Powódź to nie czas na działania pod publikę
Z burmistrzem Jasła Marią Kurowską rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pani Burmistrz, jakie straty poniosło Jasło na skutek ostatniej powodzi?
– Tegoroczna powódź nie wyrządziła wprawdzie tak wielkiego spustoszenia, jak miało to miejsce dwa lata temu, niemniej jednak zanotowaliśmy pewne straty. Głównie dotyczyło to podtopień, zniszczonych dróg, zarówno w centrum, jak i na osiedlach. Wstępne szkody, m.in. na drogach, w przepustach czy chociażby rowach melioracyjnych oszacowaliśmy na mniej więcej 3 mln zł i wysłaliśmy do sztabu kryzysowego. Do tej pory nie otrzymaliśmy jednak pomocy, ale ciągle na nią liczymy.
Wspomniała Pani o poprzednich powodziach, chociażby w 2006 roku, kiedy Jasło było systematycznie podtapiane. Teraz było inaczej…
– Faktycznie, od powodzi, jaka nawiedziła Jasło przed dwoma laty, kiedy zalane miasto było na ustach całej Polski, a straty były ogromne, bardzo wiele się u nas zmieniło. Przypomnę, że ówczesny rząd podjął decyzję o natychmiastowej budowie ok. sześciu kilometrów wałów na rzece Ropie, które chroniłyby osiedle Gądki. Budowa rozpoczęła się niemal natychmiast, a w dwa lata od tego momentu wały już funkcjonują i dzięki temu, że są, nasze miasto nie ucierpiało w bieżącym roku. Inwestycja, której koszt wyniósł ok. 23 mln zł, uchroniła przed skutkami powodzi przeszło 250 zabudowań mieszkalnych, ponad tysiąc mieszkańców i 16 podmiotów gospodarczych.
Jak z punktu widzenia samorządowca ocenia Pani doraźną pomoc obecnego rządu dla Podkarpacia, zresztą pomoc tak hucznie manifestowaną przez wicepremiera Schetynę?
– Owszem, w sytuacjach kryzysowych, każde działania są potrzebne, zwłaszcza takie, które pomagają poszkodowanym chociażby w formie zapomóg. Natomiast oprócz tego ważniejsze są działania strategiczne, kompleksowe, które docelowo załatwiają problem i pozwolą w przyszłości uniknąć podobnych tragedii. Osobiście jestem zwolenniczką udzielania pomocy bez zbędnego szumu i rozgłosu, a jeżeli już, to takich działań czy inwestycji jak chociażby nasze wały, których budowa zakończy się w bieżącym roku, a które wymiernie chronią ludzi i ich dobytek, a nie są jedynie pustymi obietnicami rzucanymi na prawo i lewo, które zaciera czas.
Jakich działań oczekuje Pani od rządu?
– Mogę się wypowiadać jedynie w sprawach dotyczących mojego miasta. W tej chwili jest obwałowana rzeka Ropa, natomiast konieczne są dalsze prace dotyczące rzeki Wisłoki, które pozwolą uniknąć zalania osiedla Niegłowice, które ucierpiało w bieżącym roku. W tym przypadku wały nie wystarczą, konieczna jest natomiast budowa zbiornika retencyjnego Kąty-Myscowa, którego plany budowy zarzucił obecny rząd. Rzeka Wisłoka to – można powiedzieć – rzeka skrajności, która albo wylewa, albo po prostu wysycha, stąd też ważnym problemem jest brak wody pitnej dla Jasła. W jednym i drugim przypadku problem rozwiązałaby budowa wspomnianego zbiornika Kąty-Myscowa, który uchroniłby także szereg innych miejscowości w regionie. Pozostaje tylko żal, że z jednej strony robi się tak huczne akcje, kiedy rozdawane są zapomogi, ale z drugiej strony wycina się inwestycje czy strategiczne zadania, których realizacja nie doraźnie, a kompleksowo rozwiązywałaby problem.
Dziękuję za rozmowę.
