Polskie zabytki odjeżdżają na Zachód
Od siedmiuset do poniżej dziesięciu spadła liczba pozwoleń wydawanych na
wywóz z Polski zabytków. Otwarta granica na zachodzie i południu oraz
nieskuteczne przepisy ułatwiają ograbianie naszego kraju z cennych dóbr kultury.
Po wejściu do strefy Schengen praktycznie nikt nie występuje o pozwolenie na
wywóz zabytków, gdyż i tak na granicy z Niemcami czy Czechami nie sprawdza się,
co wieziemy w bagażu. Wobec niezinwentaryzowanego stanu zbiorów prywatnych skala
tego zjawiska jest nie do oszacowania. Z danych Interpolu wynika, że znajdujemy
się w czołówce państw dotkniętych zjawiskiem przestępczości przeciwko zabytkom
kultury.
W obowiązującej do 2003 r. ustawie o ochronie dóbr kultury istniał ogólny zakaz
ich wywozu. Dopiero nowa ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami
dopuściła możliwość ich wywozu, o ile nie będzie on "stanowił uszczerbku dla
naszego dziedzictwa kulturowego", obwarowując ją jednak obowiązkiem uzyskania
stosownego pozwolenia. Dotyczyło to trzech kategorii: zabytków ruchomych
starszych niż 55 lat niewpisanych do rejestru i 25 lat w przypadku zabytków
techniki, a także zbiorów bibliotecznych sprzed 1948 roku.
– Przepisy o ochronie zabytków w miarę skutecznie obowiązywały do czasu
wstąpienia Polski do strefy Schengen – uważa Olgierd Jakubowski z Ośrodka
Ochrony Zbiorów Publicznych, sekretarz komisji ds. wywozu zabytków. W nowej
rzeczywistości, mimo że prawo nadal obligowało do posiadania zezwolenia, było to
kontrolowane w znacznie mniejszym zakresie. – Skutek tego był taki, że przed
wstąpieniem Polski do strefy Schengen rocznie wydawano od 700 do 600 takich
pozwoleń, po wstąpieniu liczba ta zmalała do 32 w 2008 r., w tym tylko 10 do
krajów strefy Schengen, a w 2009 r. spadła poniżej dziesięciu – wskazuje
ekspert. Oznacza to, że system ochrony dziedzictwa kulturowego poprzez wydawanie
pozwoleń na wywóz w praktyce stracił skuteczność, ponieważ większość obywateli
te przepisy zaczęła ignorować. Jakubowski podkreśla, że nie bez znaczenia jest
fakt, iż za uzyskanie pozwolenia należało uiścić opłatę skarbową w wysokości 25
proc. wartości wywożonego zabytku nawet wtedy, gdy stanowił on własność
wywożącego.
– Ponieważ nie znamy zbiorów prywatnych obywateli, gdy przedmiot zabytkowy
wyjedzie z Polski za granicę, szansa jego odnalezienia jest znikoma – uważa
Jakubowski. – Tak naprawdę nie wiemy, co już zostało wywiezione – przyznaje.
Przy Komendzie Głównej Policji działa profesjonalny Krajowy Zespół do Walki z
Przestępczością przeciwko Dziedzictwu Narodowemu. Jednak jak podkreśla prof.
Wiesław Pływaczewski, kierownik Katedry Kryminologii i Polityki Kryminalnej
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, mimo to współpraca służb zaangażowanych w
zwalczanie przestępczości przeciwko dobrom kultury, takich jak m.in. policja,
straż graniczna, służby celne i finansowe, "niby jest, ale tak naprawdę jej nie
ma" – bo zamiast współpracy przypomina raczej niezdrową konkurencję.
Jednym z ogromnych problemów przestępczości przeciwko dobrom kultury jest
nielegalna eksploracja stanowisk archeologicznych i wywóz za granicę uzyskanych
w ten sposób zabytków.
– Teraz, kiedy Polska jest w Schengen i kontrole graniczne są rozluźnione, wywóz
z Polski różnego rodzaju zabytków jest realnym problemem i ze statystyk wiemy,
że to nie kradzież jest w Polsce najpoważniejszym przestępstwem, tylko
nielegalny wywóz zabytków – uważa dr Maciej Trzciński z Katedry Kryminalistyki
Uniwersytetu Wrocławskiego.
O ile w Polsce nie ma legalnego obrotu zabytkami archeologicznymi, które z mocy
prawa należą do Skarbu Państwa, o tyle w niektórych niemieckich landach prawo
dopuszcza handlowanie archeologią bez konieczności wskazywania na proweniencję
zabytków.
– Praktyka jest taka, że zdarzają się kradzieże na zamówienie w Polsce, a
zabytki archeologiczne są wywożone na rynek Europy Zachodniej – wskazuje dr
Trzciński.
Trudna do oszacowania skala wywozu zabytków z Polski wzbudza poważnie
zaniepokojenie zarówno wśród ekspertów z zakresu ochrony zabytków, jak i
prawników kryminologów.
– Takie państwa jak Polska muszą być szczególnie uwrażliwione na to, aby nasze
dobra kultury nie odpływały w szczególnie szybkim tempie, a przede wszystkim,
żeby zostały u nas te najcenniejsze, świadczące o naszej tożsamości,
dziedzictwie – postuluje prof. Wiesław Pływaczewski, kierownik Katedry
Kryminologii i Polityki Kryminalnej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Jego
zdaniem, polscy politycy zasiadający w różnych gremiach europejskich powinni być
szczególnie aktywni w tworzeniu aktów normatywnych chroniących nasze dziedzictwo
kulturowe mimo zasady swobodnego przepływu towarów, która jest jednym ze
sztandarowych kanonów unijnych.
Z danych Interpolu wynika, że Polska znajduje się w czołówce krajów dotkniętych
zjawiskiem przestępczości przeciwko zabytkom kultury.
Zdaniem prof. Pływaczewskiego, przestępczość przeciwko dziedzictwu kultury coraz
częściej przybiera formę znaną z przestępczości narkotykowej, handlu bronią,
przemytu ludzi, tzw. seksbiznesu. Te ścisłe związki wynikają z faktu, że
przestępczość związana z dziedzictwem kultury poddana jest ścisłym procesom
merkantylizacji i fiskalizacji, a szeroko rozumiane dobra kultury to również
obszar penetracji biznesowych, spekulacyjnych.
– Mówiąc o przestępczości przeciwko dobrom kulturalnym, nie wolno pominąć samego
rynku dzieł sztuki, zwłaszcza tego "czarnego", zakonspirowanego, który zgodnie z
zasadą podaży i popytu obecnie jest jednym z największych stymulatorów tej
przestępczości – uważa prof. Pływaczewski. I przyznaje, że dzięki polskiej
aktywności w obszarze Schengen mamy wiele znaczących instrumentów, zwłaszcza o
charakterze operacyjnym, pozwalających skuteczniej ścigać przestępców godzących
w dziedzictwo kultury.
W czasie zakończonej wczoraj w Lublinie trzydniowej międzynarodowej konferencji
poświęconej ochronie zabytków pogranicza zorganizowanej przez Krajową Szkołę
Sędziów i Prokuratorów powstała inicjatywa powołania interdyscyplinarnego
zespołu ekspertów dla przygotowania propozycji nowelizacji polskiego prawa
karnego w dziedzinie ochrony zabytków. Jeszcze w tym roku zespół ma przygotować
deklaracje współpracy na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego pogranicza.
Adam Kruczek, Lublin
