Pomiędzy górami

Ewangelia

II Niedziela Wielkiego Postu

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.

A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.

Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.

Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.


Mt 17, 1-9

Pomiędzy górami

Kultura Europy to dziedzictwo rozpięte pomiędzy wieloma wzgórzami: Akropolem i Panteonem, Synajem, Górą Błogosławieństw, Taborem i Golgotą. Trzy wielkie kultury stworzyły fundamenty tego wszystkiego, z czego dziś jesteśmy dumni, co stanowi treść codzienności, obecną w systemie prawa, sposobie postrzegania i rozumienia siebie i świata, sposobie postrzegania teraźniejszości i przyszłości. Jest jednak pewna różnica. Akropol leży w gruzach; potężny Rzym, którego cesarze władali połową świata, runął i nigdy już nie powstał z ruin, chociaż o jego wskrzeszeniu marzyło tak wielu. Chrześcijaństwo, które dla jednych było zgorszeniem, dla innych niewartym uwagi głupstwem, przetrwało i dalej, mimo trudności, jest dla wielu fundamentem wszelkiego budowania. Chrześcijaństwo – „dziedzictwo biblijnych gór”.

Po co Chrystus zaprowadził tam swoich uczniów? Odpowiedź zawarta jest w tym, co w Ewangeliach zapisane jest dalej: droga z Taboru biegnie już do Jerozolimy, gdzie miało się wszystko wypełnić. Jezus chciał swoim uczniom najzwyczajniej w świecie dodać otuchy, dać im nadzieję, że „nie biegli na próżno”, umocnić w wierze. Na ile się to zdało? Pozornie na niewiele – wystarczy sobie przypomnieć, kto z apostołów pozostał pod Krzyżem, o czym rozmawiali w drodze do Emaus. Ale tylko pozornie. Bo kiedy później już – umocnieni mocą Ducha – oddawali swoje życie za wiarę, niosąc Ewangelię daleko poza granice Palestyny, pamięć pozostała. Wszystko ułożyło się w logiczną całość.

Są w życiu „chwile Taboru”. Momenty, kiedy tak zwyczajnie po ludzku jest nam bardzo dobrze. Chciałoby się przedłużać te minuty w nieskończoność. Dotyczą one również przeżycia religijnego. Łatwo się wtedy mówi razem z apostołem: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy”. Dobrze mi być z Tobą. Odpowiada mi światło, jakie jest w Tobie i we mnie. Spokój i cisza. Niezwykłość miejsca i poczucie bycia wybranym. I ta błogość – wszystko od Ciebie pochodzi, nie trzeba się o nic starać, o nic zabiegać… Problem polega jednak na tym, że z Taboru trzeba zejść, a wtedy rodzi się bunt. Kończy się światło, zaczyna zwyczajność i wędrówka po kamienistych ścieżkach życia, często wiodąca przez Golgotę. A pamięć przechowuje inne chwile, inne wyobrażenie religii. Rozum się buntuje! Serce chce zawracać. A tu trzeba iść do przodu! Ktoś kiedyś nazwał tak zarysowany sposób przeżywania religii „stagnacją Taboru”. Wcale nie jest to określenie pozytywne, nobilitujące. Wręcz przeciwnie. Zdarza się nam czasem być w jakimś sanktuarium, uczestniczyć w pielgrzymce, być na rekolekcjach. Tak dobrze jest wtedy, tyle świateł w sercu się zapala. Ale to się wcześniej czy później kończy. Wraca realizm życia i trzeba powrócić do codziennych zmagań o wierność. Nie wolno wtedy ulec pokusie zatrzymania czy ucieczki – zamknięcia się w marzeniach o chwilach, kiedy było tak dobrze i błogo…

Warto przy okazji wspomnienia wydarzenia na Taborze przytoczyć zdanie, co prawda dziś nieobecne w liturgii słowa, ale ważne z tej racji, że wypowiada je świadek Przemienienia – św. Piotr. Pisze on: „I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach”. Piotr nie zatrzymuje się na wydarzeniu Taboru. Było, dokonało się – życie pisze kolejne karty. Mówi: – Padły wtedy ważne słowa . Ojciec przypieczętował wszystko to, cośmy przedtem widzieli i słyszeli. Ale mamy słowa mocniejsze: to Dobra Nowina. To program na całe życie – na chwile radosne i smutne, na dni zwycięstw i porażek. Słowa, które mają być lampą rozświetlającą wszelkie ciemności. Nawet ciemności umierania i śmierci. Słowa, które nie tylko trzeba przyjąć, ale głęboko przeżyć. Wtedy dokona się przemiana.


Marcin Jasiński
drukuj