub przyszłym roku zgodzić się na te podwyżki o 7
procent od września, ale pod warunkiem wycofania tych dwóch dodatkowych godzin.
Jednak rząd i na to się nie zgodził.

Wizytując 1 września jedną z gdańskich szkół, premier Donald Tusk powiedział
jednak, że zrobi wszystko, by płace nauczycieli były "sensowniejsze"…

– Można domniemywać, że takie deklaracje są wypowiadane tylko dlatego, że
zbliżają się wybory parlamentarne. Znów ruszy propaganda głosząca, ile to
nauczyciele dostaną. Ale nie jest tak, że stanowimy grupę uprzywilejowaną!
Prezydent Bronisław Komorowski obiecywał nam 30-procentową podwyżkę w ciągu
pięciu lat. Ale nikt nie uwzględnił inflacji. Dla porównania, według naszych
wyliczeń realny wzrost płac w ciągu czterech lat, tj. od 2008 do 2011 roku,
wyniesie, 8,8 procent.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj