Polski węgiel walczy o polski rynek
Zapowiadane strajki związkowych centrali górniczych na Śląsku przypomniały
o sytuacji polskich kompanii węglowych. Strategia największej z nich zakłada
powolne ograniczenie wydobycia, a w związku z tym także zatrudnienia. Mamy
największe zasoby węgla w Europie, tymczasem śląskie koncerny przegrywały dotąd
walkę z importowanym surowcem. Ten stan może pogorszyć zmiana regulacji Unii
Europejskiej w sprawie dotowania nierentownych kopalń. W związku z niejasną
sytuacją wokół branży związkowcy tym razem bardziej domagają się utrzymania
miejsc pracy niż podwyżek płac.
Górnicy ze wszystkich kopalń i zakładów śląskiej Kompanii Węglowej zapowiadają,
że jeśli nie uda im się porozumieć z zarządem firmy, 4 października zorganizują
strajk 24-godzinny, a w 2 tygodnie później – 48-godzinny. Związkowcy domagają
się utrzymania co najmniej obecnego poziomu zatrudnienia i wynagrodzeń oraz
gwarancji funkcjonowania kopalń koncernu. – Mam nadzieję, że dojdzie do
porozumienia z zarządem. Nie chcemy doprowadzić firmy do bankructwa. Chcemy
zmiany koncepcji funkcjonowania kompanii węglowej – mówi Wacław Czerkawski,
wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, tłumacząc motywy
związkowców. – Nie może być tak, że pozostałe spółki – Katowicki Holding Węglowy
i Jastrzębska Spółka Węglowa – rozwijają się i myślą nawet o wejściu na giełdę,
a Kompania Węglowa – największa firma górnicza w Europie, ma zwalniać
pracowników i likwidować kopalnie – oburza się wiceprzewodniczący związku.
Spór o przyszłość
Groźba strajku to reakcja na nową strategię KW, która zakłada powolne
ograniczanie wydobycia, zatrudnienia i wynagrodzeń. – Nie jest prawdą, że KW
chce ograniczać zatrudnienie. Do 2015 roku przyjmiemy do pracy 8300 osób. Nie
będzie zwolnień. Odejścia będą wyłącznie na emerytury. Zatrudnienie musi jednak
być dopasowane do wielkości produkcji i sprzedaży Kompanii. Przewidujemy, że do
2020 r. wydobycie spadnie o 6,5 mln ton – tłumaczy stanowisko zarządu KW
rzecznik firmy Zbigniew Madej. Dlatego – jak zaznacza – nie uda się w
najbliższej przyszłości utrzymać wszystkich 15 kopalń KW, czego domagają się
związki zawodowe. Kompania ma zamiar sprzedać, być może już za rok, kopalnię
"Halemba-Wirek", a za 2 lata "Rydułtowy-Anna", które przynoszą straty.
– Z danych przedstawionych do oceny radzie pracowniczej i związkowi zawodowemu
jasno wynika, że KW chce zmniejszyć wydobycie i zatrudnienie. Rozumiemy, że nie
będzie klasycznych zwolnień, tylko przejścia na emerytury, które górnikom
przysługują wcześniej, ale my chcemy, aby w ich miejsce przyjmować nowych, aby
nie powstała luka pokoleniowa. Tymczasem z planów wynika, że więcej pracowników
odejdzie, niż zostanie zatrudnionych w ich miejsce – odpowiada Wacław
Czerkawski. Dodaje, że w kopalniach "Halemba-Wirek" i "Rydułtowy-Anna"
zatrudnionych jest w sumie ok. 8 tys. ludzi.
Z kolei przedstawiciele władz spółki tłumaczą, że są zmuszeni ograniczać
produkcję węgla, gdyż przegrywają konkurencję z surowcem importowanym. W
ostatnich dwóch latach więcej węgla sprowadzaliśmy z zagranicy, niż
sprzedawaliśmy. Zmieniło się to dopiero w tym roku. W pierwszym półroczu
proporcja ta wyrównała się, a według szacunków ekspertów, w skali roku
prawdopodobnie sprzedamy więcej czarnego surowca, niż kupimy.
Wszystkiemu winna cena
Dlaczego nasz węgiel jest droższy od tego, który trzeba sprowadzać z daleka
statkami albo koleją?
– Mamy kopalnie głębinowe, w których koszt wydobycia węgla jest znacznie wyższy
niż w kopalniach odkrywkowych. Także transport tego surowca do Polski odbywa się
po cenach konkurencyjnych. My ciągle schodzimy głębiej z wydobyciem, a to zmusza
nas do zwiększania nakładów na bezpieczeństwo. Koszty idą w górę – tłumaczy
rzecznik KW. To zaś zmniejsza konkurencyjność. Koszt wydobycia węgla w
niektórych krajach sięga 10-12 USD za tonę (30-36 zł). W Polsce – 264 zł (w
pierwszym półroczu br., a w lipcu – 271 zł). – Możemy konkurować tylko jakością,
a ta dla coraz większej liczby odbiorców przestaje mieć podstawowe znaczenie –
tłumaczy Zbigniew Madej.
Argumenty te nie przekonują jednak związkowców. – W Katowickim Holdingu Węglowym
niedługo zostanie oddany szyb na głębokości 1300 metrów. Dlaczego tam można, a u
nas nie? – pyta Wacław Czerkawski. Wskazuje też na przykład kopalni "Bogdanka"
na Lubelszczyźnie, która była już kiedyś w likwidacji, a obecnie jest na
giełdzie. – Trzeba po prostu zdecydować się na inwestycje i to przyniesie w
perspektywie zyski – uważa wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w
Polsce (ZZGwP).
Będzie walka z dumpingiem…
Związkowcy uważają, że państwo powinno sprawdzić, czy importowany węgiel nie
jest dotowany, co oznaczałoby nieuczciwą konkurencję. – Moim zdaniem, niektórzy
sprzedają dotowany węgiel – mówi wprost Czerkawski. Opinię tę podzielają władze
KW. – Polskie spółki węglowe pracują wspólnie nad przygotowaniem analizy na
temat wpływu dotacji publicznych do węgla sprowadzanego z zagranicy do Polski na
konkurencyjność surowca wydobywanego u nas. Trwa przygotowywanie dokumentacji,
która mogłaby to udowodnić – zapowiada rzecznik Kompanii Węglowej.
Kolejnym krokiem byłoby zwrócenie się do władz o wprowadzenie ceł
antydumpingowych. Nie wiadomo jednak, czy rząd zdecyduje się na takie działania.
Mogłoby to przyczynić się do wzrostu cen energii elektrycznej, ponieważ
elektrownie musiałyby w konsekwencji kupować droższy węgiel.
Polskie górnictwo nie korzysta od lat z dopłat do wydobycia i eksportu węgla.
…i unijnym rozporządzeniem?
Pomocą dla polskich kopalni mogłoby paradoksalnie okazać się… nowe
rozporządzenie Komisji Europejskiej zakazujące dotowania nierentownych kopalń.
Jednak konkurencję dla naszych kompanii węglowych stanowi węgiel spoza Unii
Europejskiej, głównie z RPA i Rosji.
Komisja Europejska zaproponowała bowiem w ostatnich miesiącach nowe regulacje
prawne. Przewidują one – jak czytamy w oświadczeniu przesłanym nam z
Ministerstwa Gospodarki – że "możliwe będzie finansowanie kosztów nadzwyczajnych
do końca 2026 r.". Jakich? Chodzi m.in. o finansowanie kosztów działań
prowadzonych po likwidacji kopalń, dotyczących np. zabezpieczenia kopalń
czynnych przed zagrożeniem wodnym, gazowym i pożarowym spowodowanym przez
zlikwidowane kopalnie.
Jednak zastrzegający sobie anonimowość ekspert w dziedzinie górnictwa węgla
kamiennego uważa, że rozporządzenie w obecnym kształcie likwiduje możliwość
dopłat do inwestycji początkowych. Chodzi o finansowanie kosztów przygotowania
do eksploatacji nowych pokładów węgla, choć aż do tego roku z tej możliwości nie
korzystano. – Polska walczy o możliwość utrzymania dopłat do inwestycji
początkowych, tyle że nie wiadomo, czy rząd znajdzie środki i chęć, by
zarezerwować w budżecie pieniądze na ten cel – zaznacza ekspert.
Problem niepokoi też związkowców. W ubiegłym tygodniu rozmawiali na ten temat ze
swoimi niemieckimi kolegami. Dla Niemców nowe przepisy oznaczają nie lada
problem, ponieważ tamtejsze kopalnie są mocno dotowane z budżetu.
Wiceprzewodniczący górniczej centrali zapowiada też rozmowy w tej sprawie z
urzędnikami polskiego rządu. – Przedstawiciele Unii Europejskiej mówią w tej
sprawie co innego niż nasz rząd, dlatego chcielibyśmy pełnego wyjaśnienia tej
sprawy – tłumaczy stanowisko związkowców wiceprzewodniczący Związku Zawodowego
Górników w Polsce.
Decyzja o tym, czy unijne rozporządzenie utrzyma bądź zablokuje możliwość
udzielania dopłat do inwestycji początkowych, może zapaść już dziś. Ta kwestia
będzie przedmiotem obrad Grupy Roboczej ds. Konkurencji w Radzie Unii
Europejskiej. Niedawno Ministerstwo Gospodarki oświadczyło, że projekt
stanowiska rządu zakłada walkę o dopłaty m.in. do takich inwestycji. Jednak
według naszych informacji nie jest pewne, czy stanowisko to zostanie utrzymane,
ponieważ będzie podlegało międzyresortowym uzgodnieniom.
Wyrok na polski węgiel
Jeszcze groźniejsza od nowych rozporządzeń jest jednak polityka
klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej. Pod pretekstem rzekomej walki z
ociepleniem klimatu, w wyniku przyjęcia pakietu klimatyczno-energetycznego,
narzucone zostały bowiem krajom członkowskim drakońskie ograniczenia emisji
dwutlenku węgla, które godzą przede wszystkim w Polskę. – Wyrok na węgiel został
już wydany – mówi wprost Paweł Poncyljusz, były wiceminister gospodarki, obecnie
poseł PiS.
– Przyjęcie pakietu klimatyczno-energetycznego przez Unię Europejską sprawia, że
pozyskiwanie energii z węgla będzie obłożone w przyszłości takimi karami z
tytułu emisji CO2, że znacznie spadnie opłacalność wykorzystania węgla do
produkcji prądu – tłumaczy były wiceminister gospodarki.
Tymczasem to właśnie do produkcji energii elektrycznej wykorzystuje się
większość wydobywanego w Polsce węgla. Na razie bowiem z planów rządowych
wynika, że za 10 lat udział węgla w produkcji prądu spadnie z ok. 90 do 60
proc., a za 20 lat do 56 procent.
Polskie elektrownie będą więc kupować coraz mniej węgla, przede wszystkim tego
wydobywanego w polskich kopalniach, chyba że wykorzystamy jego pokłady do
produkcji gazu.
Gaz z czarnego złota
Na świecie już od lat rozwijane są technologie gazyfikacji węgla. Zastosowanie
ich w Polsce mogłoby umożliwić zwiększenie wykorzystania polskiego czarnego
złota do produkcji własnych zasobów gazu, który teraz w większości importujemy.
Pozwoliłoby to nam uniknąć płacenia wysokich kar za emisję CO2 po zakończeniu
przyznanego Polsce "okresu przejściowego".
– Szansą jest zwiększanie efektywności bloków energetycznych oraz wykorzystanie
technologii niskoemisyjnych, przede wszystkim gazyfikacji węgla – przyznaje
poseł Paweł Poncyljusz.
W polskiej Kopalni Doświadczalnej "Barbara" prowadzony jest pilotażowy program
badawczy gazyfikacji węgla. – Próba wypadła pomyślnie. Jednak aby móc zastosować
tę technologię w Polsce na skalę przemysłową, musimy pokonać jeszcze długą drogę
– ocenia nasz ekspert. Szkopuł w tym, że wykorzystanie takiej technologii
kosztuje miliardy złotych. – Same kompanie węglowe nie wygenerują tych pieniędzy
– tłumaczy poseł Poncyljusz. Dodaje, że należy rozwijać badania w tym kierunku.
Potrzeba pieniędzy i wiedzy
Dopóki Unia Europejska będzie trzymała się swojej rygorystycznej polityki
ekologicznej, a na świecie będą utrzymywać się trendy zmierzające do
ograniczania emisji CO2, polskim kompaniom węglowym trudno będzie nie tylko
eksportować węgiel, ale nawet sprzedawać go w Polsce. To zaś będzie zmuszało do
poszukiwania nowych sposobów podnoszenia opłacalności wydobycia. Wymaga to
nakładów finansowych, ale nade wszystko strategii i znalezienia opłacalnych
rynków zbytu. Nic dziwnego, że związki zawodowe są dziś bardziej przerażone
ograniczaniem produkcji niż pensji, gdyż oznacza to powolną likwidację kopalń. –
Może chodzi o taką redukcję, która w konsekwencji doprowadzi do sprzedaży firmy
podmiotom zagranicznym? – zastanawia się, komentując tę sytuację, Wacław
Czerkawski. Zarządy kompanii węglowych i politycy powinni się natomiast
zastanowić, czy takie działania nie prowadzą do "wygaszania" polskiej gospodarki
i dlaczego zagranicznym firmom, np. czeskiej EPH przejmującej kopalnię
"Silesia", jakoś to się opłaca…
Mariusz Bober
