Promocja Tuska nad wielką wodą

Prezydent Lech Kaczyński dwukrotnie proponował utworzenie funduszu
klęskowego. Inicjatywa została obalona głosami obecnej koalicji
rządowej

Z posłem Stanisławem Ożogiem (PiS), członkiem sejmowej Komisji
Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej oraz sejmowej Komisji Finansów
Publicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Powódź kolejny raz tragicznie nas zaskoczyła. Czy Polski nie stać na
kompleksowe zabezpieczenia przed kataklizmem?
– Polskę bezwzględnie
powinno być stać i stać ją na to, tym bardziej że mniejsza bądź większa powódź
nawiedza nas raz, dwa razy w roku. Brak kompleksowych zabezpieczeń to
zaniedbanie obecnego rządu, ale także rządów z początków lat 90., które zrobiły
niewiele w tej materii. Na usuwanie doraźnych skutków powodzi, m.in. na odbudowę
zniszczonych dróg, mostów, remont budynków itp., poszły ogromne pieniądze.
Tymczasem należało skoncentrować środki finansowe i załatwiać problem docelowo,
raz na zawsze. Pamiętajmy, że dobrze wybudowane urządzenia przeciwpowodziowe
mogą służyć nawet sto lat.

Szokujących informacji dostarczył raport z kontroli Najwyższej Izby
Kontroli przeprowadzonej w Małopolsce i w województwie świętokrzyskim. Stwierdza
on, że połowa wałów nie jest bezpieczna. Mamy do czynienia ze świadomym
zaniechaniem?

– Szkoda, że kontrola NIK nie obejmowała jeszcze
województwa podkarpackiego, które pod względem systemu zabezpieczeń
przeciwpowodziowych nie odbiega od Małopolski czy województwa świętokrzyskiego.
Faktycznie ten rząd niewiele zrobił, by przeciwdziałać zagrożeniom, a w swoich
poczynaniach jedynie pozoruje działania. Przypomnę tylko 1 lutego 2008 roku,
kiedy zweryfikowano sektorowy Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko,
wycinając wszystkie środki finansowe na zabezpieczenia przeciwpowodziowe na
Podkarpaciu. Były to potężne środki, 170 mln euro na zbiornik Kąty-Myscowa,
który uchroniłby przed powodzią ogromne obszary Podkarpacia w zlewni Wisły i
Wisłoki. Jak niezbędna jest ta inwestycja, widać dzisiaj, kiedy woda dewastuje
powiaty dębicki, ropczycko-sędziszowski czy mielecki. Były też środki finansowe
na zabezpieczenie dorzecza górnej Wisły, co dotyczyło województw małopolskiego,
świętokrzyskiego i śląskiego, ogromne pieniądze przypadały też na zabezpieczenie
górnej Wisły po stronie Podkarpacia. Należało to realizować, a nie beznamiętnie
wykreślać.
Program Ochrony Przeciwpowodziowej w Dorzeczu Górnej Wisły
przygotowany przez rząd Jarosława Kaczyńskiego, oceniany przez ekspertów bardzo
pozytywnie, został wyrzucony do kosza. Dopiero ostatnio mówi się o tym
programie, pozorując jakieś działania, natomiast nic konkretnego z tego nie
wynika. Trzeba też powiedzieć, że w sytuacji, kiedy organy rządowe nie robią
nic, bardzo odpowiedzialnie zachowują się samorządy. Tak jest np. na
Podkarpaciu, gdzie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego kierowane są
środki na zabezpieczenia właśnie dorzecza Wisłoki czy Sanu. To z pieniędzy,
które powinny pójść na rozwój regionu, bo nie jest to zadanie samorządu, ten
odpowiedzialnie kieruje swoje środki na realizację zadań, za które odpowiada
rząd.

Co z pieniędzmi budżetowymi?
– Należałoby prześledzić
proces przyjmowania budżetów na lata 2008, 2009 i 2010, gdzie każdorazowo
wycinane były wszystkie poprawki zgłaszane przez parlamentarzystów PiS z różnych
regionów. Cięcia dotyczyły zabezpieczeń przeciwpowodziowych, m.in. budowy
zbiornika wodnego Świnna Poręba w Małopolsce, budowy zbiornika Kąty-Myscowa na
Podkarpaciu czy konserwacji urządzeń melioracyjnych. Mało tego, Platforma
Obywatelska, która się mieni partią samorządową, w budżecie na bieżący rok z
rezerwy nr 83 wycina i odbiera samorządom pieniądze przewidziane na finansowanie
i realizację zadań własnych czy zadań zleconych. To są kwoty rzędu ok. 200 mln
złotych. To dotyka niemal wszystkich samorządów.

Premier Donald Tusk szybko wyruszył z wizytą na tereny
zalewowe…
– Premier, który pojawił się na terenach zalewowych,
całą winę za zaniedbania zwalił na wójta jednej z gmin, mówiąc: „Ja wam wójta
nie wybierałem”. Powiedział też, że trzeba zapamiętać i rozliczyć wszystkich,
którzy „spieprzyli”. Tymczasem przecież to nie wójt odpowiada za cięcia
budżetowe czy przeznaczanie takich czy innych pieniędzy, których brak sprawia,
że służby ratownicze nie mogły działać z takim rozmachem, jak by chciały.
Odnoszę wrażenie, że w obliczu tragedii zamiast z konkretnymi działaniami mamy
znów do czynienia z PR, grą na uczuciach ludzi. PR-owcy doskonale przygotowali
premiera Tuska do tego zadania. Nie bacząc na to, co mówi ustawa kompetencyjna,
premier wypowiedział to, co można odczytać jako próbę oddalenia
odpowiedzialności za zaistniałą sytuację, która przecież spoczywa na rządzie. To
przecież nie wójt podejmuje decyzje odnośnie do spuszczenia wody ze zbiorników
retencyjnych, i tutaj ustawa kompetencyjna panu premierowi i jego doradcom
kłania się w pas. Jeżeli premier Tusk rzeczywiście chce znaleźć winnych, to
powinien ich poszukać w swoim środowisku wśród organów administracji rządowej
czy administracji zespolonej wchodzącej w skład danego wojewody, które ponoszą
odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Przecież to nie samorząd wybiera
wojewodę.

Jakie działania w tej sytuacji powinien podjąć rząd?

Jak najszybciej trzeba powrócić do kompleksowej ochrony przed powodzią. To
powinna być inicjatywa rządu, bo nie da się wszystkiego zwalić na samorząd.
Trzeba też sięgnąć po pieniądze unijne, bo bez tego się nie uda. Może się bowiem
okazać, że przyszłe powodzie będą jeszcze bardziej tragiczne w skutkach dla
społeczeństwa. Skoro w przypadku gospodarstw indywidualnych nie ma możliwości
wypłacenia odszkodowań, które w pełni zrekompensowałoby straty poniesione
podczas powodzi, co regulują stosowne przepisy, w tej sytuacji warto zadać
pytanie PO, czy może dostrzega dzisiaj konkretne działania tragicznie zmarłego
prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który dwukrotnie proponował utworzenie funduszu
klęskowego. Jednak inicjatywa ta została obalona głosami obecnej koalicji
rządowej. W obliczu tej tragedii warto sobie odpowiedzieć, czy nie warto wrócić
do tego pomysłu, który – obiektywnie rzecz biorąc – jest słuszny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj