Polska krainą „pogromów”?
Krwawe baśnie Aliny Całej (cz. 2)
prof. Jerzy Robert Nowak
Przedstawiłem wyjątkowe rozmiary zafałszowywania i oczerniania II Rzeczypospolitej przez pseudobadaczkę z Żydowskiego Instytutu Historycznego dr Alinę Całą. Ta fałszerka historii już dawno wyspecjalizowała się w oszczerczych atakach na polskość i Kościół katolicki, nawet na Żydów polonofilów. Drugą Rzeczpospolitą, w której Żydom wiodło się bez porównania lepiej niż w wielu innych krajach Europy, gdzie przeżywali rozkwit życia kulturalnego i politycznego, przedstawiła jako państwo rzekomo przesycone niebywałym antysemityzmem. Zarówno w poprzednim odcinku („Nasz Dziennik”, 10-11 lutego 2007 r.), jak i w obecnym obnażam kolejne fałsze Całej na temat Polski jako rzekomo „krainy pogromów” i jej ciągłe próby oczerniania obrazu Kościoła katolickiego, szkalowania hierarchów katolickich.
Alina Cała głosi w odniesieniu do „wszystkich konfesyjnych periodyków”, że „Niejednokrotnie gloryfikowały Hitlera i jego politykę wobec Żydów, wysuwały też projekty antyżydowskich ograniczeń, czasem idące dalej niż te wdrażane w życie w III Rzeszy”.
Odwołajmy się znów w tej sprawie do udokumentowanej źródłowej książki A. Landau-Czajki. Pisała ona (op. cit., s. 44), iż „Do rzadkości należało wychodzenie z hitlerowskiej teorii rasowej i wynikające stąd twierdzenie, że Żydzi są rasą niższą”. Ta sama autorka pisze na s. 75 swej książki, że „Stosunkowo najrzadsze są wypowiedzi pochodzące od najbardziej zagorzałych nacjonalistów, które akceptowały zarówno formy, jak i metody walki z Żydami w Niemczech hitlerowskich, a wręcz podawały je za przykład rozwiązywania tej kwestii”. Stroniły od aprobowania, a tym bardziej gloryfikowania hitleryzmu nie tylko czołowe pisma katolickie, ale nawet najbardziej radykalne czasopisma nacjonalistyczne. Warto odwołać się przy wyjaśnianiu przyczyn tej sytuacji do wspomnianej już Anny Landau-Czajki, która pisze na s. 75-76 swej książki: „Organy stronnictw nacjonalistycznych, nawet te najbardziej skrajne jak „Falanga” czy „Szczerbiec”, wbrew pozorom były niezbyt skłonne do otwartego przyznania się do popierania polityki Hitlera w kwestii żydowskiej. Złożyły się na to przynajmniej cztery czynniki. Przede wszystkim zasadnicza większość ugrupowań nacjonalistycznych wywodziła się z Narodowej Demokracji, stronnictwa tradycyjnie nastawionego na sojusz z Rosją i podejrzliwie patrzącego na wszystko, co wywodziło się z Niemiec, nawet jeśli byłoby to zgodne z pozostałymi elementami ich programów. Po drugie, nacjonaliści obawiali się, że polityka hitlerowska spowoduje gwałtowny napływ niemieckich Żydów do Polski. Po trzecie, nacjonaliści nie chcieli jawnie zaakceptować ideologii nazistowskiej ze względu na jej „neopogański” charakter i konflikt, w jaki popadła z Kościołem katolickim. Po czwarte zaś, ruchy nacjonalistyczne niechętnie przyznawały, że czerpią cokolwiek z obcych wzorców, traktując to jako sprzeczne z ideologią odrębnej psychiki każdego narodu. Przeniesienie obcych, niemieckich metod na grunt polski nie godziło się, przynajmniej w teorii, z rozumieniem idei narodowej jako specyficznej dla każdego narodu i nie naśladującej w niczym obcych”.
Jeśli z tak poważnymi zastrzeżeniami odnosiły się do stanowiska Hitlera i nazizmu w kwestii żydowskiej nawet najbardziej skrajne organy narodowców, to można sobie tym bardziej wyobrazić, jak bardzo krytyczne były wobec nazizmu postawy środowisk katolickich w Polsce. Widziały one dostatecznie wyraźnie, jak bardzo „neopoganizm” Hitlera uderzał w religię katolicką w Niemczech. Nie kto inny, jak właśnie zaatakowany przez Całą ks. W. Gronkowski pisał w „Ateneum Kapłańskim” z 1939 r. (nr 5, s. 435), że w Trzeciej Rzeszy „uderza się z niespotykaną dotychczas w historii siłą nie tylko w żydostwo, lecz i w chrześcijaństwo”. Bardzo ważnym impulsem dla umocnienia i tak bardzo krytycznego postrzegania nazizmu w środowiskach katolickich w Polsce stała się potępiająca nazizm słynna encyklika Papieża Piusa XI „Mit brennender Sorge” z 1937 roku. Wspominałem już wcześniej o niektórych katolickich publikacjach (z „Przeglądu Powszechnego” i „Posłańca Serca Jezusowego”), piętnujących nazistowskie metody walki z Żydami. Przykłady tego typu publikacji można by długo mnożyć. Zapytajmy więc, skąd A. Cała, „badaczka”-kalumniatorka z Żydowskiego Instytutu Historycznego wzięła swe nienawistne brednie o tym, że „wszystkie konfesyjne periodyki”, od „Przeglądu Powszechnego” po „Ateneum Kapłańskie” ks. S. Wyszyńskiego „niejednokrotnie gloryfikowały Hitlera i jego politykę wobec Żydów”. Czy doprawdy nie ma żadnych granic w oczernianiu i opluwaniu Kościoła katolickiego na łamach czasopisma żydowskiej mniejszości narodowej, dofinansowywanego przez ministra spraw wewnętrznych i administracji?!
Cała pisze: „Nierzadko w katolickiej prasie przewijał się postulat zakazania Żydom osiedlania się w bardziej prestiżowych dzielnicach, wypędzania ich z miast o znaczeniu militarnym lub religijnym, zakazu opuszczania ich własnych dzielnic, a wreszcie – otoczenia tych dzielnic murem”. Jak zwykle Cała kłamliwie stara się maksymalnie nagłośnić jako rzekomo częste (przewijający się nierzadko postulat) zjawiska występujące rzadko, wręcz odosobnione. Porównajmy tu znów, co pisze akurat w tej sprawie cytowana już wcześniej wielokrotnie A. Landau-Czajka na s. 231: „Niektórzy, nieliczni wprawdzie [podkr. – J.R.N.] publicyści domagali się konsekwentnego wydzielenia społeczności poprzez wprowadzenie dzielnic zamkniętych czy też terenów, na które wstęp dla Żydów byłby zakazany”. W innym miejscu swej książki (op. cit., s. 236) A. Landau-Czajka pisała: „W czasopismach skrajnej prawicy częściej niż w przypadku związanych z Kościołem pojawiają się bardziej konkretne projekty tworzenia przyszłego getta, choć sam temat podejmowano niezbyt często”.
Co najważniejsze jednak, Cała cynicznie milczy o tym, że i tak rzadko wysuwane projekty różnych praw i zakazów godzących w Żydów w Polsce nigdy nie zostały zrealizowane, w przeciwieństwie do licznych innych krajów europejskich. Najlepiej dowodzi to słabego poparcia polityczno-społecznego w ówczesnej Polsce dla tego typu niedemokratycznych i dyskryminacyjnych praktyk. Ignorantce Całej warto poradzić w tej sprawie zajrzenie do książek zagranicznych autorów żydowskich, którzy najwidoczniej lepiej od niej orientują się w sytuacji Żydów w Polsce lat 30. Na przykład słynny badacz żydowski, cytowany już profesor Ezra Mendelssohn pisał w książce „Żydzi Europy Środkowowschodniej w okresie międzywojennym” (Warszawa 1992, s. 122): „Prawdą jest, że państwo polskie, inaczej niż Węgry i Rumunia, powstrzymało się od wprowadzenia ustaw antyżydowskich pod koniec lat trzydziestych. Prawdą jest też, że w Polsce, inaczej niż w większości innych krajów wschodnioeuropejskich, istniała w tym okresie poważna opozycja wobec skrajnego antysemityzmu”. Z kolei prof. Heiko Haumann w wydanej w 2000 r. w Warszawie „Historii Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej” pisał na s. 238, że: „Niektóre ugrupowania polityczne pozostawały pod wpływem podobnych pomysłów, jakie kryły się pod norymberskimi „ustawami rasowymi” z 1935 roku. Jednak w przeciwieństwie do Niemiec, w Polsce nie podjęto w ślad za tym konkretnych kroków ani nie uchwalono żadnych dyskryminujących ustaw”.
Warto wreszcie przypomnieć A. Całej, co pisze na powyższy temat profesor Jerzy Tomaszewski, skądinąd znany ze skrajnej tendencyjności w forsowaniu żydowskich interpretacji spornych kwestii w stosunkach z Polakami. Otóż nawet Tomaszewski przypominał o całkowitym fiasku wysuwanych przez posłów skrajnej prawicy projektów ograniczenia praw obywatelskich Żydów. Opracowany przez posła Franciszka Stocha projekt wzorujący się na ustawach hitlerowskich nie zebrał nawet wymaganej regulaminem liczby podpisów i nie mógł być w ogóle złożony do laski marszałkowskiej. Przygotowany przez posła OZN Benedykta Kieńca podobny projekt spotkał się wręcz z reprymendą szefa tej organizacji Stanisława Skwarczyńskiego. W rezultacie – jak przyznaje J. Tomaszewski: „Polska nie miała więc ostatecznie ustaw, które otwarcie dyskryminowały obywateli z przyczyn rasistowskich” (por. tekst J. Tomaszewskiego w „Najnowszych dziejach Żydów w Polsce w zarysie (do 1950 roku)”, Warszawa 1993, s. 199). Jak więc na tle tego jednoznacznego odrzucenia w Polsce projektów ograniczenia praw żydowskich wygląda lansowana przez pseudobadaczkę A. Całą teza o rzekomym zdominowaniu polskiej sceny politycznej przez antysemitów po śmierci J. Piłsudskiego?!
Rzecz ciekawa, że nawet tak tendencyjny, pełen uprzedzeń wobec racji polskich prof. J. Tomaszewski musiał przyznać (op. cit., s. 238), że: „(…) Rzeczpospolita pozostawała pomimo wszystko krajem wolnym od prześladowań Żydów, inspirowanych i aprobowanych przez władze, zapewniając formalną równość obywatelską dla wszystkich mniejszości. W 1939 r. w Europie Środkowej, stopniowo ulegającej wpływom ideologicznym lub otwartej agresji III Rzeszy, była pod tym względem wyjątkiem”. Alina Cała, jak widać, nie doczytała nawet tej wypowiedzi swojego guru Tomaszewskiego, występującego jako główny autorytet w kręgach tendencyjnych badaczy żydowskich. Trzeba przyznać skądinąd, że Tomaszewski, wyspecjalizowany od dziesięcioleci w deformowaniu historii na usługach PRL, na ogół kłamie dużo zręczniej od Całej i pewnych zbyt ewidentnych głupot by się nie dopuścił.
Polska jako kraina „pogromów”
Cała pisze, że „w latach 1936-1938 przez Polskę przeszła fala ponad 100 pogromów”. Stwierdźmy najpierw, że nie były to żadne pogromy, lecz zajścia pomiędzy Polakami a Żydami. Reprezentująca dużo wyższy poziom od Całej Jolanta Żyndul pomimo swej prożydowskiej tendencyjności konsekwentnie pisze w swej książce „Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-1937” o zajściach i ekscesach, a nie o żadnych wymyślonych przez Całą pogromach.
Warto zwrócić uwagę również na wyjątkowe braki warsztatowe Całej i jej skrajną niechlujność jako „badaczki”. I tak np. w sławetnym wywiadzie dla „Przekroju” z 13 lipca 2006 r., przedrukowanym w niechlubnym wydawnictwie MSZ, Cała mówiła o ponad 100 pogromach w latach 1935-1937 [podkr. – J.R.N.], podczas gdy w „Midrasz” pisze o ponad 100 pogromach w latach 1936-1938. Żeby było zabawniej, to trzeba przypomnieć, że ta sama Cała pisała w książce pt. „Historia i kultura Żydów polskich. Słownik” (Warszawa 2000, s. 258), iż w latach 1935-1937 doszło do ponad 150 pogromów. Cóż, 50 pogromów mniej czy więcej to prawdziwy drobiazg dla autorki obdarzonej tak krwiożerczą wyobraźnią. Żarty jednak na bok. Jak może być pracownikiem naukowym osoba z tak niefrasobliwie obchodząca się z podawanymi przez nią samą informacjami faktograficznymi? Szczególnie oburza fakt, że z sufitu wziętą informację o rzekomych ponad 150 pogromach Cała podała w książce wydanej w 2000 r. przez Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne (!).
Trzeba przyznać, że w mnożeniu liczby rzekomych „pogromów” Cała ma podobną wprawę, jak w mnożeniu ofiar tych „pogromów”. Przypomnijmy, że w wywiadzie dla „Przekroju” Cała wielokrotnie rozmnożyła liczbę faktycznie zmarłych na skutek zajść osób pochodzenia żydowskiego – z 14 do ponad 200. Pogratulować umiejętności matematycznych! Dodajmy, że i te 14 osób ze środowisk żydowskich i 21 Polaków zginęło w zajściach wynikłych głównie na tle społeczno-ekonomicznym, a nie w rezultacie rzekomych wybuchów antysemityzmu. W ogóle nie było wówczas ani jednego pogromu, a wszystkie (100 czy 150 „pogromów”) zrodziły się wyłącznie w chorym umyśle „badaczki”-partaczki!
Aby lepiej zrozumieć, jak wielkim bredzeniem są dywagacje A. Całej o rzekomych pogromach, warto sięgnąć do świetnej książki dr. Piotra Gontarczyka, obecnego wicedyrektora Archiwum IPN, „Pogrom w Przytyku?” (Biała Podlaska – Pruszków 2000). Gontarczyk na tle opisu zajść w Przytyku 9 marca 1936 r. w oparciu o gruntowne badania prowadzone w ciągu 4 lat pokazał, jak kłamliwe było „larum pogromowe” podnoszone przez niektóre bardzo hałaśliwe kręgi żydowskie (zajścia na tle ekonomicznym między biedotą żydowską i jeszcze uboższą od niej biedotą polską w Przytyku fałszywie przedstawiano jako najgłośniejszy w owych latach „pogrom” żydowski). Gontarczyk szerzej zanalizował skomplikowane przyczyny zajść wybuchających przy różnych okazjach między Polakami a Żydami. Nie ukrywał faktu, że często zajścia wywoływali polscy narodowcy (por. np. s. 32 i 35 jego książki). Wskazywał jednak również i na liczne przypadki spowodowania zajść przez Żydów, i to niekiedy z dość błahych powodów. Gontarczyk opisał np. (op. cit., s. 34), jak to w miejscowości Marcinkańce (woj. białostockie) rolnik Witold Marcinkiewicz spędził batem uczepionych z tyłu jego wozu chłopców żydowskich. „Widząc to wychodzący z bożnicy Żydzi, zlinczowali rolnika. Przed sądem stanęli oskarżeni o zabójstwo: Ruwin Jacuński, Lejba Kobrowski i Mowsza Sosnowicz. Byli kupcami, przedstawicielami miejscowej elity”.
Najczęściej u źródeł zajść leżały napięcia na tle gospodarczym. Częstokroć jednak wystarczał do ich prowokowania zwykły zatarg osobisty. Sprzyjał temu podkreślany bardzo mocno przez Gontarczyka element sytuacji w II RP, to, że „przemoc była w II RP zjawiskiem powszechnym. Ktokolwiek myśli o konfliktach polsko-żydowskich drugiej połowy lat trzydziestych, zapominając o ich tle, ten traci poczucie rzeczywistość” (P. Gontarczyk, op. cit., s. 37). W innym miejscu (op. cit., s. 27-28) Gontarczyk pisze: „Bezwzględnie jednak tło politycznej atmosfery lat trzydziestych w Polsce – podobnie jak w całej Europie – zdominował niezwykle ostry kryzys gospodarczy, który spowodował wielkie bezrobocie i pauperyzację społeczeństwa. To zaowocowało zwiększonym zainteresowaniem polityką i radykalizacją postaw (…). Katastrofa ekonomiczna, poczucie zewnętrznego zagrożenia, nagromadzenie problemów narodowościowych, klasowych, grupowych, czyniło z Polski, zwłaszcza w latach trzydziestych, kraj niespokojny. W 1936 roku, w którym rozegrały się zajścia przytyckie, bardzo żywych i ostrych konfliktów było wiele. Na Kresach trwała irredenta ukraińska, przeciw opłatom na wyższych uczelniach protestowała biedna młodzież (…). Częstokroć padali zabici. W kwietniu 1936 r. kilkanaście osób zginęło w wyniku zamieszek sprowokowanych we Lwowie przez lewicowe związki zawodowe i bezrobotnych. Zbliżona liczba ofiar padła na początku lipca podczas zajść w Ostrowiu Tuligłowskim i Krzeczowicach (woj. lwowskie). W całym kraju na tle różnorakich konfliktów zginęło około 50 osób, co i tak stanowiło tylko małą część ofiar, które padły w 1937 roku”.
Na tym tle prawdziwa, a nie kłamliwie wyolbrzymiona przez Całą liczba ofiar zajść polsko-żydowskich w latach 1935-1937 (14 zabitych osób ze środowisk żydowskich i 21 Polaków) nie była czymś szczególnie drastycznym. Pamiętać przy tym należy o tym, co zaakcentowała o wiele uczciwsza od Całej autorka zbliżona do Żydowskiego Instytutu Historycznego Jolanta Żyndul, pisząc (op. cit., s. 44), iż: „Największe rozmiary przybierały zajścia, których punktem wyjścia było zamordowanie Polaka przez Żyda”. Warto o tym wszystkim pamiętać, czytając ponawiane kłamstwa o rzekomych polskich pogromach lansowane przez A. Całą i podobnych do niej w stylu oszczerczych pseudobadaczy lub publicystów.
Zafałszowanie prawdy o hierarchach katolickich
Cała pisze: „Gdy w latach 1936-1938 przez Polskę przeszła fala ponad 100 pogromów, episkopat wprawdzie ich nie poparł, ale wielu duchownych usprawiedliwiało przemoc wobec Żydów”. Cyniczne kłamstwo wyraża się w samym stwierdzeniu „episkopat wprawdzie ich nie poparł”, gdy uczciwość intelektualna (rzecz najwyraźniej zupełnie nieznana Całej) kazałaby powiedzieć, że czołowi przedstawiciele Episkopatu zdecydowanie sprzeciwiali się wszelkim przejawom przemocy wobec Żydów. Bardzo słynne stały się pod tym względem jednoznaczne stwierdzenia listu pasterskiego Prymasa Polski ks. kard. Augusta Hlonda z 1936 r.: „Przestrzegam przed importowaną z zagranicy [chodziło o nazizm – J.R.N.] postawą etyczną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką. Wolno swój naród więcej kochać i nie wolno nikogo nienawidzić. Ani Żydów. W stosunkach kupieckich dobrze jest swoich uwzględniać przed innymi, omijać sklepy żydowskie i żydowskie stragany na jarmarku, ale nie wolno pustoszyć sklepu żydowskiego, niszczyć Żydom towarów, wybijać szyb, obrzucać petardami ich domów. Należy zamykać się przed szkodliwymi wpływami moralnymi ze strony żydostwa, oddzielać się od jego antychrześcijańskiej kultury, a zwłaszcza bojkotować żydowską prasę i żydowskie demoralizujące wydawnictwa, ale nie wolno na Żydów napadać, bić ich, kaleczyć, oczerniać. Także w Żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego, choćby się nawet nie umiało uszanować nieopisanego tragizmu tego narodu, który był stróżem idei mesjanistycznej, a którego dzieckiem był Zbawiciel. Gdy zaś łaska Boża Żyda oświeci, a on szczerze pójdzie do swojego i naszego Mesjasza, witajmy go radośnie, w chrześcijańskich szeregach.
Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów antyżydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy? Dobra sprawa nic na tych nierozważnych czynach nie zyskuje. A krew, która się tam niekiedy leje, to krew polska” (Por. „List pasterski JE ks. kard. Prymasa A. Hlonda „O katolickie zasady moralne”, Poznań 1936, s. 11-12). List Prymasa Polski występował zdecydowanie przeciwko stosowaniu przemocy wobec Żydów, choć jednocześnie zarzucał, że „Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej”, akcentował, że: „Żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem”. Nie były to jednak przecież wymyślone zarzuty, sprzeczne z realiami. Dowodem może być choćby niedawny artykuł Małgorzaty Kozerewskiej i Joanny Podolskiej „Piranie czekają na kadysz”, opublikowany w „Wysokich Obcasach” (dodatku do „Gazety Wyborczej” z 20 stycznia 2007 r.). Autorki w przypływie niespotykanego jak dotąd w „Wyborczej” przejawu szczerości na temat przywar części Żydów wymownie przekonywały o ogromnej, dominującej wręcz roli Żydów w handlu żywym towarem kobiet, porywanych z Europy i przewożonych do domów publicznych w Ameryce Południowej przez wiele dziesięcioleci, począwszy od końca XIX wieku. Według autorek: „Do 1913 roku w centrum Rio de Janeiro działało 431 burdeli. Właścicielami połowy byli Rosjanie, Austriacy, Niemcy, Polacy, a nawet Rumuni. Prawie wszyscy pochodzenia żydowskiego”.
Krytykując przywary dużej części Żydów, Prymas Hlond daleki był od obciążania za nie całego narodu żydowskiego. Pisał w liście pasterskim: „Ale – bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy Żydzi są tacy. Bardzo wielu Żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący” (Por. tamże, s. 11).
Warto przypomnieć, że parę lat wcześniej ukazała się „Odpowiedź JE ks. kardynała Kakowskiego rabinom warszawskim w sprawie żydowskiej w Polsce” (Białystok, 1934). Ksiądz kardynał Aleksander Kakowski pisał tam (s. 5) m.in.: „Wobec tego, że w prasie ukazała się wzmianka o wizycie p.p. Rabinów u mnie i o celu tej wizyty, uważam za konieczne stwierdzić, że potępiam bezwzględnie wszystkie gwałty i ekscesy, skądkolwiek by one miały pochodzić, czy to ze strony katolickiej, czy żydowskiej”.
Dodajmy, że z potępieniem używania przemocy wobec Żydów występował również ksiądz arcybiskup Adam Sapieha (wg „Studia z dziejów Żydów w Polsce”, t. I, Warszawa 1995, s. 86). Czy o tym wszystkim Cała rzeczywiście nic nie wie, czy przemilcza wspomniane wystąpienia hierarchów polskich z ogromnej ignorancji, czy ze świadomej złej woli?
Cała pisze, iż jakoby „wielu duchownych usprawiedliwiało przemoc wobec Żydów”. Nie podaje jednak konkretnie żadnych nazwisk takich duchownych. Stwierdzenie Całej o „wielu duchownych” warto porównać z oceną A. Landau-Czajki, iż tylko „niewielki odłam prasy związanej z Kościołem katolickim” popierał „mniej czy dalej idącą, połączoną z zastrzeżeniami akceptację użycia przemocy wobec mniejszości żydowskiej”.
Cała pisze, że „sporo eufemizmów, jakimi posługiwano się w odniesieniu do losu żydowskiego, np.(…)”eksterminacja”, „likwidacja”(…)zostało już wymyślone wcześniej przez antysemickich publicystów”. Cała, jak się zdaje, zupełnie nie rozumie słownikowego znaczenia takich słów, jak „eksterminacja” i „likwidacja”, uznając je za „eufemizm”. Szkoda, że nie zdobyła się na przytoczenie nazwisk tych polskich publicystów, którzy występowali z tak skrajnymi postulatami co do losu Żydów. Jeśli w ogóle zdarzyły się takie przypadki, to były one rzeczą odosobnioną (cóż, wariaci zdarzają się wszędzie) i nie nadają się do snucia pejoratywnych uogólnień w stylu Całej.
Przy okazji dodam, że Cała wyraźnie nie przyswoiła sobie istotnego ostrzeżenia A. Landau-Czajki, która pisała (op. cit., s. 12): „Skłonni jesteśmy jednak oceniać przedwojenne wypowiedzi dzisiejszymi kategoriami. Dlatego też każda wypowiedź antyżydowska wydaje się nam obecnie znacznie bardziej radykalna i brutalna, niż przywykłemu do takich stwierdzeń ówczesnemu czytelnikowi. Sam język, nieukrywanie niechętnego nastawienia wobec Żydów, pochwały antysemityzmu, wywołują dziś w wyobraźni czytelnika niewyobrażalną ówcześnie zagładę Żydów”. Warto tu przypomnieć, że wielu Polaków poprzednio bardzo niechętnych Żydom ewoluowało w czasie wojny na widok ich zagłady (vide okazywana dla Żydów z narażeniem życia w Oświęcimiu pomoc działacza narodowego Jana Mosdorfa czy pomoc ks. Stanisława Trzeciaka dla dzieci żydowskich). O tej ewolucji Cała oczywiście milczy.
Kiedy skończą się te jątrzenia?
Z nakreślonego tak ponurego obrazu stosunku Polaków do Żydów w II Rzeczypospolitej nie dowiemy się ani słowa o tym, że w Polsce tamtych lat rozkwitało niezwykle prężne żydowskie życie kulturalne (w tym kinematografia w jidisz) i szkolnictwo, że swobodnie działały żydowskie partie polityczne, stanowiąc znaczącą siłę, etc., etc. Nie dowiemy się ani słowa o tym, że były w Polsce ówczesnej liczące się nie-lewicowe polskie środowiska intelektualne i polityczne, które sprzeciwiały się wszelkim próbom dyskryminacji politycznej Żydów. Że minister spraw wewnętrznych Stanisław Wojciechowski już 1 lutego 1919 r. wystąpił ze specjalnym okólnikiem przeciwko jakimkolwiek przejawom samowoli wobec Żydów ze strony władz czy osób prywatnych. Że premier RP Kazimierz Bartel w exposé z 19 lipca 1926 r. wystąpił przeciw jakimkolwiek przejawom „antysemityzmu gospodarczego”, uznając je za „szkodliwe dla państwa” i akcentując, że w zakresie podatkowym i kredytowym, a także w zakresie kredytów produkcyjnych należy kierować się wyłącznie względami rzeczowymi, nie zaś względami narodowościowymi i wyznaniowymi (por. R. Żebrowski, „Dzieje Żydów w Polsce. Wybór tekstów źródłowych 1918-1939”, Warszawa 1993, s. 61). Że marszałka J. Piłsudskiego uważano powszechnie za jednoznacznie przeciwnego jakiejkolwiek dyskryminacji Żydów. Że za pierwszego powołanego po przewrocie majowym rządu pod kierownictwem Bartla całkowicie zlikwidowano wszelkie pochodzące jeszcze z czasów rozbiorowych ograniczenia wobec Żydów. Że wtedy doszło do przyznania praw obywatelskich ponad 600 tysiącom Żydów-uciekinierów z Rosji po wojnie domowej. Był to, jak się okazało później w 1939 r. na Kresach Wschodnich, akt aż nadto wielkoduszny. Duża część wspomnianych Żydów nie miała bowiem żadnego poczucia więzi z Rzecząpospolitą nie znała polskiego języka, historii i kultury i nie potrafiła zdobyć się na lojalność wobec Polaków w chwili ich zagrożenia przez Sowietów.
Warto przy okazji przypomnieć zapomniany dziś fakt, że po śmierci marszałka J. Piłsudskiego syjoniści uchwalili zasadzenie lasu na jego cześć w Palestynie.
Przemilczając te fakty i wypisując skrajnie fałszywe uogólnienia o stosunku Polaków do Żydów w II Rzeczypospolitej, A. Cała działa jątrząco, dzieli zamiast łączyć, prowokuje negatywne emocje. Tym większa odpowiedzialność spada na miesięcznik „Midrasz”, który wydrukował ten tekst tak jątrzący, niszczący dialog między Polakami a Żydami. Jakże warto, by minister spraw wewnętrznych polecił swym pracownikom uważne przyjrzenie się publikacjom miesięcznika „Midrasz”, aby pieniądze polskich podatników nie szły na dofinansowywanie tekstów oszczerczych, wrogich Polsce i Kościołowi katolickiemu, nienawistnych i nietolerancyjnych. Raz wreszcie skończmy z polskim masochizmem w takich sprawach!
W najbliższy czwartek ukaże się artykuł prof. Jerzego Roberta Nowaka „Żydzi wobec Polaków w II RP”.
