Prawo i wolność


Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie jakiejkolwiek społeczności bez prawa. Prawo zabezpiecza wartości, gwarantuje porządek, opisuje relacje i hierarchizuje otaczający świat. Pod jednym wszakże warunkiem: nie może być
zabsolutyzowane. Prawo nie może stać ponad osobą. Nie może podporządkować sobie sprawiedliwości, miłosierdzia. Bez nich staje się koszmarem człowieka.

Daje się dziś zauważyć szczególną tendencję, wedle której za pomocą prawa można rozwiązać wszelkie ludzkie problemy. Odnosi się czasem wrażenie, że stanowi ono dla jego „wyznawców” niemalże religię. Wiara w nieomylność ferujących jego wyroki urasta do miary dogmatu. Stąd już tylko krok do przyznania mu wartości absolutnej czy postawienia ponad prawem Boskim i prawem naturalnym. Zgoda na zabijanie poczętych (absurd prawa: mając bronić człowieka, pozwala na jego zabójstwo), eutanazję, manipulacje genetyczne, usankcjonowanie zbrojeń i wojny, prawne sankcjonowanie postaw, przeciwko którym nawet natura jest przeciwna – to wszystko zamiast uszlachetniać nas, cofa do jaskiniowej prehistorii. Jest też znakiem cywilizacyjnego kryzysu (cywilizacji śmierci, jak ujął to Jan Paweł II), bezradności wobec ludzkiego egoizmu, który wymknął się spod kontroli i nadaje kierunek dziejom.
Faryzejski sposób traktowania Prawa Mojżeszowego, z którym Jezus miał niejednokrotnie do czynienia, miało bardzo podobne podstawy. Przeciwstawił się On zasadzie, wedle której wypełnienie li tylko jego zasad, bez szerszego spojrzenia na człowieka, może zapewnić zbawienie. Uczeni w Piśmie wiedzieli doskonale, co miał na myśli. Zdawali sobie sprawę z niedoskonałości wyznawanych przez siebie zasad, świadomi byli, że łatwiej jest zakreślić pewną przestrzeń przepisami, szczegółowo ją opisać, pomijając to, co ze swej natury nie poddaje się legalizmowi, niż narażać się na „niespodzianki”, które mogłyby naruszyć wygodny status quo. Mniejsza o prawo Boskie, skoro ludzka tradycja da się tak łatwo modelować i z takim wdziękiem się podporządkowuje rozumowi. Potworność i alogiczność takiej postawy znalazła swoją kwintesencję na Golgocie. Tak kończą się wszelkie ludzkie próby stawiania się ponad Bogiem, pogarda dla miłości i Prawdy. Czy taki sam los czeka i naszą cywilizację?
Chrystus nie przyszedł na świat po to, aby dokonać rewolucji – w takim kształcie, w jakim znamy ją z naszej historii. Nie był anarchistą, nie wywracał do góry dnem zastanego porządku. Chciał tylko jednego: przywrócić należną miarę Bogu i człowiekowi, ukazać na nowo blask tej relacji, nadać jej życiodajną moc. Nowe Prawo, które ustanowił, a które w tak precyzyjny sposób zostało wypowiedziane m.in., na Górze Błogosławieństw, wyprowadzało skostniały świat poza legalizm i schematy, dając prawdziwą wolność. Tylko że „wolność to nie ulga, ale to trud wielkości”. Dlatego Jego słuchacze woleli jej karykaturę…
Boją się dziś niektórzy, że chce się uczynić z Polski państwo wyznaniowe – są politycy, którzy chcą zbić kapitał polityczny straszeniem Polaków Kościołem. Niewielu już daje się na to nabierać. Chrystus nie jest przeciwko człowiekowi. Prawo przez Niego ustanowione nie ma mocy absolutnej. Sprawiedliwość przeplata się w nim z miłosierdziem, a wolność, którą ono zabezpiecza, jest prawdziwa. Warto o tym pamiętać.


ks. Paweł Siedlanowski
drukuj