Słowo i czyn

Uczestnicy międzynarodowego forum ekonomicznego w Davos dowiedzieli się,
że w Rosji pojawił się "popyt na wolność". Poinformował o tym Anatolij Czubajs,
szef państwowej korporacji Rosiano, który w przeszłości patronował początkom
politycznej kariery swoich kolegów z Leningradu – Aleksieja Kudrina i Władimira
Putina. Opinie wypowiadane przez niego należy więc uważać za miarodajne dla
środowiska, które reprezentuje. Protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów
zasadniczo zmieniły sytuację polityczną w Rosji. Czubajs, typowy przedstawiciel
warstwy kontrolującej gospodarkę rosyjską, doskonale rozumie "wektor oczekiwań"
nowej opozycji, który "sprowadza się w ostatecznym rachunku do świętego słowa
"wolność" i takiegoż słowa "demokracja"".

Instytucjonalne bezprawie

Andriej Iłłarionow, były asystent Władimira Putina, w "Tezach grudniowych"
nazwał obecną sytuację "uzurpacją" władzy. Podobnie uważają uczestnicy i
przywódcy ruchu "O uczciwe wybory!". Sfałszowanie wyników głosowania 4 grudnia
ubiegłego roku i masowe protesty spowodowały kryzys legitymizacji władzy.
Przeprowadzenie głosowania 4 marca pogłębi tylko ten kryzys i stworzy "stan
instytucjonalnego bezprawia", który – zdaniem Andrieja Zubowa, profesora
Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – może
doprowadzić do politycznego chaosu i przemocy. Proste wyjście z tego kryzysu
mogłoby stanowić rozwiązanie Dumy, ponowne przeprowadzenie wyborów
parlamentarnych i przesunięcie wyborów prezydenckich na czerwiec lub lipiec tego
roku. Było to możliwe, gdyż kadencja Dmitrija Miedwiediewa upływa w maju, a
przez trzy miesiące obowiązki prezydenta mógłby pełnić premier powołany przez
nową Dumę.

Putin najwyraźniej wybrał taktykę dalszego pogłębiania kryzysu legitymizacji
władzy, tak jakby jego dewizą było liberalne hasło "Słabe państwo i silna
policja". Na ślad realiów opisywanych przez tę dewizę, a których istotę
najlepiej oddaje słówko "uzurpacja", często możemy natrafić w dziejach Rosji.
Mało kto zwrócił na to uwagę, ale minęło dokładnie 250 lat od pierwszej
liberalizacji imperium, gdy car Piotr III za jednym zamachem podarował
rosyjskiemu dworianstwu wolność i zniósł tajną policję. 18 lutego 1762 r. wydał
on manifest zwalniający szlachtę od obowiązku służby wojskowej i cywilnej. Od
tej pory ludzie szlachetnie urodzeni mogli swobodnie wyjeżdżać za granicę i
nawet służyć obcym monarchom. Dzięki tej wielkiej reformie ze szlacheckiego
gniazda wyrosło kilka pokoleń inteligentów, bez których trudno by sobie
wyobrazić historię Rosji. W nocy z 27 na 28 czerwca 1762 r. reformator został
zmuszony do abdykacji, a w oficjalnym komunikacie poinformowano, że "zmarł na
kolkę".

Następca namaszczony

Uwolnienie szlachty od obowiązku służby dla imperatora powinno było pociągnąć
za sobą także uwolnienie od służby chłopów. Tak się jednak nie stało. Powstały
wówczas "popyt na wolność" dał o sobie znać dziesięć lat później wielką wojną
chłopską pod wodzą Jemieljana Pugaczowa. Wyzwolenie chłopów, stanowiące
niezbędny warunek istnienia wolnej Rosji, proklamowane zostało dopiero sto lat
później – 19 lutego 1861 roku. Stuletnie opóźnienie – zdaniem Michaiła Hellera –
odegrało w dziejach Rosji złowieszczą rolę. Jeśli więc dzisiaj wielu Rosjan
domaga się tego, aby prezydent był wybierany w głosowaniu powszechnym, a nie
mianowany w wyniku tajnych porozumień, to mamy właśnie do czynienia ze skutkami
opóźnienia, które powstało w XVIII wieku.

Car Piotr III, urodzony jako Karl Peter Ulrich von Holstein-Gottorp, był
wnukiem imperatora Piotra I. Od niego wywodzi się ród, który w Rosji panował do
1917 r. pod nazwiskiem Romanow. W czasie krótkiego panowania, które Piotr I
rozpoczął od zwolnienia więźniów politycznych, zdążył wydać dekrety o jawności
postępowania sądowego i o tolerancji wyznaniowej. Przede wszystkim jednak
zapowiedział rozwiązanie gwardii pałacowej, która była głównym instrumentem
niemających końca spisków i przewrotów. To zapewne było główną przyczyną buntu
garstki oficerów, który doprowadził do jego obalenia.

Dwa dni po "darowaniu wolności", 21 lutego 1762 r., Piotr III podpisał dekret
o likwidacji Tajnej Kancelarii – pierwszej tajnej policji w Rosji. Instytucję tę
powołał do życia Piotr I w celu przeprowadzenia śledztwa przeciwko własnemu
synowi Aleksiejowi, oskarżonemu o próbę sukcesji władzy z obcą pomocą. Okrutnie
torturowany carewicz zmarł w więzieniu. Pod wpływem tych doświadczeń Piotr I
zniósł zasadę dziedziczenia tronu i pozostawił sobie prawo wyznaczenia następcy.
Testamentu Piotra III nikt nie widział, a następczynią tronu obwołano jego
małżonkę. Katarzyna II też podobno w testamencie zapisała tron swojemu wnukowi,
ale dokument ten jakoby został ukryty. W podobny sposób Stalin potraktował
testament Lenina, przechwytując kierownictwo partii komunistycznej przy pomocy
szefów tajnej policji – Feliksa Dzierżyńskiego i Henryka Jagody. Praktykę
wyznaczania następcy przywrócił Borys Jelcyn, ustępując z urzędu prezydenckiego
31 grudnia 1999 roku i przekazując władzę ówczesnemu premierowi Władimirowi
Putinowi. Ten zaś wyznaczył w 2008 r. na swojego następcę ówczesnego
wicepremiera Dmitrija Miedwiediewa, który 24 września zeszłego roku na zjeździe
partii Jedna Rosja oświadczył, że prezydentem powinien ponownie zostać Putin.

Rosyjskie plagi

Tajna policja powstała więc w Rosji w pierwszej połowie XVIII wieku po to,
żeby zapewnić skuteczną uzurpację władzy. Od tego czasu Rosję trapią dwie
nierozdzielnie ze sobą związane plagi – uzurpacja władzy i tajna policja. Tajna
Kancelaria, posługująca się prowokacjami i torturami wymuszająca zeznania,
stworzyła wzorzec, który później naśladowała stalinowska maszyna terroru.
Głównym instrumentem jej działania stało się donosicielstwo. Donosy były
wynagradzane materialnie, a tzw. niedoniesienie uważane było za przestępstwo.
Masowe donosicielstwo zdemoralizowało kilka pokoleń. Na hasło "Słowo i czyn!",
rozlegające się na ulicy lub w karczmie, reagować powinien niezwłocznie każdy
urzędnik państwowy. Piotr III "po wieczne czasy" zniósł tajną policję i zakazał
używania hasła "Słowo i czyn", gdyż był prawowitym następcą tronu. Katarzyna II,
która nie miała prawa do tronu rosyjskiego, przywróciła tajną policję, która po
kilku reorganizacjach została przekształcona na początku lat osiemdziesiątych
XIX wieku w Departament Policji z regionalnymi wydziałami ochrany, rozbudowaną
siecią tajnych współpracowników, kontaktów operacyjnych, dobrowolnych
donosicieli i prowokatorów, którymi naszpikowany był ruch rewolucyjny. Siergiej
Zubatow, naczelnik wydziału specjalnego Departamentu Policji, który stworzył
kilka partii socjalistycznych, lubił powtarzać: "Za Iwana Groźnego ćwiartowano i
rozrywano nozdrza, a przy Mikołaju II jesteśmy u progu parlamentaryzmu".

Kadencja nieograniczona

Historia Rosji doprowadziła do splecenia dwóch zjawisk – delegitymizacji
władzy i tajnej policji. Dzieło "słabego państwa i silnej policji" kontynuowali
bolszewicy. Ostatni szef KGB Wadim Bakatin, uogólniając doświadczenie
komunistycznej tajnej policji, doszedł do wniosku, że głównym jej zadaniem było
"organizowanie spisków i przeprowadzanie zamachów stanu". Borys Jelcyn, zapewne
rozumiejąc, z jakim problemem ma do czynienia, nazwał KGB instytucją z zasady
nienadającą się do zreformowania. Zaczął on swoje rządy od obalenia idola
Dzierżyńskiego na Łubiance, a zakończył wyznaczeniem na swojego następcę
pułkownika FSB.
Konstytucja Federacji Rosyjskiej zawiera ograniczenie pełnienia urzędu do dwóch
kadencji (art. 81 pkt. 3), ale z dopiskiem "pod rząd", który pozbawia sensu cały
ten przepis. Nie wiadomo przecież, jak długa powinna być przerwa pomiędzy
kadencjami, aby urząd nie był pełniony "pod rząd". Odbywająca się latem 1993 r.
narada konstytucyjna odrzuciła dopisek "pod rząd", ale potem pojawił się on
ponownie w niewyjaśnionych okolicznościach i pozostał już w konstytucji
przyjętej w referendum w grudniu 1993 roku. Niewidzialna ręka umieściła więc w
konstytucji furtkę, która nie była potrzebna Jelcynowi, ale Putinowi bardzo się
przydała. Zresztą wybór Putina na stanowisko prezydenta w marcu 2000 roku też
wydaje się mocno wątpliwy. Ten sam artykuł 81 (pkt. 2) mówi, że prezydentem
Rosji może być osoba stale zamieszkująca na terytorium Federacji Rosyjskiej
przez 10 lat. Tymczasem Putin powrócił z Niemiec w lutym 1990 r., a więc w
chwili rejestrowania kandydatury na terytorium Rosji mieszkał mniej niż okres
wymagany konstytucją. Na podstawie tego przepisu odmówiono rejestracji
kandydatury Władimira Bukowskiego w grudniu 2007 roku.

Zwycięstwo prowokacji

Uzurpując władzę, Putin zmuszony jest sięgać po klasyczne instrumenty
prowokacji. We wrześniu pojawiły się w internecie "informacje", że sztab
generalny przygotowuje snajperów na wypadek zamieszek w Moskwie. Dziennikarz
Oleg Kaszyn na początku grudnia poinformował, że zamieszki będzie tłumił
czeczeński specnaz podporządkowany Ramazanowi Kadyrowowi. W tym samym czasie
Alfred Koch, były minister skarbu, wezwał opozycję, aby nie pchała się pod
kulomioty, tak jakby ktokolwiek do tego dążył. Dziennikarka "Nowoj Gaziety"
zadała Kseni Sobczak pytanie: "Czy Putin zacznie strzelać?". "Nie, nie pójdzie z
czołgami przeciwko narodowi" – odpowiedziała córka Anatolija Sobczaka, u którego
boku karierę polityczną rozpoczynał obecny premier, ale zaraz dodała: "Po
zniknięciu strachu system będzie się po prostu rozkładał albo trzeba go będzie
pozbierać do kupy przy użyciu twardych, totalitarnych metod".

Telewizyjne doniesienia o zatrzymaniu osób planujących rzekomo zamach na
Putina, wypowiedzi Sobczak, rewelacje o czeczeńskim specnazie i o snajperach
stanowią na razie tylko odpowiednie tło. Górnicy, metalurdzy i leśnicy nie mają
czasu, aby chodzić po placach, krzyczeć i robić zamieszanie, ale w ich imieniu
przemawia "władza ludowa". Deputowany Walerij Trapieznikow czterdzieści lat
przepracował przy tokarce i poczuł, że nadeszła pora, aby powiedzieć "nie"
leniom z placu Błotnego i prospektu Sacharowa. Sława sowieckiej estrady
Nadzieżda Babkina wystąpiła w obronie ludu roboczego, który rzekomo obrażają
blogerzy.

Nie wiadomo, czy wzniecanie atmosfery konfliktu klasowego przyniesie
oczekiwany efekt. Przecież uczestnikami ulicznych protestów nie są tylko damy w
norkach, chociaż one też tam się pojawiają, jak np. Polina Deripaska, żona
znanego przedsiębiorcy i córka byłego doradcy Jelcyna i szefa administracji
prezydenta Walentego Jumaszewa. Socjolog Wiktor Lewaszow jeszcze jesienią
zeszłego roku zwrócił uwagę na to, że w Rosji najszybciej radykalizuje się "nowy
proletariat epoki cyfrowej" – pracownicy sfery produkcji informacji. Sytuację w
Rosji w największym stopniu destabilizuje szybko rosnąca przepaść pomiędzy
szeroko rozumianą klasą średnią a nowymi bogatymi, w mniejszym lub większym
stopniu utożsamianymi z demokracją suwerenną i gospodarką renty. Rośnie również
liczebnie warstwa nowych biednych, rekrutująca się w znacznym stopniu z
migrantów.

Proces spontanicznego poszukiwania przez nowy proletariat punktów
koncentracji woli politycznej może jeszcze nie doprowadzić do odsunięcia Putina
od władzy. Blogi i fora internetowe pełne są rozważań na temat właściwej taktyki
wyborczej. Oddawanie głosów nieważnych w wyborach parlamentarnych okazało się
błędne, gdyż zostały one proporcjonalnie podzielone pomiędzy partiami, które
pokonały próg wyborczy. Z dyskusji przeprowadzonej przez politologów Dmitrija
Orieszkina, Gieorgija Satarowa i Andrieja Piontkowskiego wynika, że w wyborach
prezydenckich, aby doprowadzić do drugiej tury, należy głosować na każdego
innego kandydata niż Putin lub oddawać głosy nieważne. Wiele zależy od skali
fałszerstw i skuteczności obserwatorów w komisjach wyborczych. Z badań
większości ośrodków demoskopijnych wynika, że drugiej tury nie będzie. Putin
powinien zdobyć ok. 60 proc. głosów. Tylko Centrum Ocen i Prognoz Strategicznych
przewiduje zwycięstwo w drugiej turze Giennadija Ziuganowa niewielką większością
51,4 proc. głosów. Jeśli obecną sytuację w Rosji uznamy za kryzys legitymizacji
władzy, to wynik głosowania jest ważny o tyle, o ile wpłynie na dalszy bieg
wypadków. Czy ludziom oburzonym fałszerstwami wyborczymi uda się systematowi
rządów następców przeciwstawić wolę polityczną, czy też ponownie rozlegnie się
hasło "Słowo i czyn!"?

Prof. Włodzimierz Marciniak
politolog Instytutu Studiów Politycznych PAN

drukuj