Powódź wróciła do Wilkowa

Druga fala powodziowa na Wiśle na Lubelszczyźnie jest wyższa o pół
metra od pierwszej, która pod koniec maja br. zalała ponad 90 proc.
gminy Wilków. Rzeka znów przerwała świeżo usypany wał w Zastowie
Polanowskim i ponownie zalewa domy mieszkańców Wilkowa.

We
wsi Kolonia Szczekarków leżącej w zatopionej gminie Wilków widać
wyraźnie, że choć obwałowana rzeka Chodelka toczy wezbrane wody w
kierunku Wisły, to od strony wsi powstało jak gdyby drugie koryto, w
którym nurt zmierza w przeciwną stronę, zalewając dopiero co osuszone
tereny. Woda w rozlewisku jest wyższa niż w korycie rzeki. To tu
znajduje się przystań dla łódek rozwożących zaopatrzenie dla
mieszkańców, którzy pozostali w swoich domach. Teraz pływa mniej
motorówek, gdyż drogi tarasują rzeczy wystawione przez ludzi do suszenia
i zatopione przez kolejną powódź.
– Obecna fala powodziowa jest
groźniejsza od poprzedniej, bo jest wyższa o 50 cm – mówi komendant
wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej brygadier Tadeusz Dołga, obecny
wczoraj na wałach w okolicy Kolonii Szczekarków. – Na terenie gminy
Wilków woda objęła obszar mniej więcej równy poprzedniemu zalaniu.
Niepokojące są prognozy zapowiadające burze i deszcze – dodaje.
Jak
poinformował nas bryg. Dołga, nad wałami w powiecie opolskim pracuje
obecnie ok. tysiąc ratowników: wojsko, strażacy oraz więźniowie.

Ogłosiłem ewakuację kolejnych wsi, a najbliższe godziny zadecydują o
tym, czy nie zostaną zalane nowe obszary gminy Wilków – mówi nam
Grzegorz Tarasiński, wójt gminy Wilków. – Wały są bardzo nasiąknięte i w
znacznie gorszym stanie technicznym. Zagrożenie dotyczy trzech dużych
wsi: Polanówka, Wólka Polanowska i Dobre. Do ewakuacji jest ok. 700 osób
– dodaje.
Wójt przyznaje, że po zejściu wody powodziowej wśród
mieszkańców Wilkowa zaczęła wracać nadzieja.
– Rozpoczęliśmy na
terenach południowych gminy akcje sprzątania i osuszania terenu.
Zebraliśmy padłe zwierzęta, a więc zlikwidowaliśmy zagrożenie
epidemiologiczne. Zaczynaliśmy podłączać ludziom światło, gdy napłynęła
kolejna potężna fala – mówi. – W tej chwili wszelkie działania, które
koordynujemy jako sztab, polegają na zapewnieniu ciągłości dostaw piachu
i worków, folii, rękawów, ludzi do pracy. Chodzi o tzw. wsteczne
obwałowania na rzece Chodelce między Kolonią Szczekarków a wsią Dobre.
Wszelkie sprawy dotyczące pomocy bezpośredniej są odsuwane na termin
późniejszy, gdyż w chwili obecnej najważniejsze jest życie ludzi.
W
szkole w Rogowie, gdzie mieści się tymczasowy urząd gminy Wilków i sztab
kryzysowy, działa też punkt medyczny.
– Pracujemy na okrągło cały
tydzień, a więc w soboty i niedziele – mówi pani dr Bożenna Stawińska. –
Ludzie przychodzą z przeziębieniami, zadrapaniami, ale najwięcej do
szczepienia przeciwko tężcowi. Na szczęście zatruć pokarmowych i
chemicznych jeszcze nie odnotowaliśmy. Pomoc psychologiczną świadczą
specjaliści z Opola Lubelskiego, którzy odwiedzają poszkodowanych
nieradzących sobie z tą sytuacją.
Tymczasem ludzie z zalanych
terenów, którzy przeżyli traumę dwóch kolejnych powodzi, nie chcą
opuszczać swoich domów.
W zalanym domu pana Marka Filiksa ze
Szczekarkowa pozostała cała rodzina. – Poprzednio, jak nas zalało, tylko
ja zostałem w domu. Teraz wszyscy siedzą ze mną. Zresztą, kto przyjmie
dziesięcioosobową rodzinę: ośmioro dzieci, mnie i żonę – mówi z
rezygnacją mężczyzna.
W dwupiętrowym domu został zalany cały parter,
więc rodzina mieszka na wyższych kondygnacjach. Ale woda po schodkach
„wchodzi” na piętro. Na łódkę wsiadają, schodząc z dachu po drabinie.

Podwórko już miałem suche, gdy trzy dni temu woda znów zaczęła się
podnosić w tempie ok. 20-30 cm na godzinę – wspomina z goryczą pan Marek
Filiks. Powódź zatopiła mu dom, sklep i sad. Ogółem swoje straty ocenia
na ok. pół miliona złotych. – Ze sklepu spożywczego nic nie wyniosłem,
nie było szans, bo woda zbyt szybko podeszła. Czteroletnich drzewek w
sadzie pod 2,5-metrową wodą nie da się już uratować, nie mam żadnego
ubezpieczenia, zawsze nam brakowało pieniędzy, bo mam wielodzietną
rodzinę – dodaje.
Pan Marek złożył wniosek o 6 tys. zł zapomogi, ale
nie wierzy, że ją otrzyma.
– To tylko takie obiecanki cacanki.
Teraz każdy obiecuje, bo wybory się zbliżają. Zobaczymy, co będzie z
pomocą po wyborach. Zresztą, co to jest 6 tys., na co to wystarczy? –
pyta retorycznie. – Za tyle to mogę kupić tylko piec do centralnego
ogrzewania. Tylko co się włoży do tego pieca, jak całe drzewo popłynęło z
prądem rzeki?
Panu Grzegorzowi Skorkowi ze Szczekarkowa wiosłowanie
jednym wiosłem, bo drugie się złamało, ze Szczekarkowa do Kolonii
Szczekarków zajęło godzinę. Przypłynął po jedzenie, które przywiozła mu
narzeczona ze swoim ojcem. Jego rodzice są w Puławach ze względu na stan
zdrowia. On pilnuje dobytku.
– Mam radio i trzy psy, to mi się tak
nie nudzi – opowiada. – Zresztą czasem sąsiad przypłynie, to można
porozmawiać.
W domu pana Grzegorza woda jeszcze nie osiągnęła
poziomu z poprzedniej powodzi, ale stale przybiera. Teraz na podwórzu
jest 2,5-3 m głębokości, a w domu wody na ok. 1,5 metra.
Mężczyzna
wylicza: – Praktycznie cały dom jest do remontu. Tynki trzeba kuć,
panele, boazerię. Wersalki, regały pokrzywione, lodówka i zamrażarka do
niczego. Drzewo kupiliśmy na zimę, całkowicie popłynęło. Dobrze, że nie
zdążyliśmy wynieść rzeczy przed dom do suszenia. U niektórych sąsiadów
to, co się udało uratować z pierwszej powodzi, zabrała druga. Tak było u
mojego dziadka. Lodówka do dziś pływa mu po podwórku.

Adam
Kruczek, Wilków

drukuj