Przed nami jeszcze długa droga

Z Angelą Costley, byłym pracownikiem katolickiego biura ds. dialogu
międzyreligijnego w Londynie, rozmawia Sławomir Jagodziński

Brytyjska Komisja ds. Równości i Praw Człowieka (Equality and Human Rights
Commission – EHRC) stwierdziła niedawno, że chrześcijanie są zbyt surowo
traktowani przez sądy w procesach wytaczanych im przez przedstawicieli środowisk
homoseksualnych. Jakie znaczenie dla wyznawców Chrystusa w Wielkiej Brytanii ma
przyznanie wreszcie, po tylu latach różnych przejawów dyskryminacji, że na
Wyspach naruszane są prawa chrześcijan?

– Komisja stwierdziła też, że chrześcijanom nie powinno zakazywać się noszenia
symboli religijnych i należy respektować ich przekonania w sprawie
homoseksualizmu. Jest to krok naprzód. Fakt, iż brytyjska Komisja ds. Równości i
Praw Człowieka wspiera chrześcijan w ich odwołaniu do Europejskiego Trybunału
Praw Człowieka, jest znakiem, że władze brytyjskie zaczęły w końcu zauważać, iż
chrześcijanie są rzeczywiście prześladowani w Wielkiej Brytanii. Jeśli ludziom,
którzy wystąpili z odwołaniem do Europejskiego Trybunału, uda się uzyskać jego
opinię stwierdzającą, że są to prawdziwe przypadki prześladowania, będzie to dla
nas ważne zapewnienie, że nasza wiara jest szanowana. Pracodawcy nie będą już
mogli odwoływać ludzi ze stanowisk tylko dlatego, że ci są praktykującymi
chrześcijanami noszącymi krzyż. Hotelarze zaś nie będą zmuszeni zapewniać
zakwaterowania dla osób homoseksualnych. Miejmy nadzieję, że pozwoli to
brytyjskiemu społeczeństwu zrozumieć, iż chrześcijanom nie powinno się zabraniać
wyznawania wiary. Jednak EHRC proponuje jedynie naniesienie "rozsądnych
poprawek" w środowisku pracy. Nadal więc istnieje możliwość, że ludzie stracą
pracę, jeśli ich pracodawca stwierdzi, iż nie da się dokonać takich poprawek.
Ponadto nie rozwiąże to większych problemów, podobnie jak zamknięcie naszych
biur adopcyjnych. Chrześcijanie w Wielkiej Brytanii muszą być wolni, by żyć jako
chrześcijanie, i choć to wydarzenie może im pomóc, przed nami jeszcze długa
droga.

Komisja ds. Równości i Praw Człowieka do tej pory znana była raczej z
wystąpień na rzecz lobby homoseksualnego. Jak tłumaczyć tę zaskakującą zmianę
stanowiska?

– Ogłoszenie EHRC tylko delikatnie przesuwa nacisk. Nie ma w nim deklaracji, że
homoseksualizm jest zły, lecz po prostu, że chrześcijanom powinno być wolno mieć
swoje poglądy na ten temat i nie powinni oni być zmuszani do działania w sposób
sprzeczny z ich sumieniem. W rzeczywistości nie sugeruje ono cofnięcia aktów
prawnych, które w pierwszej kolejności doprowadziły do tej sytuacji, takich jak
wprowadzone przez rząd labourzystów zmiany w ustawie o równouprawnieniu, czego
skutkiem było zamknięcie naszych biur adopcyjnych. Nie skomentowano tej kwestii
przy udzieleniu bieżącego i zadowalającego poparcia tym czterem chrześcijanom.
Co więcej, nie skomentowano też faktu, że stosunkowo niedawno nasze ostatnie
biuro adopcyjne przegrało walkę z tą formą dyskryminacji właśnie ze względu na
zawężoną interpretację praw człowieka. To ostatnie biuro adopcyjne próbowało
argumentować, że świadczy usługi dla małżeństw, na co technicznie ustawodawstwo
dotyczące praw człowieka powinno pozwolić, jednak organy nadzorcze instytucji
charytatywnych wypowiedziały się nieprzychylnie, ponieważ nie przyznawało ono
dzieci układom homoseksualnym.

Choć ostatnie wypowiedzi EHRC mogą sugerować, że jest ona przeciwna takiej
wąskiej interpretacji praw człowieka, to jednak do tej zmiany stanowiska tego
gremium należy chyba podchodzić ostrożnie?

– Nastąpiła drobna zmiana w podejściu EHRC, ale nie należy jej przeceniać,
ponieważ realizuje ona jedynie pluralistyczną ideę, według której wszystkie
poglądy są sobie równe. Zmianę tę można chyba najlepiej wyjaśnić w ten sposób,
że oficjalnie uznano, iż prawa chrześcijan powinny być przestrzegane, lecz
chociaż może to być zwrot na naszą korzyść, nie oznacza to, że EHRC całkowicie
zarzuciła swoje stanowisko w sprawie homoseksualizmu.

Agresja w stosunku do chrześcijan na Wyspach Brytyjskich ma swe źródła nie
tylko w pewnych środowiskach antykatolickich, w mediach, ale zaprzęgnięty w nią
został także aparat państwowy. To chyba szczególnie bulwersuje i budzi wielkie
obawy?

– Fakt, że Kościół katolicki w Wielkiej Brytanii jest prześladowany nie tylko
przez pewne środowiska i media, ale również przez rząd i instytucje rządowe,
jest oczywisty. Podobnie jak w przypadku wymuszonego zamknięcia naszych biur
adopcyjnych (choć rząd nie nakazał ich zamknięcia, jego ustawodawstwo nie
pozostawiło nam innego wyjścia), chrześcijanie często przekonują się, że jeśli
starają się bronić swojej wiary, spotykają się z wrogością, a nawet prawnymi
reperkusjami.
Na przykład chrześcijańskie małżeństwo zostało niedawno poinformowane przez Sąd
Najwyższy, że nie może nadal wychowywać przybranych dzieci ze względu na swoje
poglądy na temat homoseksualizmu, a hotelarze, którzy odmówili wynajęcia pokoju
dwóm osobom homoseksualnym, zostali przesłuchani przez policję. To rzeczywiście
budzi poważny niepokój, gdyż podczas gdy inne grupy, w tym muzułmanie i wyznawcy
innych religii, mogą liczyć na ochronę ze strony rządu, np. w przypadku ataków
lub gdy pracodawca dyskryminuje ich ze względów religijnych, chrześcijanie nie
mają takiej ochrony.

Czy antykatolicyzm stał się jakąś normą na Wyspach?
– Rzeczywiście, prześladowanie chrześcijan w formie przymusowej sekularyzacji
stało się normą na skutek przepisów, takich jak ustawa o orientacji seksualnej,
nie mówiąc już o prawnym wymogu dla katolickich lekarzy, którzy nie mogą odsyłać
osób chcących dokonać aborcji, ale muszą kierować je do bardziej do tego
skłonnych kolegów. Powoduje to, że katolicy czasami boją się stawać w obronie
swoich przekonań. Są nie tylko zniechęcani do aplikowania na niektóre miejsca
pracy (lub do kontynuowania już wykonywanych zawodów), ale także boją się
otwarcie przyznawać się do swej chrześcijańskiej tożsamości i dawać świadectwo o
Chrystusie. Rezultatem jest nie tylko stłumienie chrześcijańskiej ekspresji, ale
i duchowości chrześcijańskiej, gdyż ludzie próbują pogodzić się ze zlaicyzowanym
światem, ulegając mu. W ramach tego procesu pojawiło się błędne przekonanie, że
ewangelizacja powinna nastąpić poprzez ukazanie piękna chrześcijaństwa w czysto
ludzkich kategoriach, co skutkuje rozcieńczeniem wiary i rozwodnieniem
Ewangelii. Obaw związanych z tymi rządowymi prześladowaniami chrześcijan, a z
tym właśnie mamy do czynienia, nie można rozważać jedynie od strony praktycznej
– utrata miejsc pracy, praw obywatelskich itp., ale również w odniesieniu do
wpływu tego zjawiska na życie duchowe wiernych.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj