Polonia wygwizdała Tuska

Z Andrzejem Melakiem, przewodniczącym Komitetu Katyńskiego, rozmawia
Piotr Czartoryski-Sziler
.

Odebrał Pan właśnie z Mińska Mazowieckiego kolejne rozpoznane rzeczy,
które należały do Pańskiego brata Stefana Melaka.

– Tak, odebrałem z Mińska buty i spodnie należące do brata. Prawdopodobnie to
już wszystkie rzeczy, które udało mi się rozpoznać. Zdziwiła mnie jednak
załączona do nich deklaracja, którą pozwolę sobie tutaj zacytować: "Niniejszym
oświadczam, że zapoznałem się z treścią pisma szefa Zarządu
Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. Zostałem
pouczony, że pomimo poddania zabiegowi sterylizacji radiacyjnej okazanych mi
przedmiotów otwarcie opakowań, w których rzeczy te w tej chwili się znajdują,
stwarza ryzyko zanieczyszczenia przez kontakt z mikroorganizmami środowiskowymi,
zarówno niechorobotwórczymi, jak i chorobotwórczymi, co wprost wynika z badań
mikrobiologicznych Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii. Ponadto
oświadczam, że mam świadomość możliwych negatywnych dla zdrowia i życia
konsekwencji, jakie mogą wyniknąć po otwarciu opakowania hermetycznie
zamkniętego woreczka foliowego, w którym w chwili obecnej znajduje się rzecz,
którą rozpoznałem, a która należała do mojego brata".

Gdy odbierał Pan inne rzeczy brata, też podpisywał takie pismo?
– Nie, to jakaś nowość. Przed chwilą otrzymałem te rzeczy, więc na razie nie
będę się nad tym zastanawiał. Niemniej jednak można stwierdzić, że mamy tu do
czynienia z groźbą i przestrogą wyrażoną na piśmie. Lepiej nie dotykać, nie
ruszać – taki chyba można wyciągnąć wniosek. Nie mam pojęcia, o co tu chodzi.

Wrócił Pan z Kanady. Jak przyjęła Pana Polonia?
Tak. Dostałem imienne zaproszenie z Polskiego Związku Narodowego od
klubu im. Lecha Kaczyńskiego z Ottawy, a więc przedstawicieli Polonii, którzy
mieszkają w Kanadzie. Skorzystałem z tej okazji, pojechałem, z czego bardzo się
cieszę. Uważam, że wizyta była równie owocna, co wcześniejsza, którą odbyłem w
marcu do Chicago. Uważam, że o Katyniu i Smoleńsku warto mówić nawet dla jednego
człowieka, a w Kanadzie w wielu spotkaniach ze mną uczestniczyło stosunkowo dużo
osób. Miałem okazję spotykać się z ludźmi aktywnymi, należącymi do różnych
organizacji. Spotykałem się również z kombatantami na akademii poświęconej
rocznicy 3 Maja w Domu Polonii Kanadyjskiej. Amatorski zespół wystawił tam
piękny spektakl, którym z powodzeniem mógłby pochwalić się również w Polsce.
Zauważyłem, że tam, na obczyźnie, ludzie chyba bardziej kochają Polskę, myślą o
niej i dbają o nią.

Dlaczego Pan tak sądzi?
– Ponieważ w kraju Polacy często nie zauważają wielu rzeczy, które im umykają.
Tamta miłość jest zupełnie naturalna i gorąca. Poza tym dzieci chodzące tam do
polskich szkół tylko w soboty i niedziele w opowiadaniu o historii Polski
mogłyby chyba z powodzeniem konkurować z tymi, które chodzą do szkół
podstawowych w Polsce. To coś strasznego, co się u nas dzieje, następuje szybkie
wynaradawianie, niszczenie związków tradycji, historii z przeszłością. Widzi się
to dopiero jasno, gdy się tam pojedzie. Twierdzę, że o tym, co teraz robi się w
naszej Ojczyźnie, mogli jedynie marzyć nasi zaborcy, którzy chcieli odciąć nas
od tradycji, religii, ciągłości historycznej. Teraz dzieje się to na naszych
oczach, w dodatku za pieniądze podatników. Czynią to ministrowie mieniący się
rządem polskim. Tam Polonia widzi polskie problemy ostrzej niż my.

Polonia ma świadomość problemów związanych ze śledztwem smoleńskim?
– Wiedzą tyle, co i my. Oczywiście zależy to także od indywidualnego
zainteresowania. Oglądają jednak Telewizję Trwam, słuchają Radia Maryja, czytają
"Nasz Dziennik" i inne prawicowe gazety. Można powiedzieć, że na pewno ich
wiedza nie ustępuje naszej, a może nawet w niektórych przypadkach ją przewyższa.
Mam tu na myśli dostęp do prasy polonijnej, także lokalnej, w której bez ogródek
pisze się o wielu rzeczach. Rolę tych mediów można porównać chociażby do roli,
jaką odgrywa po katastrofie smoleńskiej w Polsce "Nasz Dziennik". Polonia
kanadyjska miała również spotkania z prof. Wiesławem Biniendą, dr. Kazimierzem
Nowaczykiem i innymi, których badania śledzą z uwagą. Ich wystąpienia
przyjmowali zawsze z wielkim entuzjazmem i dumą, że są to Polacy. Polacy tam
mieszkający opowiadają się bezwzględnie za powołaniem niezależnej komisji
międzynarodowej, która zajęłaby się zbadaniem przyczyn, które doprowadziły do
tragedii smoleńskiej. Przypomnę, że gdy zbierałem podpisy za powołaniem takiej
komisji, z Kanady i Stanów Zjednoczonych przyszło ich kilkanaście tysięcy.

Jak wyglądały Pana spotkania?
– Byłem w Ottawie, Montrealu, Toronto i w kilku innych mniejszych miastach,
gdzie są skupiska polonijne. Jedno ze spotkań odbywało się na Uniwersytecie św.
Pawła w Ottawie, w którym uczestniczyło około stu osób. Był na nim wyświetlany
film "Pogarda", a po nim prezentacja slajdów o Katyniu i o epitafium smoleńskim,
a także ostatnich miejscach upamiętnienia tragedii smoleńskiej w Polsce. W
innych miastach było podobnie. Rozprowadzałem tam materiały o epitafium i
Katyniu, przywiozłem również opaski katyńskie i archiwalny numer miesięcznika
"Kombatant" z kwietnia 2010 roku poświęcony 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, jak
również antologię poezji powstańczej z okresu Powstania Listopadowego, wydaną
przez Krąg Pamięci Narodowej, brata Stefana Melaka i jego córkę Gabrielę. We
wspomnianym numerze "Kombatanta" znajdują się teksty nieżyjących już autorów,
m.in. mojego brata Stefana Melaka, Janusza Krupskiego i innych. Jest w nim
również wiele zdjęć archiwalnych. Ten numer dostarczałem 9 kwietnia 2010 roku do
pociągu, który jechał do Smoleńska. W Bibliotece Polskiej w Montrelau miałem
także spotkanie z profesorami z różnych instytutów naukowych, również z klubami
"Gazety Polskiej" i członkami Stowarzyszenia "Solidarni 2010". Każdy mój wykład
o Smoleńsku był bezpośrednim nawiązaniem do zbrodni katyńskiej.

O co najczęściej był Pan pytany?
– O stan śledztwa, pomnik smoleński w Warszawie, stosunek władz Warszawy do
upamiętnienia tej tragedii, a więc to wszystko, co przewija się cały czas w
takim głównym nurcie pytań. Polonia kanadyjska jest oburzona tym, w jaki sposób
polski rząd podszedł do śledztwa smoleńskiego. Widoczne było to chociażby na
wiecu przed parlamentem kanadyjskim w Ottawie, gdzie Polonia wygwizdała Tuska.
Były muzyka i jednoznaczne hasła. Każdy z uczestników miał przynajmniej jeden
transparent z napisami, m.in.: "Katyń – Smoleńsk", czy z podobiznami Tuska,
Komorowskiego i innych polityków. Były też żądania o zagwarantowanie Telewizji
Trwam miejsca na multipleksie cyfrowym. Widziałem także zdjęcia z Kaszub – na
jednym premier sadzi brzozę, a obok na drugim jest już na niej tabliczka z
napisem: "Pancerna brzoza, gatunek występujący pod Smoleńskiem. Specjalizacja:
strąca nisko lecące samoloty".

W Kanadzie jest wiele miejsc, które upamiętniają katastrofę smoleńską?
– Tak. W Toronto na przykład przed nowym polskim kościołem, obok którego stoi
pomnik bł. Ojca Świętego Jana Pawła II, jest piękna tablica poświęcona ofiarom
Smoleńska, którą odsłaniała kilka tygodni wcześniej Magdalena Merta. W tym samym
mieście na skwerze polskim stoi pomnik katyński, a w jego niedalekim sąsiedztwie
została umieszczona tablica poświęcona sybirakom. Tam też ma być odsłonięta
tablica upamiętniająca tragedię smoleńską, na razie trwa załatwianie formalności
z władzami miasta.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj