Powstanie powinno wybuchnąć kilka dni wcześniej
Z Tadeuszem Mikulikiem, „Witem”, w czasie Powstania kapralem z kompanii ochrony Kwatery Głównej przy komendzie generała Antoniego Chruściela „Montera”,
rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska
Podoba się Panu inicjatywa prezydenta, aby 1 sierpnia był świętem narodowym?
– Tak. To bardzo potrzebna inicjatywa, ale uważam, że w to święto, jeśli przypadać będzie w dni powszednie, powinno się pracować. Bo Polska potrzebuje teraz dużo pracy.
Co Panu najbardziej utkwiło w pamięci z czasu Powstania Warszawskiego?
– To, że według mojej skromnej oceny (byłem tylko kapralem) Powstanie wybuchło o cztery lub pięć dni za późno, bo największa panika wśród Niemców była 22, 23 i 24 lipca. Wtedy wszyscy uciekali i wtedy powinno wybuchnąć Powstanie. Ale niestety, wtedy Polacy nie byli zdecydowani, dopiero potem przyjechał delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski, dał instrukcje, to się jeszcze trochę odwlekło i w końcu do Powstania doszło 1 sierpnia. Ale moim zdaniem, to był nieodpowiedni czas i godzina 17.00 też była nieodpowiednia. Najlepsza porą byłby świt. Bo gdybyśmy mieli dobre uzbrojenie, samoloty, to proszę bardzo, byłoby to dobre. Ale my mieliśmy tylko pistoleciki, Niemcy byli uzbrojeni po zęby w bunkrach, o godzinie 17.00 mieli nas jak na dłoni… I wybijali nas. Bardzo dużo powstańców zginęło właśnie w tych pierwszych godzinach… To moje odczucia z tych pierwszych dni. Potem trafiłem do niewoli, po 63 dniach walki. Jak szliśmy do Powstania, myśleliśmy, że będziemy mieli pomoc, rząd, jakiego oczekiwaliśmy. Przeliczyliśmy się.
Żyją jeszcze Pana koledzy, z którymi Pan walczył?
– Kilku jeszcze żyje, ale coraz więcej ludzi umiera. Ja mam teraz 84 lata, miałem 18 lat, jak wybuchło Powstanie. Niektóre moje koleżanki jeszcze żyją, ale są schorowane. Nawet nie mogły przyjść na uroczystości, bo nie mogą chodzić. Ja na szczęście jeszcze się poruszam, jak pani widzi, żwawo. Oby tak dalej.
W okresie PRL świętowanie rocznicy wyglądało inaczej…
– Tak, ta rocznica nie była respektowana tak jak teraz. Po wyzwoleniu nazywano nas „zaplutymi karłami reakcji”, uważano, że ci, którzy walczyli w Powstaniu, nie są Polakami, bo Polak powinien chwalić Stalina i Rokossowskiego. A myśmy byli inni. Chcieliśmy pracować w wolnej Polsce.
W tym roku głównymi aktorami rocznicowych uroczystości mieli być powstańcy, a nie politycy. Czy tak było rzeczywiście?
– Tak, chociaż mam jedno zastrzeżenie. W hotelu Forum my, kombatanci, zostaliśmy bardzo ładnie przyjęci. Ale tutaj ja jako powstaniec, żołnierz „Parasola”, nie zostałem wpuszczony pod pomnik. A siedzi tam wielu polityków, którzy przez przypadek dostali się do Sejmu. To jest dla mnie oburzające. Jestem rozczarowany. Nie jest to w porządku. Mam legitymację powstańczą, wszystko jest tu na niej widoczne, i nie zostałem wpuszczony… Jest mi przykro.
Dziękuję za rozmowę.
