Polski książę krzyżowiec
Młody, zaledwie 16-letni książę Henryk Sandomierski to najsłynniejszy polski
uczestnik wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej. Rycerskiej sławy zaznał też w
bojach z poganami w Prusach, ginąc z ich ręki w 1166 roku. Jego życie kryje
wiele zagadek, w tym największą: czy był założycielem komandorii templariuszy w
Zagości. Jeżeli tak, to być może tam znajduje się jego wciąż nieodnaleziony
grób.
Zdobycie Jerozolimy przez krzyżowców w lipcu 1099 r. nie przyniosło pokoju Ziemi
Świętej. Wręcz przeciwnie. Konflikt trwał, ponieważ wyznawcy islamu nie chcieli
pogodzić się z utratą miasta, świętego również dla nich. Mnożyły się też napady
rabunkowe na licznych pątników podróżujących do Jerozolimy. W tych
okolicznościach Hugon de Payen, rycerz z Szampanii, około 1119 r. założył
bractwo rycerskie, którego celem była ochrona pielgrzymów. Przez kilka lat
skutecznie realizowali oni swą misję, ale w Królestwie Jerozolimskim brakowało
stałej armii, dlatego też postanowili poszerzyć swą działalność i podjęli
starania, by przekształcić bractwo w regularny zakon rycerski. Nie było to
jednak proste, albowiem połączenie w jednej instytucji rycerzy i zakonników
było, zdaniem wielu ówczesnych teologów, co najmniej wątpliwe. Jednak wsparcie,
jakiego przyszłym templariuszom udzielił opat cystersów św. Bernard z Clairvaux,
wielki autorytet moralny, teologiczny i filozoficzny swych czasów, przełamało te
opory. W 1129 r. na synodzie w Troyes zatwierdzono nowy zakon i nadano mu
regułę. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat templariusze stali się znaczącą
siłą militarną w Ziemi Świętej, a także właścicielami rozległych dóbr w wielu
krajach łacińskiej Europy.
Misja Andrzeja
de Montbard
Nie wiemy, kiedy templariusze przybyli na ziemie polskie. Sądzić jednak można,
że zakon nawiązał pierwsze kontakty z Polską już w połowie XII wieku. Ważną
wskazówkę zawiera list napisany przez biskupa krakowskiego Mateusza i palatyna
Piotra Włostowica do Bernarda z Clairvaux. Pismo jest odpowiedzią na pytanie
opata o sytuację Kościoła na Rusi. Analiza tekstu wskazuje, że list powstał w
kontekście przygotowań do II krucjaty ogłoszonej przez Papieża Eugeniusza III,
czyli zapewne w początkach 1147 roku. Prawdopodobnie apel krucjatowy na zlecenie
Bernarda z Clairvaux przywiózł do Polski Andrzej de Montbard, jeden z
założycieli zakonu templariuszy. Po wypełnieniu swej misji Andrzej wyruszył w
dalszą drogę, kierując się zapewne w stronę Konstantynopola, a stamtąd ku
Jeruzalem. Prawdopodobnie jednak nie wyjechał z Polski sam.
Otóż pewien bizantyjski kronikarz zapisał wiadomość o polskim księciu, który
wziął udział w II krucjacie. Ustalenie, o kogo chodzi, jest bardzo trudne, nie
znamy bowiem imienia tegoż Piasta. Historycy wykluczyli już Bolesława
Kędzierzawego i Mieszka III Starego, ponieważ pozostali oni w kraju. Do Ziemi
Świętej udać się mógł książę Władysław II Wygnaniec, który przebywał wówczas na
dworze cesarskim. Jednak kronikarze niemieccy, wymieniając uczestników
niemieckiej krucjaty, nic o nim nie piszą. W tej sytuacji najbardziej
prawdopodobny wydaje się udział w wyprawie krzyżowej młodego, bo zaledwie
16-letniego księcia Henryka Sandomierskiego.
Przyjąć można, że książę spotkał się w Krakowie z Andrzejem de Montbard.
Opowieści weterana walk w Ziemi Świętej rozpaliły zapewne wyobraźnię młodego
Henryka, wychowanego przecież w blasku sukcesów swego ojca – Bolesława
Krzywoustego, który – podobnie jak krzyżowcy – walczył z poganami na Pomorzu;
pokonał ich i zmusił do przyjęcia chrześcijaństwa. Książę zapragnął złożyć śluby
krucjatowe. Jego starsi bracia pozostali w kraju, ponieważ woleli walczyć z
poganami na Połabiu i w Prusach. Pozwolili jednak Henrykowi zasmakować
rycerskiej przygody. Książę Henryk, pod opieką templariuszy, a zwłaszcza brata
Andrzeja, wyruszył na krucjatę w początkach roku 1147.
Historyczne śledztwo
Czy przetrwały jakieś materialne ślady związków księcia Henryka z zakonem
templariuszy? Otóż Jan Długosz, pisząc o Zagości, wsi leżącej nad Nidą, na
północ od Wiślicy, stwierdził, iż Henryk Sandomierski przekazał ją "krzyżowcom
szpitalnikom, których nazywano też templariuszami". Kiedy darowizna trafiła w
ręce zakonników? Prawdopodobnie po drugiej pielgrzymce księcia Henryka do Ziemi
Świętej w roku 1154, a przed rokiem 1166, ponieważ wówczas książę zmarł z powodu
ran odniesionych podczas walk z poganami w Prusach.
Pojawiają się jednak inne wątpliwości. Najczęściej w źródłach określano słowem
"szpitalnicy" nie templariuszy, lecz inny zakon rycerski – joannitów. Skoro zaś
wiemy, że w drugiej połowie XII wieku w Zagości przebywali rycerze z zakonu św.
Jana, co potwierdzają zachowane dokumenty, to należałoby chyba przyjąć, iż to
joannici byli odbiorcami darowizny przekazanej przez Henryka. Tak też sądzi
większość historyków, ale sprawa, wbrew pozorom, nie jest oczywista. Zauważmy
chociażby, że romański kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Zagości zbudowany
został w stylu lombardzkim. Joannici przybywali do Polski w XII w. z Niemiec, a
tam trafiali albo bezpośrednio z Ziemi Świętej, albo też z Francji. Natomiast
templariusze, którzy pojawili się w Europie Środkowej później niż joannici,
docierali w drugiej połowie XII w. na Węgry i do Niemiec, a zatem ewentualnie
także do Polski, właśnie z… Lombardii. Jeśli do tego dodamy, iż fundator
komandorii miał znakomite kontakty z templariuszami, to nasuwa się wniosek, iż –
jak napisał Jan Długosz – komandoria w Zagości pierwotnie należała do zakonu
templariuszy, a dopiero później przeszła w ręce joannitów.
Tajemnicza
druga wyprawa
Decyzja o założeniu nowego domu zawsze należała wyłącznie do władz zakonu. Warto
podkreślić, iż templariusze podejmowali takie kroki tylko wówczas, gdy widzieli
w tym sens ekonomiczny. To ważna różnica pomiędzy komandoriami zakonów
rycerskich a klasztorami należącymi do zakonów innego typu. Postępowanie
templariuszy było racjonalne, ponieważ europejskie komandorie miały przede
wszystkim dostarczać środki finansowe, potrzebne braciom w Ziemi Świętej. W
przypadku Zagości nie istniały w połowie XII w. powody ekonomiczne zachęcające
templariuszy do założenia tu swej placówki. Jednak sprawa wyglądałaby inaczej,
gdyby ewentualny fundator cieszył się szczególnymi względami najwyższych władz
zakonu, ponieważ w takim przypadku przesłanki ekonomiczne schodziły na dalszy
plan. W tym miejscu powinniśmy zwrócić uwagę na odnotowaną przez roczniki
wyprawę księcia Henryka do Ziemi Świętej w 1154 roku.
Dotychczas nie potrafiono przekonująco wyjaśnić – w jakim celu książę wybrał się
do Palestyny oraz dlaczego udał się tam właśnie w roku 1154. Sądzę jednak, że
jest to już możliwe. Otóż Henryk wziął udział w drugiej krucjacie. Wyruszył do
Palestyny w towarzystwie templariuszy, zatem przyjąć trzeba, iż w latach
1147-1148 walczył u ich boku jako gość zakonu. Reguła nakazywała templariuszom
opiekę nad rycerzami, którzy z własnej woli czasowo służą w zakonie. Z drugiej
zaś strony rycerze ci pozostawali pod władzą mistrza i dzielić musieli z
templariuszami trudy służby wojskowej. Sądzę, że młody polski książę –
krzyżowiec dobrze poznał wówczas realia życia zakonnych rycerzy i zapragnął
założyć w Polsce komandorię. Jednak władze zakonne nie podzielały jego
entuzjazmu. Najbliższa, zresztą niedawno założona, komandoria templariuszy
znajdowała się w Mediolanie, dlatego też, chociażby tylko ze względów
logistycznych, utrzymywanie domu w odległej Polsce nie było korzystne dla
zakonu. Sytuacja uległa zmianie w 1153 r., gdy brat Andrzej de Montbard, który
kilka lat wcześniej gościł w Polsce i zapewne osobiście opiekował się księciem
Henrykiem podczas jego pobytu w Ziemi Świętej, został kolejnym… wielkim
mistrzem zakonu templariuszy. Zapewne na wieść o tym Henryk powtórnie wyruszył
do Jerozolimy i tym razem uzyskał upragnioną zgodę na założenie komandorii w
Polsce. Placówka powstała w Zagości i obsadzona została przez braci z Mediolanu,
a książę wzniósł dla nich własnym sumptem piękną świątynię w lombardzkim stylu.
Jednak komandoria ta długo nie przetrwała. Założono ją przecież niejako
specjalnie dla księcia Henryka, dlatego po jego śmierci w 1166 r. templariusze
uznali zapewne, iż dalsze utrzymywanie placówki jest z ekonomicznego punktu
widzenia bezcelowe i odstąpili Zagość joannitom, którzy chętniej zakładali swe
domy w Europie Środkowej.
Prawy rycerz
Historycy dostrzegli ciekawe cechy osobowości księcia Henryka Sandomierskiego.
Przede wszystkim nigdy nie ożenił się i nie pozostawił potomka. Sądzić można, że
dobrowolnie wybrał życie w celibacie. Nie przejawiał też większej ochoty do
administrowania swą dzielnicą. Z drugiej zaś strony bardzo interesował się
losami Ziemi Świętej, gdzie był co najmniej dwukrotnie, a także walkami z
poganami w Prusach, gdzie w końcu zginął. Ponadto był człowiekiem nadzwyczaj
skromnym. Prawdopodobnie niechętnie używał swego tytułu książęcego, zadowalając
się określeniem frater. Pojawił się w literaturze naukowej pogląd, iż książę był
członkiem konfraterni templariuszy. Problem w tym, iż templariusze nie wymagali
w tym okresie od swych konfratrów przestrzegania celibatu. Przynajmniej reguła
zatwierdzona w 1129 r. nic o tym nie wspomina. Natomiast wymagania takie
stawiano członkom zakonu. Prowadzić to może do wniosku, iż książę Henryk wstąpił
do zakonu templariuszy.
Jeśli w toku przyszłych badań hipoteza ta oprze się krytyce, to w konsekwencji
należałoby zaniechać dalszych poszukiwań miejsca pochówku księcia Henryka w
Wiślicy, Krakowie lub też w Sandomierzu. Zgodnie bowiem z zakonnym obyczajem
ciało księcia – krzyżowca, odziane w habit templariusza, spoczęło zapewne w
skromnej kaplicy zagojskiej komandorii.
Dr Zbigniew Piłat
