Pomnik, ale bez wraku
Ma zapobiec amnezji rządzących i banalizacji katastrofy smoleńskiej.
Powinien stanąć w pobliżu Pałacu Prezydenckiego. Mowa o narodowym pomniku
upamiętniającym ofiary 10 kwietnia 2010 roku.
Jaki i gdzie będzie usytuowany pomnik smoleński – zastanawiali się uczestnicy
wczorajszej debaty zorganizowanej w Sejmie przez Społeczny Komitet Budowy
Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem.
– W związku z coraz większą miałkością dyskusji na temat tragedii smoleńskiej
postanowiliśmy wystąpić z ideą budowy pomnika smoleńskiego – mówił prof.
Włodzimierz Bernacki z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych
Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczący zarządu Komitetu.
Zaproszenie na konferencję organizatorzy skierowali zarówno do prezydent
Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, jak i do ministra kultury Bogdana
Zdrojewskiego. – Zaproszenia jednak nie zostały przyjęte – poinformował prof.
Bernacki.
10 kwietnia ub.r. w czasie podróży do Katynia zginął prezydent RP Lech Kaczyński
z małżonką Marią, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski i 93
inne osoby, wybitni przedstawiciele naszego życia publicznego i społecznego.
– Dlatego to my jako Naród mamy obowiązek i prawo do tego, by wznieść pomnik
upamiętniający ofiary tej katastrofy. Decyzja o wzniesieniu pomnika jest
suwerenną decyzją Narodu, a nie jakiejkolwiek wybranej czy niewybranej przez
niego władzy. Władza nie może narzucać Narodowi wybranej przez siebie historii –
podkreślił prof. dr hab. Jan Skuratowicz z Instytutu Historii Sztuki
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Prelegenci zaznaczyli zarazem, że Krakowskie Przedmieście przy Pałacu
Prezydenckim – optymalna lokalizacja tego upamiętnienia – jest przestrzenią
publiczną, a nie własnością władz miejskich.
Jaki to będzie monument? – Pomnik winien stać się tak wyjątkowym zjawiskiem w
polskiej sztuce pomnikowej, jak wyjątkowym wydarzeniem w polskiej historii jest
tragedia smoleńska. Winien być wyrazem czci dla najlepszych synów Narodu, którzy
wraz z prezydentem RP chcieli oddać hołd polskim oficerom zgładzonym w 1940 r.
na nieludzkiej ziemi – mówił prof. Marek Dyżewski, pianista, publicysta oraz
animator życia muzycznego. Jak przypomniał, w dniach bezpośrednio po tragedii
prefiguracją pomnika był ustawiony przez harcerzy krzyż przed Pałacem
Prezydenckim.
– Krzyż ten był znakiem nadziei dla poległych w Smoleńsku na godne miejsce w
Domu Ojca. Krzyż był zarazem pierwszym znakiem pamięci o nich i znakiem bólu,
jaki wtedy przeżywaliśmy. Miał tam trwać do czasu wzniesieniu w tym miejscu
upamiętnienia. Tak się jednak nie stało – wskazał prof. Dyżewski. W jego
przekonaniu, "małostkowość ludzi sprawujących najwyższe funkcje w państwie i
wrogie nastawienie wobec poległego w Smoleńsku prezydenta i towarzyszących mu
osobistości sprawiły, że do dziś nie powstał taki pomnik".
Uczestnicy debaty byli zgodni, że wraz z potajemnym zabraniem harcerskiego
krzyża przez ministra z Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego
rozgorzała bitwa o pamięć o tych, którzy polegli pod Smoleńskiem.
Profesor Marek Dyżewski zdecydowanie krytycznie odniósł się do propozycji
Donalda Tuska, który mówił, że pomnikiem mógłby być wrak samolotu. – Tym samym
wrak zostanie pozbawiony mocy dowodu w śledztwie – mówił. Skrytykował też
propozycje prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, aby temat budowy pomnika
poddać badaniom opinii publicznej.
– Symbol katastrofy powinien być znakiem uniwersalnym. Pomnik to wyraz pamięci i
tożsamości, i takim ma się stać – zaznaczył ks. prof. Paweł Bortkiewicz, dziekan
Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wykładowca
Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Zasadniczą konkluzją całej debaty było to, by forma pomnika odpowiadała randze
tragedii, jaka wydarzyła się 10 kwietnia 2010 roku na terenie Federacji
Rosyjskiej. Prelegenci byli zgodni co do tego, by powstał on przy Pałacu
Prezydenckim. Powinien też mieć takie cechy jak trwałość i wytrzymałość.
Monument, wyraz hołdu dla ofiar katastrofy, ma też pełnić rolę ekspiacyjną. –
Wstydzić się winni ci, którzy milczeli, kiedy przez pięć lat politycy z
pierwszych ławek parlamentu wspierani przez media poniżali, szykanowali i
odzierali z godności prezydenta Lecha Kaczyńskiego – zaznaczyli prelegenci.
W sprawie pomnika smoleńskiego wypowiedziały się też rodziny ofiar. Zuzanna
Kurtyka, wdowa po prezesie IPN Januszu Kurtyce i prezes Stowarzyszenia Katyń
2010, stwierdziła m.in., że przybywający do Polski prezydent USA nie będzie miał
gdzie oddać hołdu ofiarom katastrofy. – Jest to świadectwo o osobach, które
rządzą naszym Narodem – oceniła Kurtyka.
Anna Ambroziak
*************************
Przeciw amnezji
Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem, dziekanem Wydziału Teologicznego UMK,
wykładowcą WSKSiM, rozmawia Anna Ambroziak
Forma i rozmiary pomnika powinny odpowiadać randze tragedii, jaka miała
miejsce 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem – to główna konkluzja wczorajszej
debaty dotyczącej powstania pomnika smoleńskiego, w której brał Ksiądz Profesor
udział. Zdaniem wszystkich prelegentów, pomnik powinien powstać przy Pałacu
Prezydenckim.
– To sprawa zasadnicza. Wydaje się, że rok po katastrofie mamy pewną postępującą
amnezję narodową i społeczną. Oczywiście, ona jest wywoływana różnego rodzaju
czynnikami politycznymi. Efekt jest taki, że największa katastrofa, jaka
wydarzyła się w powojennej historii Polski, jest wydarzeniem marginalizowanym,
jest spychana do społecznej niepamięci. Dlatego sądzę, że pomnik smoleński musi
powstać. Będzie on pewnym symbolem, który spróbuje się zmierzyć z
rzeczywistością. Rzeczywistością wieloraką, wieloznaczeniową, która na pewno nas
przerasta. Sensem czwartkowej debaty w Sejmie było odsłonięcie pewnych warstw
tej rzeczywistości po katastrofie 10 kwietnia. Należy się tu skupić na dwóch
rzeczach: dlaczego pomnik i jaki pomnik. Oczywiście, używając tego drugiego
określenia, nie mam na myśli jego kształtu artystycznego, ale jego zawartość. Co
do pierwszego sformułowania – należy zaznaczyć kontekst bardzo zasadny: kiedy w
warunkach łagrowych ludzie byli mordowani w sytuacji banalizacji śmierci, to
jedynym sposobem ocalenia ich życiorysów przed deheroizacją i dehumanizacją był
pochówek. Wydaje się, że dziś mamy sytuację analogiczną.
W jakim sensie?
– Jak już mówiłem wcześniej – grozi nam jakaś amnezja i zarazem rzeczywistość
dehumanizacji tego, co się stało. Mówię o tym w kontekście pochówków ofiar
katastrofy, które były i które do dziś są owiane pewną tajemnicą, do tego
dochodzi problem ekshumacji i identyfikacji zwłok. Budowa pomnika jest próbą
zmierzenia się poprzez symbol, poprzez mit z tą rzeczywistością, która nas wciąż
jeszcze przerasta.
Jaki będzie kształt artystyczny tego upamiętnienia?
– Wydaje mi się, że nieodłącznym elementem tego pomnika musi być krzyż – symbol
męczeństwa. Chcemy bronić tezy, że ofiara ludzi, którzy zginęli w katastrofie
smoleńskiej, była wyrazem męczeństwa.
Intencją Komitetu jest, by upamiętnienie było umiejscowione w pobliżu Pałacu
Prezydenckiego.
– Taka jest zdecydowana wola Komitetu. Konkretna lokalizacja – czy ma on zostać
usytuowany przed frontonem Pałacu, czy też nieco z boku – jest kwestią do
dyskusji. Na pewno bezpośredni związek tego pomnika z miejscem wyruszenia
pielgrzymki smoleńskiej wskazuje, że powinien on stanąć w pobliżu Pałacu
Prezydenckiego.
Ale na to muszą wydać zgodę władze miejskie, a to nie będzie łatwe.
– Oczywiście zdajemy sobie sprawę z mogących pojawić się trudności. Ale musimy o
tym dyskutować, podnosić ten temat. W przeciwnym razie skażemy się na to, że ten
pomnik nigdy nie powstanie. Jeżeli nawet przy obecnym braku woli politycznej nie
uzyskamy takiego pozwolenia, to temat będzie trwał i jestem przekonany, że
prędzej czy później tę zgodę Naród i społeczeństwo na władzach wymusi.
Kilkakrotnie w naszej rozmowie padło pojęcie "amnezja społeczna". Sądzi
Ksiądz Profesor, że to zjawisko jest wywoływane celowo? Jak można byłoby
zdefiniować jego mechanizmy?
– Oczywiście, jest ono wywołane celowo. Proszę zauważyć niektóre stwierdzenia,
jakie padają w mediach, bardzo – moim zdaniem – brutalne. Że minął rok od
tragedii, więc należy skończyć z mówieniem o katastrofie. To bardzo nietaktowne
wypowiedzi, które uderzają nie tylko w rodziny ofiar, ale też w nas, ludzi
niepowiązanych relacjami rodzinnymi z ofiarami tej katastrofy. My też mamy prawo
przeżywać osobiście tę tragedię. Jeżeli ten nurt amnezji idzie poprzez media
zarówno publiczne, jak i niektóre prywatne, jeżeli on jest nagłaśniany i
podawany wszelkimi kanałami informacyjnymi, a w opozycji do tych kanałów
pozostają bardzo nieliczne media, jak "Nasz Dziennik", Radio Maryja czy
Telewizja Trwam, czy kilka portali internetowych, to dysproporcja jest tu bardzo
znacząca. Należy pamiętać, że w pierwszych dniach po 10 kwietnia 2010 roku
rzucono ludziom spektakl w postaci żałoby, po której natychmiast zaczęto
przystępować do krytyki i znieważania pamięci tych tragicznie zmarłych osób.
Cały czas symbolikę pochówku wawelskiego starano się zdeprecjonować, mówiąc o
tym, że winę za katastrofę ponosi śp. pan prezydent Lech Kaczyński. Próbowano
ugrać na tym interesy komercyjne i polityczne.
To znaczy?
– Komercyjne – w sensie "Katyń" Andrzeja Wajdy, polityczne – w sensie rzekomego
pojednania polsko- -rosyjskiego. Przekreślano natomiast i wciąż się przekreśla
to, co stanowi najbardziej bolesną tajemnicę 10 kwietnia 2010 roku.
Dziękuję za rozmowę.
