Pozorne starcie
Kampania wyborcza zdaje się powoli dobiegać końca. Mamy już za sobą trzy dość istotne debaty telewizyjne pomiędzy przedstawicielami głównych, choć oczywiście nie jedynych sił politycznych.
Niektórzy dziennikarze twierdzą, że najciekawszy pojedynek polityczny rozegrał się pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim a Donaldem Tuskiem. Trudno jednak zgodzić się z takim poglądem, gdyż jest w nim zawarta sugestia, jakoby PO, a wcześniej KLD (Kongres Liberalno-Demokratyczny) były formacjami, które nigdy w ciągu ostatnich kilkunastu lat nie współpracowały z partiami lewicowymi (a przecież wiemy, że współpracowały), że oto PO, a nie PiS jest partią prawicową i może ona stanowić alternatywę dla elektoratu prawicowego.
Donald Tusk oczywiście włożył niemało wysiłku w to, aby można było odnieść wrażenie, że on i jego partia to wyraziste ugrupowanie pod względem moralnym i programowym, o solidarnościowym rodowodzie. Jednakże sam rodowód to za mało – aby uzyskać wiarygodność w oczach społeczeństwa, trzeba jeszcze czynami słusznymi pod względem moralnym dowieść swej prawości i patriotyzmu.
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej w celu uwiarygodnienia się uciekał bardzo często podczas ostatniej debaty w antykomunizm, antysocjalizm, chcąc w ten sposób zarysować całkowitą odrębność własnego ugrupowania od formacji politycznej reprezentowanej przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Natomiast ten ostatni był bardziej pojednawczo nastawiony do lidera PO, zwłaszcza na początku debaty (choć nie tylko), kiedy tytułował swego adwersarza mianem premiera, tak jakby życzył PO pokonania PiS i reaktywowania III RP – tworu, który był nie tyle w oficjalnej formie, ile w materii działań i decyzji politycznych naznaczony słabością moralną oraz koncepcyjną. (Jako symboliczne w tej materii można potraktować np. kłopoty Aleksandra Kwaśniewskiego z równowagą w miejscach uświęconych krwią Polaków czy kłopoty z definicją dobra wspólnego.)
Natomiast gdy chodzi o program, były prezydent nie ukrywał, że jest politykiem lewicowym, a nawet się tym szczycił. Przemawiał językiem populisty i demagoga, że oto jego partia będzie miała na uwadze interesy najsłabszych.
I tak na przemian mogliśmy się przysłuchiwać już to sofistyce lewicowej, już to sofistyce pseudoprawicowej, czyli liberalnej. I na tym poziomie można było dostrzec pewne różnice światopoglądowe i programowe. Jednakże wydaje się, iż zaznaczenie owych różnic miało jedynie taktyczne znaczenie. Najkrócej mówiąc, chodziło o zmylenie części społeczeństwa, iż w grę wchodzi tu także istotna alternatywa światopoglądowa i programowa. Tymczasem trzeba wiedzieć, iż we współczesnej polityce podchodzi się do tych spraw na ogół (co nie znaczy, że zawsze i w każdym przypadku) w sposób czysto instrumentalny. Aktualna sytuacja, potrzeba bycia skutecznym oraz doraźne interesy polityczne czy handlowe określają aktualny pogląd na różne rzeczy, jak również stosunek do innych aktorów życia publicznego czy pewnych grup społecznych. Dobrą egzemplifikacją tych tendencji jest postawa ideowa Donalda Tuska, ale oczywiście oprócz niego jest także wielu innych polityków, którzy temu bezkrytycznie bądź cynicznie ulegają. Fakt, że sytuacja ta ma miejsce nie tylko w Polsce, nie może być dla nas żadnym pocieszeniem. Wręcz przeciwnie – powinno nas to przestrzec przed takimi ugrupowaniami i politykami, którzy politykę pojmują jako dziedzinę moralnie obojętną. Tacy politycy jak np. Donald Tusk czy Aleksander Kwaśniewski i reprezentowane przez nich ugrupowania, niezależnie od oficjalnych deklaracji i stosowanych chwytów socjotechnicznych, oraz wszyscy inni, którzy samodochodzenie do władzy czy jej konserwowanie uważają za wartość samą w sobie, nie zasługują na zaufanie, zwłaszcza wtedy, gdy chcą ową władzę obrócić na użytek i interes własny, swojej partii czy oligarchów krajowych lub zagranicznych. Lider PO i zarząd tej partii ewidentnie flirtują z LiD i jednocześnie umiejętnie to kamuflują przed społeczeństwem. Oficjalnie chłodny i nieprzyjazny stosunek Donalda Tuska do patrona lewicy był w moim przeświadczeniu jedynie zabiegiem socjotechnicznym, podobnie też nieszczere były ukłony lidera PO w stronę ogółu społeczeństwa, w tym pojednawcze słowa w stronę słuchaczy Radia Maryja. Kiedy ma się dobrą pamięć i oczy szeroko otwarte na rzeczywistość, wtedy sofistyczne sztuczki na niewiele się zdadzą.
pracownik naukowy WSKSiM
