Prokuratura nie ufa adwokatom

Prokuratura wojskowa prowadząca śledztwo smoleńskie odrzuciła wszystkie
wnioski adwokatów o przywrócenie możliwości wykonywania fotokopii z akt. Śledczy
uzasadniają to obawami przed przeciekami, ale mecenasi podkreślają, że one nadal
się zdarzają, mimo iż od ponad pół roku nie wykonują ani kserokopii, ani
fotokopii.

– Otrzymałem decyzję prokuratury [prok. płk. Ireneusza Szeląga – przyp. red.]
nieuwzględniającą mojego zażalenia na poprzednie postanowienie odmawiające
przywrócenia możliwości wykonywania fotokopii i kserokopii z akt śledztwa
smoleńskiego – mówi "Naszemu Dziennikowi" mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik
kilku rodzin smoleńskich, m.in. gen. Andrzeja Błasika. Adwokat dodaje, że
prokuratura nadal utrzymuje, iż nie można przywrócić tych możliwości,
uzasadniając to interesem śledztwa, jednak nie uzasadnia tego należycie. –
Uzasadnienie odmowy nadal nie wyjaśnia, na czym miałby ten interes śledztwa
polegać – stwierdza Kownacki.
Adwokat mówi, że prokuratura pośrednio wskazuje na możliwość ujawnienia
tajemnicy śledztwa przez nieokreślony krąg osób. – Prokuratura nie chce
powiedzieć wprost, że to nas dotyczy – ocenia.
– Przecież my już od ponad pół roku nie mamy tych możliwości, a przecieki nadal
są – wskazuje mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego. –
Przecieki są niezależnie od tego, że my niczego nie kserujemy. Co więcej, są z
takich wyłączonych wątków, do których my dostępu nie mamy – podkreśla. Zarówno
Pszczółkowski, jak i inny pełnomocnik Rafał Rogalski wskazują na ogólnikowość
uzasadnienia o odmowie. – Ze względu na dobro postępowania – mówi Rogalski.
Jednak kpr. Marcin Maksjan z biura prasowego NPW stwierdza, że prokurator
indywidualnie rozpatruje każdy taki wniosek. – Specyfika postępowania karnego
uzasadnia, żeby ograniczać dostęp stronom do materiałów znajdujących się w
aktach, a umożliwienie stronom wykonywania kopii akt sprawy zwiększa potencjalne
ryzyko ujawnienia zgromadzonych dowodów, co z kolei może prowadzić do
utrudnienia lub uniemożliwienia pociągnięcia do odpowiedzialności ewentualnych
sprawców – cytuje uzasadnienie decyzji.
Adwokaci podkreślają, że nie widać w takim postępowaniu prokuratury zrozumienia
dla nich i rodzin, które reprezentują. – Pojawiają się uzasadnienia typu, że
mamy możliwość zapoznania się z tymi dokumentami w prokuraturze – mówi Kownacki.
– Ale oznacza to, że musimy siedzieć w prokuraturze, a mamy przecież inne
obowiązki. Podobnie rodziny, których przedstawiciele przecież pracują, i trudno,
żeby poświęcały czas, siedząc w prokuraturze. Zresztą można to zrobić w
godzinach urzędowania prokuratury, a prokurator może siedzieć i poza tymi
godzinami – stwierdza.
– Mój klient jest taki sam jak każdy inny, ale to jest tylko część prawdy,
ponieważ jego obowiązki nie pozwalają na wizyty w prokuraturze, nie może go też
wyręczyć nikt z rodziny – podkreśla Pszczółkowski. – Przykro mi, że jest taka
sytuacja, że nikt nie dba o komfort naszej pracy – ocenia. – Trzeba ponownie
złożyć wniosek i tyle – informuje Kownacki.
Zakaz wykonywania odbitek wprowadzono w ubiegłym roku w reakcji na opublikowanie
przez tygodnik "Wprost" części akt z tego śledztwa. Ale prokuratura niedawno
umorzyła postępowanie w tej sprawie i adwokaci nie widzą podstaw do tego, aby
zakaz dalej był utrzymywany.

 

Zenon Baranowski

drukuj