Prezydent pozywa

– Dziwi mnie, że ta sprawa jest w sądzie, ona powinna być poddana
normalnej dyskusji publicznej – mówi Jacek Sasin, były wiceszef Kancelarii
Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Bronisław Komorowski pozwał go za naruszenie dóbr
osobistych. Poszło o słowa wypowiedziane na łamach "Naszego Dziennika".

Na wczorajszej rozprawie w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga został
przesłuchany Jacek Sasin. Następnie proces odroczono do 20 lipca. – Jestem
zaskoczony, że pan prezydent zdecydował się na taką drogę, żeby zaprzeczyć
mojemu twierdzeniu – relacjonuje Sasin. – Zamiast przyjąć drogę polemiki z moimi
twierdzeniami, co jest przyjęte w demokracji, zamiast polemizować, zaprzeczać
czy przedstawiać swój punkt widzenia, wybrał drogę sądową – dodaje.

Sasin zaznacza, że uznał za właściwe podanie w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" informacji o zachowaniu Komorowskiego po katastrofie smoleńskiej ze
względu na interes społeczny. – Uważam, że społeczeństwo, Polacy mają prawo o
takich zdarzeniach wiedzieć. Mają prawo mieć pełną wiedzę o zachowaniu
polityków, osób pełniących wysokie funkcje w państwie – zaznacza Sasin. –
Będziemy przed sądem taki punkt widzenia próbowali obronić – dodaje.

Prezydent Komorowski domaga się od Sasina przeprosin w "Naszym Dzienniku",
które miałyby zawierać stwierdzenie, że podane informacje o jego zachowaniu są
nieprawdziwe. – Nie ma to być cała strona, ale wielkość czcionki jest określona
– podał rzecznik sądu sędzia Marcin Łochowski. Dodał, że pozew nie zawiera
roszczeń natury finansowej. Pełnomocnik Sasina mec. Grzegorz Rybicki wnosi o
oddalenie pozwu.

Poszło o wypowiedź Jacka Sasina z rozmowy z "Naszym Dziennikiem" w zeszłym
roku. Powiedział w niej m.in.: "Sami słyszeliśmy z Maciejem Łopińskim od
personelu obsługującego gości w jednej z placówek prezydenckich w Warszawie, jak
niedługo po katastrofie świetnie bawili się na zakrapianym alkoholem spotkaniu
Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski. Według relacji byli wówczas w
doskonałych nastrojach i w pewnym momencie Komorowski miał podobno powiedzieć do
Sikorskiego: "Lecha nie ma, ale został nam jeszcze ten drugi". Na co Sikorski:
"Nie martw się, Bronek, mamy jeszcze jedną tutkę". Jak nam mówiono, takie słowa
tam wtedy padały".

– Ja w tym wywiadzie zastrzegłem, że nie byłem świadkiem tej sytuacji, że to
jest jakaś relacja, która do mnie dotarła, i to w całym kontekście zachowań pana
prezydenta, jeszcze przed katastrofą smoleńską, wobec prezydenta Lecha
Kaczyńskiego, jak również w kontekście zachowań po katastrofie, które budziły
wątpliwości i ich niestosowność była szeroko komentowana – podkreśla Sasin. –
Pytałem o to także innych pracowników, którzy też to potwierdzali, w związku z
czym wydało mi się to na tyle uprawdopodobnione, na tyle wiarygodne, że
zdecydowałem się to publicznie ujawnić – zaznacza.

Niewykluczona jest ugoda w sprawie. Jedną z przyczyn odroczenia procesu jest
fakt, że strony mają rozmawiać właśnie o ewentualnej ugodzie. – Strony chcą mieć
czas na negocjacje – mówi rzecznik sądu.

Zenon Baranowski

drukuj