Polowania nie było

To próba zdyskredytowania mnie i uniemożliwienia mi startu w wyborach –
tak Bogdan Święczkowski, były szef ABW, ocenia publikację "Gazety Wyborczej" na
temat rzekomej inwigilacji syna Lecha Wałęsy – Jarosława, za czasów rządu PiS.
Absurdem nazywa publikację Jarosław Kaczyński.

We wczorajszej "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł pt. "Jak PiS polował na
Wałęsę", w którym Wojciech Czuchnowski opisał rzekomą naradę, podczas której
Jarosław Kaczyński i jego podwładni mieli szukać haków na syna Lecha Wałęsy. W
ten sposób chcieli podobno uderzyć w byłego prezydenta. "Przez młodego wyjdziemy
na starego" – miał powiedzieć Jarosław Kaczyński, a ówczesny szef ABW Bogdan
Święczkowski miał mu przekazać informacje o rzekomych powiązaniach syna Lecha
Wałęsy z trójmiejskim gangsterem "Zacharem". Poza nimi w spotkaniu mieli brać
udział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, szef CBA Mariusz Kamiński oraz
minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek, na którego relacji opierała się "GW",
pisząc o "aferze".
Na artykuł od razu zareagował sam Bogdan Święczkowski, który uważa, że jest to
próba jego dyskredytacji i uniemożliwienia mu startu w wyborach. Jak podkreśla,
tekst o synu Lecha Wałęsy rzekomo ściganym przez PiS-owskie państwo pojawił się
tylko ze względu na kampanię wyborczą. "Praktyka taka przypomina działania
osławionej "grupy Lesiaka". Nie przez przypadek, moim zdaniem, dziennikarze
właśnie tego dziennika otrzymali dokumenty i informacje o charakterze ściśle
tajnym, a następnie opublikowali je w tym czasie" – napisał w swoim oświadczeniu
Święczkowski.
Były szef ABW zapewnia, że ani on, ani żadne osoby z kierownictwa ABW nie
podejmowały bezprawnych działań wobec jakichkolwiek obywateli RP, tym bardziej
polityków. Za to do jego obowiązków należała weryfikacja wszelkiego rodzaju
informacji, jakie docierały do Agencji. Potem okazywało się, czy były one
prawdziwe, czy fałszywe. "To kolejne odgrzewane kotlety Janusza Kaczmarka, w tym
zakresie kłamliwe" – oświadczył był szef ABW, dziś kandydat na posła w okręgu
wałbrzyskim. Święczkowski zapowiedział również, że jeśli nie zrobi tego z urzędu
prokuratura, on bezzwłocznie złoży zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa ujawnienia tajemnicy państwowej oraz usiłowania ograniczenia
podstępem jego prawa do kandydowania.
"Pragnę także poinformować, że docierają do mnie informacje o podejmowanych
przez obecne kierownictwo państwa czy kierownictwa służb specjalnych działania
inwigilacyjne co do kilku opozycyjnych kandydatów do parlamentu, w tym także
mnie. Powodem takich działań mają być wymyślane na potrzeby Sądu Okręgowego w
Warszawie podejrzenia naruszania przez te osoby tajemnicy państwowej. Zwracam
się zatem do premiera Donalda Tuska z publicznym pytaniem, czy służby specjalne
inwigilują kandydatów do Sejmu RP i czy uczestniczą w prowokacjach politycznych
mających ich dyskredytować?" – napisał były szef Agencji.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj