Polska muzyka – dlaczego zapomniana?

Każdy festiwal musi być okraszony tzw. wydarzeniami artystycznymi. W
tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego "Chopin i jego Europa"
wydarzeń nie zabrakło. Zarówno ze względu na świetnych artystów, jak i znakomite
nazwiska kompozytorów. Oprócz, oczywiście Chopina, był Brahms, Mozart,
Czajkowski i wielu innych. Wszyscy wielcy. Największym zaś wydarzeniem –
podobnie jak w latach ubiegłych – był występ Marthy Argerich. Ale dla mnie
najważniejsza była obecność polskiej muzyki w ilości, że tak powiem, nigdy dotąd
na tym festiwalu nieprezentowanej. Tak więc prócz tych, o których pamiętamy,
zostały przywołane z niepamięci nazwiska innych polskich kompozytorów z ich
jakże piękną muzyką.

Obok Ignacego Jana Paderewskiego zabrzmiała muzyka Juliusza Zarębskiego,
Zygmunta Noskowskiego, Józefa Krogulskiego, Karola Lipińskiego, Stanisława
Moniuszki, Andrzeja Panufnika i Krzysztofa Pendereckiego.
Szkoda tylko, że wśród nich zabrakło nazwiska zmarłego w tym roku
najwybitniejszego polskiego współczesnego kompozytora Henryka Mikołaja
Góreckiego, którego piękna i głęboka muzyka, mająca odniesienia religijne i
zawierająca wiele elementów wywodzących się z polskiej tradycji, w swym
przekazie niesie przecież treści uniwersalne. To wielkie uniwersum gdzieś u
źródeł spotyka się z wartościami zawartymi w muzyce Chopina. Może warto pomyśleć
o tym w przyszłorocznej edycji festiwalu?
Największym zainteresowaniem cieszył się nocny koncert Marthy Argerich w
warszawskiej Filharmonii Narodowej. Te rzędy wytrwale stojących pod ścianami
melomanów, dla których zabrakło już miejsc siedzących, to widok budujący. Ta
wybitna artystka od lat już nie występuje solo, zawsze towarzyszą jej inni
artyści. W pierwszej części wieczoru zagrała na cztery ręce z Lilyą Zilberstein
"Fantazję f-moll" Mozarta w opracowaniu na dwa fortepiany oraz "Concerto
pathetique" Ferenca Liszta. Prawdziwa uczta duchowa.
Nie mniejszym przeżyciem artystycznym, a dla nas, Polaków, wielką radością,
okazała się część druga wieczoru, w której Martha Argerich razem z innymi
artystami wykonała "Kwintet fortepianowy g-moll" polskiego kompozytora Juliusza
Zarębskiego. Towarzyszyło jej czworo artystów, w tym dwoje Polaków: Bartłomiej
Nizioł i Agata Szymczewska, a także Lyda Chen (córka Argerich) i Alexander
Neustroev. W ich wykonaniu przepięknie wybrzmiała muzyka naszego wspaniałego
kompozytora, ucznia i przyjaciela Liszta. Podobno spośród wszystkich swoich
uczniów Liszt najwyżej cenił właśnie Juliusza Zarębskiego, a wspomniany "Kwintet
g-moll", dedykowany przez kompozytora mistrzowi, należy do perełek polskiej
kameralistyki. Należy sądzić, iż to arcydzieło Zarębskiego Martha Argerich
włączyła do swojego repertuaru, wszak już wcześniej zagrała ten utwór w Lugano,
gdzie ma swój festiwal. Można więc mieć nadzieję, że dzięki temu muzyka naszego
wybitnie uzdolnionego kompozytora ma szanse trafić na sale koncertowe świata i
tym samym zainteresować innych wykonawców. Warto przypomnieć, iż Juliusz
Zarębski był też znakomitym pianistą. Jednym z najlepszych w swojej epoce. Gdyby
nie gruźlica i śmierć, która zabrała go w wieku 31 lat, artysta mógłby wspaniale
rozwinąć swój talent kompozytorski i wzbogacić nasze dziedzictwo narodowe o inne
utwory.
Pozostając przy polskiej muzyce, dużym przeżyciem artystycznym był też "Koncert
a-moll" Ignacego Jana Paderewskiego w wykonaniu młodego utalentowanego polskiego
pianisty Michała Szymanowskiego. Piękno i melodyjność muzyki Paderewskiego
wspaniale wybrzmiewały pod palcami artysty, w którego grze czuło się postawę
pokory wobec muzyki, jaką gra. Nie było tu żadnego teatralizowania, unoszenia
przesadnie wysoko rąk, nadekspresji mimiki itp. Michał Szymanowski zagrał z
wielką kulturą i bardzo pięknie. Przy tym ubrany był we frak, co dziś młodym
ludziom już bardzo rzadko się zdarza.
Ciekawe, ile osób przychodzących do filharmonii na koncerty zna muzykę Józefa
Krogulskiego. Ten kompozytor z pierwszej połowy XIX wieku nazywany był polskim
Mozartem. Mając 15 lat, skomponował "Koncert fortepianowy E-dur". Niestety,
zmarł z powodu gruźlicy w wieku zaledwie 27 lat. Wykonanie w ramach festiwalu
"Oktetu fortepianowego d-moll" Krogulskiego przypomniało, iż w naszym dorobku
narodowym mamy takiego kompozytora.
Miło też było posłuchać Pawła Wakarecego (laureata nagrody specjalnej dla
najlepszego Polaka na ostatnim Konkursie Chopinowskim w Warszawie) grającego
utwory Chopina i Liszta, a także 16-letniego, niezwykle utalentowanego Jana
Lisieckiego z Kanady w repertuarze Mozarta. Rozczarowała mnie zaś Yulianna
Avdeeva w dwóch "Koncertach" Chopina granych na historycznym fortepianie. Za
mało uczucia, za dużo techniki.
"Chopin i jego Europa" to najważniejszy festiwal muzyki poważnej odbywający się
w Polsce. Niech nadal rozwija się wspaniale i promuje polską muzykę. Bo ma do
tego narzędzia.

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny

drukuj