Prawdziwy smak życia

Trzecia niedziela nazywana jest niedzielą „gaudete” – radości. Radość dominuje w Liturgii Słowa. „Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech zakwitnie!” – woła prorok. „Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe!”. Pan jest blisko!

Ludzie nie lubią radykałów – albo ich odrzucają, omijają z daleka, albo bezwzględnie tępią, jeśli ci stają się wyrzutem sumienia. Radykalizm ewangeliczny ma jednak swoją niezwykłą moc. Przyciąga udręczone dusze. Daje nadzieję, że można zacząć od nowa, odrzucić za siebie swoją złą przeszłość, zanurzyć się całkowicie w głębinach Bożego Miłosierdzia i stać się wreszcie wolnym! To była tajemnica Jana Chrzciciela, która sprawiała, że przychodziły do niego tysięczne rzesze, chłonąc jego surowe słowa, prosząc o chrzest nawrócenia. Minęły od tego momentu 2 tysiące lat. To dużo…

Przyszły takie czasy, że wszelkie towary muszą mieć swoje wersje „light”: odtłuszczone, pozbawione kalorii, lekkostrawne. Czarujące przyszłą wizją smukłej figury i medialnego wdzięku! Lekkie mają być też programy w telewizji, lektury w szkole i wymagania rodzicielskie w domu – żeby zbytnio nie przeciążać umysłu pociech i nie wpędzać w stres czy poczucie winy. Zasady „light” zaczynają już obowiązywać w relacjach międzyludzkich („Po co nam ślub, czy nie wystarczy, że się kochamy?…”) – nie ma miejsca na zobowiązania i odpowiedzialność, jest luz i wolność. W myślenie wielu osób wdarła się z wielką siłą bardzo niepokojąca kategoria „fajności”. Niestety – także do życia religijnego. Fajna jest Msza, bo krótka i ksiądz się nie „czepia” na kazaniu, dyskretnie omijając trudne tematy. Fajne jest nabożeństwo różańcowe dla dzieci, bo jest tylko dziesiątek Różańca, a nie nudne 50 „zdrowasiek”. Fajni są rodzice, bo na wszystko pozwalają i dają kasę – równi starzy, „kumają” życie… Z czasem może pojawić się i wiara: w wersji „instant” – jak kawa, rosołek, zupka w proszku, łatwa w przygotowaniu – nic to, że trochę trująca, przepełniona sztucznością i konserwantami, gwarantującymi namiastkę smaku i trwałość. Wiara – jak wystawa dużego sklepu z pustym magazynem. Wiara nieprawdziwa – jak sztuczny smak zupki w proszku.

Pan Bóg jednak łatwo się nie poddaje. Przychodzi chwila, czasem w najmniej oczekiwanym momencie, że chce się skosztować prawdziwego smaku życia. Takiego, które ma w sobie zapisane prawdziwe radości i ból. Obudzenie się tej tęsknoty jest wielką szansą, ponieważ w istocie jest to wołanie o czystą miłość, taką, którą tylko Bóg może obdarować. Często jest to łaska Boża wymodlona przez kogoś na pogardzonym i wyśmianym wcześniej Różańcu. Nie wolno zlekceważyć takiego głosu, bo może się on już nie odezwać. Przychodzą czasem podczas rekolekcji do kościoła ludzie, którzy nie są do końca pewni, po co przyszli. Schowani za filarem, niemający jeszcze odwagi klęknąć, przyprowadzeni wewnętrznym głosem, który nie dawał spokoju. Tęskniący za prawdziwym smakiem życia, za sensem dalszym niż tylko ten wyznaczony kolejną wypłatą i końcem rat za mieszkanie. Trzeba ich przyjąć z wielką miłością i szacunkiem. Dać im ciepło i radość, których nigdy nie zapomną. Przyjdzie czas, że klękną przy konfesjonale i ze łzami w oczach wyznają swoje winy, zaczną nowe życie. Może jeszcze nie teraz, może jeszcze będzie musiało minąć nieco czasu. To nic. Ważne, aby zakosztowali prawdziwego smaku życia. Jego nie da się zapomnieć.


Marcin Jasiński
drukuj