Potęga słowa
Z ks. bp. Adamem Lepą, członkiem Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Katarzyna Cegielska
W sobotę, 24 stycznia, w WSKSiM w Toruniu odbędzie się sympozjum zatytułowane „Oblicza słowa”. Potęgę słowa odkryli sofiści, choć niestety, często posuwali się do manipulacji nim. Jeden z nich – Gorgiasz – określił słowo potężnym władcą, które najmniejszym i niewidocznym ciałem dokonuje dzieł wielkich, ale jednocześnie zastosowane niewłaściwie może przynieść zgubę duszy, tak jak trucizna ciału.
– W Polsce o wielkiej sile słowa pisał pięknie Jan Parandowski: „Słowo jest potęgą. Utrwalone w piśmie, zdobywa nie dającą się obliczyć ani przewidzieć władzę nad myślą i wyobraźnią ludzi, panuje nad czasem i przestrzenią”. Nic więc dziwnego, że przez wieki wyrażano przekonanie, iż „tylko słowa są mieszkaniem kultury”. Cywilizacja obrazu obaliła ten pogląd. Słowo jest głównym instrumentem w tworzeniu dobra, ale też staje się środkiem w działaniach, które szkodzą człowiekowi, społeczeństwu i kulturze. W ujęciu Vladimira Volkoffa takim zagrożeniem staje się logomachia polegająca na celowym wprowadzaniu przez ludzi mediów do obiegu społecznego sugestywnych sformułowań, które opinia publiczna przyjmuje jako prawdziwe, choć w rzeczywistości są perfekcyjnie zakamuflowanym kłamstwem.
Niegdyś słowo miało swoją wartość. Jeśli ktoś powiedział: „słowo honoru” czy „ręczę słowem” – to coś znaczyło, obecnie takie słowa wywołują raczej uśmiech na twarzy rozmówcy. Dlaczego następuje dewaluacja słowa?
– Dewaluacja słowa jest faktem. Wskazują na to również pewne sformułowania, takie jak: „szastanie słowem”, „rzucanie słów na wiatr”, „słowa bez pokrycia” czy „biegunka słowna”, oznaczająca monolog, który innych nie dopuszcza do głosu. Są różne powody tej dewaluacji. Wymieńmy przykładowo kilka z nich. Zanika przede wszystkim poczucie odpowiedzialności za wypowiadane słowo, a fałszywie pojmowana tolerancja ma rozgrzeszać z przekłamań. Włącza się przy tym mechanizm obronny: „przecież wszyscy dziś kłamią”. Niebagatelną rolę spełnia w tej dziedzinie dominacja obrazu, która z natury swojej prowadzi do marginalizacji słowa. A wreszcie społeczeństwo jest wciąż pod wpływem polityków, którzy w posługiwaniu się słowem są nieobliczalni – nie tylko w obietnicach przedwyborczych, ale również w wypowiadaniu insynuacji i obelg.
Czy w dewaluacji słowa „nie pomogły” zmieniające się proporcje między wagą słowa i obrazu? Nastąpiła dominacja obrazu nad słowem, mówimy nawet, że żyjemy w świecie obrazkowym.
– Niewątpliwie. Cywilizacja obrazu czy obrazkowa, o której wspomniałem, prowadzi do uzależnienia się od mediów wizualnych, zwłaszcza telewizji. Sprawia to w dalszej konsekwencji, że użytkownik tych mediów traci wnikliwość myślenia, zdolność poprawnego oceniania i stawiania diagnozy, a nawet napotyka trudności w rozumieniu odczytywanych tekstów.
Badania wskazują również na pewną groźną prawidłowość. Oto im więcej konsumuje się obrazów, tym większe pojawiają się trudności w sztuce narracji, której roli nie można przeceniać w rozwoju umysłowym człowieka. Należy też podkreślić, że w następstwie marginalizacji słowa spowodowanej presją (a często nawet agresją) obrazów we współczesnej kulturze obywatel społeczeństwa postkomunistycznego nieprawdopodobnie łatwo ulega wpływom nowych mitów i różnego rodzaju manipulacjom.
Księże Biskupie, w jaki sposób uczyć się samemu i uczyć innych odpowiedzialności za słowo?
– Zadanie trudne, ale możliwe do wykonania. Gotowej recepty nie ma, bo każdy z nas jest inny i różne są nasze środowiska. Niemniej można zasugerować kilka wskazań. Najpierw należy sobie uświadomić, że możliwość posługiwania się słowem jest wspaniałym Bożym darem. Dlatego tym bardziej nie można pozwolić, aby było ono skażone kłamstwem, nienawiścią czy jakimkolwiek złem. Słowo przyczynia się do naszego rozwoju – intelektualnego i moralnego. Może też służyć dobru drugiego człowieka, gdy np. jest nośnikiem treści ewangelizacyjnych. Dla człowieka zagubionego dobre słowo staje się „światełkiem w tunelu” wlewającym do jego serca otuchę i odwagę w pokonywaniu trudności. Dlatego trzeba więcej myśleć i rozmawiać z innymi na temat walorów słowa. Również w naszym rachunku sumienia winno się znaleźć pytanie, jacy naprawdę jesteśmy w wypowiadaniu słów. Nie żałujmy też czasu na ciszę. Wszak słowo karmi się nią. Im więcej w naszym życiu ciszy, tym słowa przez nas wypowiadane są bardziej prawdziwe, logiczne i piękne. I wreszcie szkołą odpowiedzialności za słowo jest przede wszystkim zorganizowane środowisko słowa, nazywane powszechnie logosferą. Rodzinna logosfera daje w tej dziedzinie szanse największe.
Jaką rolę odgrywają tu dziennikarze, którzy winni być sługami słowa, a często dzieje się niestety tak, że słowo jest na usługach ich i wydawców?
– Dziennikarze mają wyjątkowe możliwości, aby być mistrzami słowa i jego wiernymi sługami. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Na pewno ma miejsce akt sprzeniewierzania się słowu, gdy staje się ono narzędziem kłamstwa, nieuczciwej propagandy czy niewybrednych ataków na osoby lub instytucje. Albo gdy słowo uczestniczy w obśmiewaniu wartości najważniejszych dla Polaków – chrześcijańskich i patriotycznych. A słowo drukowane ma szczególną siłę oddziaływania, zgodnie ze znanym powiedzeniem, że wypowiadane słowa ulatują, napisane zaś – pozostają.
Jak bardzo słowo może być szkodliwe, przekonujemy się choćby ostatnio, odbierając przekazy medialne na temat in vitro. Manipulacje słowem są jawne – fakty na temat in vitro są wręcz wyśmiewane… Ten temat zostanie również podjęty podczas sympozjum w WSKSiM.
– Również w tej dziedzinie używa się słowa, żeby powiedzieć coś, co jest niezgodne z prawdą, powiedzieć nieprecyzyjnie albo coś ważnego zupełnie pominąć. Na przykładzie trwającej w mediach dyskusji na temat metody in vitro potwierdza się znana prawidłowość, że w polityce, a zwłaszcza w propagandzie i w samych mediach to jest najważniejsze, o czym się mówi najmniej. A słowo mówione i drukowane wprzęgane jest do rozpowszechniania bałamutnych mitów na ten temat i szkodliwych manipulacji. Funkcjonuje tu znana myśl, że w mętnej wodzie łowi się najwięcej ryb. Dlatego należy wyrazić satysfakcję, że temat ten będzie podjęty w Toruniu na sympozjum w WSKSiM i przez tak znamienitych prelegentów.
Księże Biskupie, kogo Ksiądz Biskup – jako współorganizator konferencji w Toruniu – zaprosił do udziału w niej?
– Niech czują się zaproszeni wszyscy, którym leży na sercu troska, aby słowo prawdziwe i piękne jako ważna część kultury i dziedzictwa narodowego wypełniło dziś swoją dziejową misję; jak również wszyscy, którzy oczekują odrodzenia polskich mediów, aby w nich słowo nie uczestniczyło nigdy w fabrykowaniu nowych mitów i w działaniach manipulatorskich.
Dziękuję za rozmowę.
