Polowanie na katolików
Z politologiem dr. Reynaldem Secherem, wykładowcą stosunków
międzynarodowych w Szkole Komunikacji i Mediów w Nantes, autorem prac
historycznych, powieści oraz filmów poświęconych rewolucji francuskiej w Wandei,
rozmawia Franciszek L. Ćwik
Krzyż, symbol naszej wiary, przeszkadza, drażni, jest usuwany z przestrzeni
publicznej nie tylko we Francji, ale w całej Europie, która ma przecież
chrześcijańskie korzenie.
– Proces ten korzeniami sięga ideologii oświecenia. W XVIII wieku antykatolickie
idee zmaterializowały się w pismach Jeana-Jacques’a Rousseau czy Voltaire’a.
Kolejną fazą było wprowadzenie ich w życie, najpierw we Francji. Główną rolę
odegrała tu oczywiście rewolucja francuska z ideą zakwestionowania tradycyjnego,
zhierarchizowanego piramidalnie społeczeństwa, na czele którego stał Bóg, a
poniżej król, duchowieństwo, szlachta i reszta narodu. Było to społeczeństwo
harmonijne, zjednoczone, spajane przez sacrum. Rewolucja francuska zniszczyła
ten ład, rozbijając ową piramidę na rzecz formy horyzontalnej. W tej rzekomo
"humanistycznej" koncepcji nie ma miejsca dla Boga, wszyscy są równi,
społeczeństwo jest niepodzielne, egalitarne.
Rewolucja jednak się skończyła…
– Rzeczywiście jej idee zostały zakwestionowane przez Cesarstwo, Restaurację,
Ludwika Filipa I i Napoleona III, ale z ustanowieniem III Republiki (1870)
wszystko zaczęło się od nowa. Od tamtego momentu proces nacjonalizacji dóbr
kościelnych i laicyzacji społeczeństwa trwa właściwie nieustannie. Trzeba
jednoznacznie stwierdzić, że walka z krzyżem to nie tylko niewinna niechęć do
symbolu religijnego, to jest walka z chrześcijaństwem!
Jak w tę batalię wpisuje się ustawa o rozdziale Kościoła od państwa z 1905
roku?
– Ustawa ta była prawnym orężem w walce świeckiego państwa z Kościołem. Jej
celem było pozbawienie Kościoła majątku, dochodów, jednym słowem – materialnych
podstaw funkcjonowania, tak by nie był w stanie fizycznie głosić Ewangelii.
Oprócz ewidentnie negatywnych skutków ustawa ta przyniosła także efekty, których
jej twórcy kompletnie się nie spodziewali – Kościół uwolniony od kierowania i
zajmowania się swoim majątkiem zyskał więcej czasu i swobody na poświęcenie się
powołaniu przyprowadzania ludzi do Chrystusa i głoszeniu Jego nauki. Ale od tego
momentu zaczęło się także polowanie na katolików. Dla przykładu w armii
francuskiej w 1909 r. wprowadzono specjalne kartoteki, w oparciu o które
wszystkich zawodowych żołnierzy będących katolikami degradowano i usuwano z
wojska. To był jeden z głównych powodów francuskich niepowodzeń w czasie I wojny
światowej. Takiej samej czystki dokonano w 1936 r., w 1940 r. Francja
przegrała…
Walkę z krzyżem prowadzili nie tylko potomkowie ojców oświecenia. Czynił to
marksizm, komunizm, nazizm, obecnie zaś liberalizm i nowa lewica.
– Systemy te są dziećmi oświecenia, ich ideologie bezpośrednio wywodzą się z
dziedzictwa intelektualnego – jeśli możemy użyć tego słowa – rewolucji
francuskiej. Niech świadczy o tym stwierdzenie Rousseau: "Jeżeli naród źle
myśli, trzeba zmienić naród". Idea ta wciąż jest żywa. Ostatnim przykładem tego
paradygmatu myślenia była wypowiedź Daniela Cohn-Bendita, który wskazał, że
trzeba zmienić Szwajcarów, po tym jak nie zgodzili się na zalew ich państwa
przez islamskie minarety.
Jaką rolę w niszczeniu krzyża i Kościoła odgrywa masoneria?
– Wbrew temu, co masoni o sobie mówią, masoneria nie ma swojej nowej, odrębnej
ideologii. Jest to egzemplifikacja idei oświecenia. Organizacje te są oczywiście
antykościelne, ale bardzo trudno jest określić ich realny wpływ na społeczeństwo
ze względu na tajność ich struktur.
Niszczenie Kościoła we Francji wzmogło się po II wojnie światowej?
– Niestety tak. Przy władzy jest pokolenie lewackiej rewolty z 1968 roku.
Dwudziestoletnie rządy koalicji socjalistyczno-komunistycznej zrobiły swoje.
Obecnie we Francji, podobnie jak w Europie, trudno wskazać na elementy wyraźnie
różnicujące prawicę i lewicę. Francuska centroprawica jest także bardzo
zlaicyzowana. To przecież za jej rządów uchwalono ustawę o zakazie noszenia w
szkołach symboli religijnych. Jest ona bezpośrednio skierowana przeciw
katolickim uczniom, którym zabrania się teraz noszenia medalików i krzyżyków.
Istnieje permanentny nacisk władz na szkoły katolickie mające podpisane
kontrakty z państwem, by usuwały krzyże z sal lekcyjnych. Powód? Część uczniów
to muzułmanie. Twierdzi się, że krzyż obraża ich uczucia religijne. Od jakiegoś
czasu nad Sekwaną ludzie nie życzą sobie "wesołych Świąt Bożego Narodzenia",
tylko "świąt końca roku". Nie ma już ferii bożonarodzeniowych, które zastąpiono
feriami zimowymi. W praktyce udało się zlaicyzować zdecydowaną część
francuskiego społeczeństwa.
Proces laicyzacji, którego przejawem jest dążenie do eliminacji krzyża z
przestrzeni publicznej, dotyka większości państw zachodniej Europy.
– Istnieje rodzaj zgody w sprawie dechrystianizacji Europy. Dobrze obrazuje to
kuriozalna wypowiedź byłego prezydenta Francji Jacques’a Chiraca, który
stwierdził, że "korzenie Francji są tak samo chrześcijańskie, jak i islamskie".
Jest to absolutne kłamstwo, które usiłuje się ludziom wmówić. Oczywiście
obserwujemy także praktyczne konsekwencje tego typu stwierdzeń. Przykładem
decyzji, która w rażący sposób dezawuuje chrześcijańskie korzenie Starego
Kontynentu, jest decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu
nakazująca zdjęcie krzyża w szkole publicznej we Włoszech.
Ideologia laicyzmu coraz wyraźniej zdobywa przyczółki w państwach o silnie
zakorzenionym katolicyzmie, w tym także w Polsce. Jakich narzędzi używają i będą
używać jej szermierze?
– Ludzi pozbawia się myślenia poprzez szkołę i media, które są potężną siłą.
Społeczeństwo karmiące się fałszywą informacją, antykościelną propagandą traci
zmysł krytyczny i analityczny, dlatego nieświadomie pozwala sobą manipulować.
Lewica świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że najefektywniej może zdobywać
sumienia, dokonując "rewolucji kulturowej", której narzędziem są środki
przekazu. Działanie polityczne jest wtórne wobec kulturowego. W Polsce część
społeczeństwa przechodzi na pozycje ateistyczne, gdyż media są w rękach
ateistycznych środowisk liberalnych. Na szczęście ogrom Polaków świadomy jest
tego zagrożenia i podejmuje działania obronne – stąd taka skuteczność Radia
Maryja. W Polsce zmieniła się także społeczna rola Kościoła z racji
wyeliminowania komunizmu, który prześladował zarówno Naród, jak i Kościół. W
społeczeństwach byłego bloku wschodniego nasila się materialistyczne podejście
do życia, w związku z czym nauczanie Kościoła znajduje mniejsze społeczne
zrozumienie i poparcie, ale część księży i hierarchów jest świadoma
niebezpieczeństwa i tworzy w mediach i szkolnictwie struktury o istotnym
znaczeniu.
Jak to się dzieje, że nawet politycy, którzy dawniej walczyli z komunizmem,
obecnie dążą do eliminacji krzyża z przestrzeni publicznej?
– Funkcjonujemy w systemie demokracji parlamentarnej, w której metodą wyłaniania
władzy są wybory powszechne. Szczególnie politycy działają pod presją
przypodobania się większości, tyle że obecnie ta "większość" nie oznacza
dominującej części społeczeństwa i jego sposobu myślenia. Chodzi de facto o
przypodobanie się mniejszości, tyle że dominującej, która pociągając za sznurki,
powoduje procesy, które obserwujemy. Mniejszości, która za pomocą mediów i
wpływów nieformalnych usiłuje narzucić społeczeństwu antykatolickie i
kontrkulturowe wartości. Problem szerzenia się chrystofobii nie jest tylko
sprawą europejską. To samo zjawisko obserwujemy w USA. Tam również poprzez
określony komunikat kulturowy lewica doprowadziła do osadzenia w Białym Domu
Baracka Obamy. Czy został on wybrany na prezydenta ze względu na jego
kompetencje czy kolor skóry? Oczywiście, że ze względu na kolor skóry, bo media
wmówiły amerykańskiemu społeczeństwu, iż najlepszą metodą zakończenia walki z
rasizmem jest elekcja czarnoskórego prezydenta. Teraz Amerykanie doświadczają
braku kompetencji przywódcy swojego państwa i nieskuteczności jego polityki.
Czy są granice manipulowania społeczeństwem?
– W imię wypaczonych idei "wolności, równości i braterstwa" we Francji
dokonywano najgorszych zbrodni. Wymordowano Wandeę, Bretanię. Za tym, że
rewolucja francuska przybrała takie oblicze, stała naprawdę garstka ideologów;
wpływowa mniejszość, stosując odpowiednie techniki manipulacji, może opanować
umysły wielu. Dlatego tak ważne jest budowanie przeciwwagi medialnej,
edukacyjnej dla wpływów lewicy.
Czy dostrzega Pan oznaki mobilizacji francuskich katolików?
– Są pewne ruchy i organizacje katolickie, które dostrzegają konieczność
organizowania się środowisk konserwatywnych, ale są to siły marginalne, chociaż
bardzo aktywne, jak chociażby Renaissance Catholique. Chrześcijańskie korzenie
Europy podkreśla Front Narodowy, który zyskuje coraz większe poparcie społeczne
(ok. 10 proc.). Problem w tym, że przy obecnej większościowej ordynacji
wyborczej nie ma on szans na zaistnienie w parlamencie. Na pewno ciężko będzie
walczyć we Francji o obecność symboli katolickich na drodze pozapolitycznej,
gdyż problem ten jest obwarowany szerokim antykościelnym ustawodawstwem.
Jakiej rady udzieliłby Pan katolikom w Europie?
– Musimy być bardzo czujni i bardziej krytyczni wobec działań podejmowanych
przez europejskie instytucje, w których mogą zapadać decyzje o charakterze
antychrześcijańskim, jak ta dotycząca krzyża we włoskiej szkole. Dużo będzie
zależeć od postawy rządów nowych krajów członkowskich. Nie mogą one powielać
antychrześcijańskich działań podejmowanych w Paryżu czy Berlinie – np. usuwania
krzyży, forsowania in vitro, legalizacji związków homoseksualnych itp. Należy
również być bardzo krytycznym wobec środków społecznego przekazu, które również
w Polsce znajdują się najczęściej w rękach sił laickich. Moim zdaniem, bardzo
dużo będzie zależało od postawy hierarchów kościelnych. Nie mogą oni nie
dostrzegać niebezpieczeństwa bezbożnego liberalizmu i powinni aktywniej
angażować się w obronę wartości chrześcijańskich.
Dziękuję za rozmowę.
