PRL odradza się w propagandzie
Wiadomość o efektach prac polskich archeologów na miejscu smoleńskiej
tragedii – znalezieniu przez nich tysięcy fragmentów drobnych elementów Tu-154M,
szczątków ludzkich oraz osobistych rzeczy ofiar – dotarła do nas ponad 6
miesięcy od tragicznego wydarzenia. Pół roku okazało się okresem zbyt krótkim
dla należytego wykonania rutynowych prac śledczych. Tymczasem polskie władze
zapewnieniały, że wszystko idzie jak należy.
Informacje z Siewiernego jednoznacznie świadczą nie tylko o niedotrzymaniu przez
Rosjan należytej staranności w zabezpieczaniu materiału dowodowego, nie tylko o
zaniedbaniach strony polskiej w procesie kontroli czynności strony rosyjskiej
(lub też o zaniechaniu działań prowadzących do możliwości rzeczywistego
sprawowania takiej kontroli przez władze RP) w bezprecedensowym dla naszego
państwa śledztwie, ale także o mijaniu się z prawdą czołowych przedstawicieli
partii rządzącej, którzy nie ponieśli z tego tytułu żadnych konsekwencji
politycznych czy prawnych. Ocena działań władz polskich odnośnie do tragedii
smoleńskiej, rozpatrywana w całokształcie aktualnej sytuacji
społeczno-politycznej, prowadzi do wniosków o ich pogardzie dla prawdy, braku
szacunku dla własnych obywateli oraz małej skuteczności w relacjach z Rosją.
Kłamstwo i manipulacja ogarnęły dyskurs publiczny, wciągając do swoich reguł gry
wysokich urzędników państwowych. Według stenogramu sejmowego minister Ewa Kopacz
miała stwierdzić 29 kwietnia 2010 r.: "Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na
miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości
ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny". W rzeczywistości, jak
wynika z telewizyjnego zapisu obrad Sejmu, jej słowa brzmiały: "Najmniejszy
szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy, wtedy kiedy
przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości
ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny, każdy znaleziony
skrawek został przebadany genetycznie". Różnica pomiędzy rzeczywistą wypowiedzią
a zapisem stenogramu zdecydowanie nie dotyczy jedynie kwestii stylistycznych.
Minister autorytatywnie stwierdziła, że teren katastrofy był zbadany z wyjątkową
pieczołowitością do głębokości ponad 1 metra. W stenogramie mowa już tylko o
tych miejscach, w których znaleziono szczątki ludzkie. Dodajmy, że niedługo
później ujawniono wyjątkowe niedbalstwo Rosjan w tej materii, skutkujące
pozostawieniem na miejscu tragedii fragmentów ciał, rzeczy osobistych ofiar,
szczątków samolotu. Od kogo pani minister uzyskała prezentowane przez siebie
fałszywe informacje i dlaczego przekazała je posłom i społeczeństwu bez
należytej weryfikacji? Dlaczego premier rządu polskiego zezwala na bezkarne
mijanie się z prawdą podległego mu urzędnika? Czy na tym polega jakość rządzenia
Platformy? Jak to możliwe, że manipuluje się zapisami w stenogramach sejmowych?
W programie chrześcijańsko-demokratycznego Stronnictwa Pracy z 1945 r. znalazły
się słowa: "Demokracja to ustrój, w którym nie decyduje siła, lecz prawda – w
którym zdobywa się zwolenników przez przekonanie ich o słuszności swego
światopoglądu, w którym pozostawia się miejsce na swobodne ścieranie się idei i
głoszących je stronnictw, byle nie chciały one nadużyć tej swobody dla
stosowania oszustw i przemocy". Realia PRL stanowiły antytezę tych słów.
Jednakże komunizm w Polsce skończył się dwadzieścia lat temu, a wydaje się, że
nie posunęliśmy się zbyt daleko do przodu, jeśli chodzi o kierowanie się prawdą
w życiu publicznym. Przeciwnie – żyjemy w czasach wszechobecnego zafałszowania
rzeczywistości, zwłaszcza w sferze politycznej. Opinia publiczna zapoznaje się z
faktami przez pośrednictwo mediów, które selekcjonują informacje, a następnie
poddają je obróbce interpretacyjnej.
Wiele zjawisk, które obserwujemy obecnie w sferze publicznej, ma swe źródło w
ideologiach totalitarnych. Takim zjawiskiem jest np. działalność polityczna
motywowana koniecznością walki z urojonym, diabolicznym wrogiem. Trudno uciec od
konsekwencji takiego zabiegu, które ujawniły się niedawno z całą siłą w postaci
zabójstwa Marka Rosiaka, pracownika biura jednego z posłów "wrogiej" formacji.
Biadania polityków PO i ich wezwania do zahamowania agresji politycznej
kierowane do polityków Prawa i Sprawiedliwości, a nie do własnych kolegów
partyjnych, świadczą albo o braku umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego,
albo o celowej manipulacji łódzką tragedią dla własnych korzyści. Czyżby to więc
Platforma korzystała z wzorców totalitarnych, cynicznie oskarżając o to PiS?
Dr Jarosław Rabiński
Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym KUL, stypendystą Polonia Aid
Foundation Trust, autorem monografii "Konstanty Turowski 1907-1983. Życie,
działalność, myśl społeczno-polityczna" (2008) nominowanej do Nagrody im. prof.
T. Strzembosza.
