Prawdziwy człowiek
Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński często powtarzał: „Nie wystarczy urodzić się człowiekiem – należy jeszcze nim być”. Ksiądz Władysław Bukowiński stał się wzorem do naśladowania właśnie dlatego, że swoje człowieczeństwo poprowadził w stronę świętości, żył, pokazując Boga ludziom zagubionym, strapionym. Wlewał w serca nadzieję tym, którzy nadziei już nie mieli.
Kilka dni temu, przeglądając stronę internetową mojej uczelni, natrafiłam na fotografie z XII Forum Polonijnego. Oglądałam m.in. zdjęcia z uroczystości odsłonięcia przed budynkiem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej popiersia ks. Władysława Bukowińskiego. Moja młodsza, niespełna jedenastoletnia siostra, stojąc z boku, przyglądała się z zainteresowaniem temu, co oglądałam. W końcu, nie mogąc powstrzymać swej ciekawości, zapytała, kim był ten człowiek i dlaczego inni postawili ku uczczeniu jego pamięci pomnik. Byłam zaskoczona i w pierwszej chwili trudno było mi odpowiedzieć cokolwiek na tak trudne pytanie. Bo jak można młodszej siostrze wytłumaczyć w kilku zdaniach, kim była tak zasłużona postać, jak ks. Bukowiński? Wydawało mi się to trudne, ale nie mogłam udać, że nie słyszę pytania…
Urodzony 22 grudnia 1904 roku w Berdyczowie, ukończył Uniwersytet Jagielloński na kierunku prawo i teologia. Święcenia kapłańskie przyjął w 1931 roku. Sprawując funkcję proboszcza w Łucku, został aresztowany przez władze sowieckie. Już wtedy był „na celowniku” i stał się „kimś niewygodnym” dla ówczesnej władzy. W obozie pracy, w nieludzkich warunkach, przeżył aż 14 lat. Po wyjściu z obozu pracy został zesłany do Karagandy w Kazachstanie, gdzie prowadził pracę duszpasterską. Ksiądz Władysław Bukowiński był otuchą dla ludzi, którymi się opiekował w tak morderczych warunkach. Mając możliwość powrotu do Polski, wybrał posługę duszpasterską. Wiedział prawdziwie, czym jest posługa kapłana. Był jedynym księdzem w komunistycznej Karagandzie. Na wieść o tym, iż w tym regionie żyje kapłan, ludność z oddalonych zakątków Kazachstanu pokonywała męczącą podróż, by uczestniczyć we Mszy Świętej. Ksiądz Władysław chrzcił, udzielał ślubów, spowiadał. Duszpasterstwo ks. Bukowińskiego przynosiło owoce. Do spowiedzi przystępowali wierni niekorzystający z sakramentów od 20 lub 30 lat. Chrzest przyjmowali także ludzie dorośli. Służba kapłana wymagała od niego niezwykłej siły i samozaparcia. Na tak obszernym terenie nie było ani kościoła, ani małej kapliczki. Eucharystia sprawowana była w domach wiernych. Ksiądz Bukowiński, narażając własne życie, niósł Życie tam, gdzie Go nie było. Nauczanie religii dzieci i młodzieży było surowo zabronione. I to nie powstrzymało tego bohaterskiego kapłana do wykonywania i sprawowania swojej misji. Wyjeżdżał także w odległe okolice Aktiubińska, Semipałatyńska i Turkiestanu. Był to rodzaj wyprawy misyjnej. Trwała ona najczęściej kilka dni, a czasem zdarzało się, że nawet kilka miesięcy.
Ksiądz Władysław Bukowiński narodził się do życia z Panem w 1974 roku. Pochowany został w Karagandzie. Pozostał wierny ideałom. Swoje życie uczynił służbą drugiemu człowiekowi i Panu Bogu.
Dlaczego przed budynkiem mojej uczelni postawiono popiersie tego kapłana? Aby pokazać młodym ludziom, że bohaterstwo i służba drugiemu człowiekowi to nie przeżytek lub niemodny slogan. Postać ks. Bukowińskiego uczy, jak być prawdziwym człowiekiem. Człowiekiem, który poda dłoń, gdy jest ciężko, który nie zostawi drugiego w potrzebie. Mając możliwość poprawy swoich warunków życia, nie zrezygnował z nieludzkich warunków pracy, ale pozostał z najbardziej potrzebującymi.
Moja młodsza siostra była poruszona tą opowieścią.
Aleksandra Florczak,
studentka II roku dziennikarstwa
i komunikacji społecznej WSKSiM
