Prognozy Fedak funta kłaków niewarte
Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Paweł Tunia
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej prognozuje, że jeśli wzrost
PKB wyniesie od 3,5 do 4 proc., to bezrobocie na koniec 2011 r. spadnie
do 9,9 proc. (w grudniu 2010 r. wynosiło 12,3 proc., a w styczniu br.
już 13,1 proc.). To realne założenie?
– Moim zdaniem, może uda się uzyskać PKB na poziomie około 3 procent.
Jednak jestem sceptyczny, bo Polska traci znaczną część źródeł rozwoju.
Pamiętajmy, że gdy się mówi o ograniczaniu wydatków rządowych, to jest
to duszenie rozwoju gospodarczego. To właśnie robił Leszek Balcerowicz,
który sprowadził prawie do zera wzrost gospodarczy. Nie można likwidować
wydatków państwa. Wydatki te odgrywają bardzo ważną rolę w pobudzaniu
rozwoju gospodarczego, m.in. przez to, że generują część popytu
globalnego. Jeśli się przyjmuje filozofię redukowania wydatków
budżetowych, to nie ma co liczyć na wzrost gospodarczy. A ponieważ jest
rok wyborczy, to zrobią tak, że jedno będą mówić, ale co innego robić.
Tak jak było w zeszłym roku, kiedy mówili, że będą ograniczać wydatki,
ale tego nie robili, dlatego trochę tego wzrostu miało miejsce.
Resort kierowany przez minister pracy Jolantę Fedak zapowiada
powstawanie nowych miejsc pracy już na wiosnę.
– Jak ma się to stać? Aby się tworzyły miejsca pracy, musi być popyt, bo
to jest podstawowy bodziec dla gospodarki. Ludzie muszą zarabiać, a żeby
zarabiali, trzeba im więcej płacić, a nie mniej. Ludzie powinni
przykładowo kupować mieszkania, a jeśli ich na to nie stać, to jak można
liczyć na to, że ruszy np. budownictwo mieszkaniowe? Część osób
zaspokaja potrzeby mieszkaniowe, a później następuje bariera popytu.
Czytałem artykuł norweskiego ekonomisty, z którego wynika, że rozwój USA
następował poprzez politykę wysokich płac. Ford płacił swoim ludziom, by
mogli kupować samochody. U nas jest filozofia, żeby ludziom mniej
płacić, a zyski są transferowane. Polakom dać jak najmniej, by można
transferować zyski na Zachód. Jeśli się oddało gospodarkę kapitałowi
zagranicznemu, to na co możemy liczyć? Bilans płatniczy wyraźnie
pokazuje, jak z Polski są wyprowadzane miliardy. Ale nikt na to nie
zwraca uwagi, jakby nie było sprawy, że tak się dzieje. Poprzez
prywatyzację Polska straciła znaczną część dochodu narodowego.
Według resortu pracy osiągnięcie poziomu bezrobocia na poziomie 9,9
proc. jest możliwe, ale muszą być spełnione pewne warunki. Jednym z nich
jest otwarcie w maju niemieckiego i austriackiego rynku pracy.
Rozwiązaniem ma być znowu wyjazd młodych Polaków?
– Pomóc ma eksport, a z kolei jeśli trochę ludzi wyjedzie, to będzie
mniejsze bezrobocie, taka jest filozofia. Eksport zależy od tego, jaka
będzie sytuacja w tych krajach. Nasza gospodarka silnie od nich zależy.
Niestety, nie eksportujemy dóbr dochodowych, a jeśli nawet to robimy, to
firmy są w rękach zagranicznych i zyski są transferowane. Polscy
kapitaliści mają także taką filozofię, by ludziom mniej zapłacić.
Tymczasem ludziom trzeba płacić uczciwie i doprowadzić do tego, by
niższa i średnia klasa dochodowa też mogła wydawać pieniądze w Polsce.
Jednak zmiana filozofii myślenia wśród polskich przedsiębiorców to
spore wyzwanie.
– Działa silne lobby pracodawców, które dąży do obniżania kosztów pracy,
a koszt ten to m.in. dochód jego pracowników albo tych, którzy pracują w
sektorze budżetowym. Koszty pracy to płaca pracowników plus narzuty, w
tym podatki. Podatki idą do sektora budżetowego, bo one tworzą też
czyjeś dochody, składki ZUS to dochody emerytów, płace idą do
pracowników i to wszystko razem wraca do gospodarki i do
przedsiębiorców. I wmawia się ludziom, że im mniejsze koszty, tym
lepiej, ale jest odwrotnie. Podatki to z kolei dochody sektora
budżetowego, nauczycieli, lekarzy. A jak się te dochody obniża, to kto
będzie kupował produkty?
Perspektywy pracy za Odrą znacząco obniżą poziom bezrobocia w Polsce?
– Wyjadą ludzie traktowani tam jako tania siła robocza do podstawowych
czynności. Na pewno wówczas zmniejszy się presja bezrobocia. Ale widać,
że jest prowadzona taka polityka, że mamy być konkurencyjni poprzez
naszą biedę. W międzynarodowym podziale pracy jest tendencja, by
zepchnąć kraje postkomunistyczne do roli pariasów, bo nie ma dla nas
miejsca. Przyjęto nas do Unii Europejskiej ze względów politycznych, ale
jednocześnie spychając nas na margines, a my daliśmy się zepchnąć, bo
mamy takich polityków, którzy na to pozwolili i zostali nagrodzeni
dobrze płatnymi posadami w UE.
Dziękuję za rozmowę.
